Zobacz też:







ra jejmość, przyjęli ze zdziwieniem wiadomość o zamiarze wyjazdu Adama. Ta ostatnia aż się oburzyła.
? Co! ? zawołała ? tak? bez niczego?
? Cóż babunia chciała!
? Chciałam, żebyś sobie żonkę wywiózł.
? A czy to się żonkę tak jak sprzęt wywozi!
? Nie tak, zapewne, ale.... przecię.... dziewczynę miałeś w ręku.
? Toć ja powrócę jeszcze ? odparł Adam, ażeby się wywinąć. Co się przewlecze, to nie uciecze.
? A czy wiesz ty, że tylko ser odkładany dobry? ? zapytała babka.
? Na przysłowie to, babuniu, odpowiada przysłowie: Co nagle to po dