Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 70
? To pewne?
? Aha! zapisy, przyznania, zaoblatowane, zaintabulowane, zahipotekowane, podpisami i pieczęciami zaopatrzone, w sądzie są złożone....
? Winszuję ? odezwała się pani Tulicka,
? Ach! pani kochana, gdy to się stało, odetchnęłam z głębi piersi. Jakób, to człowiek, jakich mało, honorowy, poczciwy, umiejący się w świecie sprezentować, niegłupi, tylko mu pieniędzy brakło. Onby się zresztą i bez pieniędzy obszedł, ale... ? tu się przez chwilkę zamyśliła. A! co mam ukrywać przed panią kochaną? Oto, biedaczysko, zaszłapał się po uszy.... po uszy, powiadam pani. Zaszłapał się po uszy w.... Olesi....
Pani Tulicka wykonała ruch rękami i ciałem, zapowiadający jakby coś powiedzieć chciała. Lecz nie powiedziała nic. Pułkownikowa ciągnęła:
? Pragnął u nóg jej złożyć siebie, imię swoje, swój tytuł, ale imię i tytuł bez pieniędzy, to tak jak barszcz bez soli... Cierpiał więc, ach! jak cierpiał... Teraz zaś, pani kochana by go nie poznała.... Ej, co za mina!.. Lęka się tylko, i ja w nim tę obawę podtrzymuję, ażeby mu Olesia harbuza nie dała....
Pani Tulicka zrobiła minę bardzo dziwną. Słowa pułkownikowej pewnością bezwzględną i prawdą czystą nabrzmiałe, i słowa Icka wątpliwość rzucające, stanęły w umyśle jej jedne naprzeciw drugich i brały się niby za bary. Matka Olesi nie wiedziała czy prawda po stronie pułkownikowej, czy po stronie żyda. Zrobiła więc minę, która była miną nie wyrażającą nic ? ani tak, ani nie. Uśmiechnęła się słodko i rada była wejściu córki, której obecność nadała rozmowie inny nieco obrót. Pułkownikowa opowiadała szczegóły podróży "na
? Aha! zapisy, przyznania, zaoblatowane, zaintabulowane, zahipotekowane, podpisami i pieczęciami zaopatrzone, w sądzie są złożone....
? Winszuję ? odezwała się pani Tulicka,
? Ach! pani kochana, gdy to się stało, odetchnęłam z głębi piersi. Jakób, to człowiek, jakich mało, honorowy, poczciwy, umiejący się w świecie sprezentować, niegłupi, tylko mu pieniędzy brakło. Onby się zresztą i bez pieniędzy obszedł, ale... ? tu się przez chwilkę zamyśliła. A! co mam ukrywać przed panią kochaną? Oto, biedaczysko, zaszłapał się po uszy.... po uszy, powiadam pani. Zaszłapał się po uszy w.... Olesi....
Pani Tulicka wykonała ruch rękami i ciałem, zapowiadający jakby coś powiedzieć chciała. Lecz nie powiedziała nic. Pułkownikowa ciągnęła:
? Pragnął u nóg jej złożyć siebie, imię swoje, swój tytuł, ale imię i tytuł bez pieniędzy, to tak jak barszcz bez soli... Cierpiał więc, ach! jak cierpiał... Teraz zaś, pani kochana by go nie poznała.... Ej, co za mina!.. Lęka się tylko, i ja w nim tę obawę podtrzymuję, ażeby mu Olesia harbuza nie dała....
Pani Tulicka zrobiła minę bardzo dziwną. Słowa pułkownikowej pewnością bezwzględną i prawdą czystą nabrzmiałe, i słowa Icka wątpliwość rzucające, stanęły w umyśle jej jedne naprzeciw drugich i brały się niby za bary. Matka Olesi nie wiedziała czy prawda po stronie pułkownikowej, czy po stronie żyda. Zrobiła więc minę, która była miną nie wyrażającą nic ? ani tak, ani nie. Uśmiechnęła się słodko i rada była wejściu córki, której obecność nadała rozmowie inny nieco obrót. Pułkownikowa opowiadała szczegóły podróży "na
Litwę, " pobytu "na Litwie" i zapisu otrzymanego "na Litwie, od starego hrabiego Alfreda, który" ? na to akcent wyrazisty opierała:
? Poznawszy Jakóba, znalazł go homme accompli, zupełnie godnym nosić nazwisko Jałomnickich i tytuł hrabiego....
Po odjeździe pułkownikowej p. Tulicka natychmiast po Icka posłała i podania jej sprawdzić mu poleciła.
W dni parę później Icek sprawę zdawał:
? Bodajbym tak był zdrów, jak to prawda, że woni na Litwie byli... albo jak to, że panu grafu kto szeląg jeden zapisał. Jabym za te jego bogactwa trzech groszy nie dał.
? Czyż można tak komponować! ? zawołała pani Tulicka.
? Ny, co to szkodzi! ? odrzekł żyd, usta krzywiąc i jarmułkę na głowie przesuwając. Na tem świat stoi.... Czy to woni jedni komponują? Chcą, widać, coś sobie wykomponować....
W dni kilka poźniej pojawił się pan Jakób, wyświeżony, promieniejący. Pani Tulicka przyjęła go temi słowy, które drżącemi nieco wymówiła ustami:
? Nic z tego nie będzie!... Wiem ja, co to za Litwa! Niech pan hrabia szuka sobie żonki gdzieindziej. Olesia nie dla pana...
? Pani dobrodziejko ? odparł pan Jakób, rękę w bladoliliowej rękawiczce wyciągając ? plotka jakaś.
? Jabym dokumenta widzieć chciała ? odezwała się pani z akcentem złośliwości w głosie.
? Do-ku-men-ta.... do-ku-men-ta ? bąkał hrabia. Skłonił się szarmancko i zrejterował. Rejterada jego była niby podniesieniem szluzy.
? Poznawszy Jakóba, znalazł go homme accompli, zupełnie godnym nosić nazwisko Jałomnickich i tytuł hrabiego....
Po odjeździe pułkownikowej p. Tulicka natychmiast po Icka posłała i podania jej sprawdzić mu poleciła.
W dni parę później Icek sprawę zdawał:
? Bodajbym tak był zdrów, jak to prawda, że woni na Litwie byli... albo jak to, że panu grafu kto szeląg jeden zapisał. Jabym za te jego bogactwa trzech groszy nie dał.
? Czyż można tak komponować! ? zawołała pani Tulicka.
? Ny, co to szkodzi! ? odrzekł żyd, usta krzywiąc i jarmułkę na głowie przesuwając. Na tem świat stoi.... Czy to woni jedni komponują? Chcą, widać, coś sobie wykomponować....
W dni kilka poźniej pojawił się pan Jakób, wyświeżony, promieniejący. Pani Tulicka przyjęła go temi słowy, które drżącemi nieco wymówiła ustami:
? Nic z tego nie będzie!... Wiem ja, co to za Litwa! Niech pan hrabia szuka sobie żonki gdzieindziej. Olesia nie dla pana...
? Pani dobrodziejko ? odparł pan Jakób, rękę w bladoliliowej rękawiczce wyciągając ? plotka jakaś.
? Jabym dokumenta widzieć chciała ? odezwała się pani z akcentem złośliwości w głosie.
? Do-ku-men-ta.... do-ku-men-ta ? bąkał hrabia. Skłonił się szarmancko i zrejterował. Rejterada jego była niby podniesieniem szluzy.
Konkurencya o rękę panny Aleksandry polała się potokiem. Kawalerowie, jedni przez drugich, darli się do panny posażnej, szturmując do niej przy pomocy zastępów, złożonych z ojców, matek, ciotek, sióstr, przyjaciół i życzliwych. W chrustowskim dworze bywać zaczęło podawnemu ludzi huk. Ale, Olesia, był to skarb p. Tulickiej.
Ze skarbem rozstać się nie łatwo.
Pani Tulicka na to zdecydować się nie mogła.
Kochała córkę tak, że oddałaby ją tylko jednemu: księciu Albertowi,
Książę Albert nie zgłaszał się.
Po harbuzie każdym, udzielanym regularnie i kolejno wszystkim młodym szlachcicom okolicznym, matka i córka w objęcia się jedna drugiej rzucały.
? Ach! mamo! mameczko! mamusieczko moja!
? Olesio! lubko! duszko! serce! życie moje!.... mój ty aniołeczku!..., mój ty skarbie najdroższy!....
Tak ciągnęło się czasu, nie wiem ile. Olesia, w przekonaniu matki, nigdy lat dwudziestu jeszcze nie miała. Pomimo to, z upływem lat zmniejszać się poczęła powoli liczba tych, co się o ten skarb dobijali; zmniejszała się, aż doszła do zera, co gdy nastąpiło, życie w chrustowskim dworze uregulowało się porządnie i przykładnie.
Matka gospodarzyła, córka marzyła.
Książę Albert nawiedzał je we snach bardzo często, i na jego to intencyę po dwa dni w tygodniu pościły "święcie, " jeżdżąc przytem niedzieli każdej do kościoła, który wotami obdarzały. Niektórzy powiadali, że wota owe, tyczyły się sposobu, w jaki pani Tulicka przyszła do posiadania Chrustowa. Gdzie tam! Pani Tulicka poświęciła się dla córki,
Ze skarbem rozstać się nie łatwo.
Pani Tulicka na to zdecydować się nie mogła.
Kochała córkę tak, że oddałaby ją tylko jednemu: księciu Albertowi,
Książę Albert nie zgłaszał się.
Po harbuzie każdym, udzielanym regularnie i kolejno wszystkim młodym szlachcicom okolicznym, matka i córka w objęcia się jedna drugiej rzucały.
? Ach! mamo! mameczko! mamusieczko moja!
? Olesio! lubko! duszko! serce! życie moje!.... mój ty aniołeczku!..., mój ty skarbie najdroższy!....
Tak ciągnęło się czasu, nie wiem ile. Olesia, w przekonaniu matki, nigdy lat dwudziestu jeszcze nie miała. Pomimo to, z upływem lat zmniejszać się poczęła powoli liczba tych, co się o ten skarb dobijali; zmniejszała się, aż doszła do zera, co gdy nastąpiło, życie w chrustowskim dworze uregulowało się porządnie i przykładnie.
Matka gospodarzyła, córka marzyła.
Książę Albert nawiedzał je we snach bardzo często, i na jego to intencyę po dwa dni w tygodniu pościły "święcie, " jeżdżąc przytem niedzieli każdej do kościoła, który wotami obdarzały. Niektórzy powiadali, że wota owe, tyczyły się sposobu, w jaki pani Tulicka przyszła do posiadania Chrustowa. Gdzie tam! Pani Tulicka poświęciła się dla córki,
i gdyby jej kto powiedział, że się złego dopuściła uczynku, zdziwienie jej granicby nie miało.
Kościół znajdował się w tem samem miasteczku, w którem p. Ewa utrzymywała szkółkę. Kuzynki widywały się niekiedy zdaleka. Olesia odwracała się z.... politowaniem. Politowanie jej atoli zmieniło się w zdumienie oburzeniem nabrzmiałe, kiedy się, razu pewnego, z ust Icka dowiedziała, że dwie jego wnuczki chodzą do szkółki p. Ewy.
? Mameczko! ? krzyknęła ? czy mameezka wie na co Ewunia zeszła?.... Uczy bachory żydowskie! A, to rzecz niesłychana, monstrualna, tak dla samej siebie poszanowania nie mieć!
? Czegóż chcesz, życie moje! Po niej spodziewać się było można wszystkiego.... Taka zimna!.... uczucia żeby iskierka ? odrzekła p. Tulicka sentencyonalnie.
? Ale tak się poniżać! tak się poniżać!....
Kościół znajdował się w tem samem miasteczku, w którem p. Ewa utrzymywała szkółkę. Kuzynki widywały się niekiedy zdaleka. Olesia odwracała się z.... politowaniem. Politowanie jej atoli zmieniło się w zdumienie oburzeniem nabrzmiałe, kiedy się, razu pewnego, z ust Icka dowiedziała, że dwie jego wnuczki chodzą do szkółki p. Ewy.
? Mameczko! ? krzyknęła ? czy mameezka wie na co Ewunia zeszła?.... Uczy bachory żydowskie! A, to rzecz niesłychana, monstrualna, tak dla samej siebie poszanowania nie mieć!
? Czegóż chcesz, życie moje! Po niej spodziewać się było można wszystkiego.... Taka zimna!.... uczucia żeby iskierka ? odrzekła p. Tulicka sentencyonalnie.
? Ale tak się poniżać! tak się poniżać!....
* * *
Pan Jakób wstąpił do klasztoru kapucynów.
KONIEC.
Pan Jakób wstąpił do klasztoru kapucynów.
KONIEC.


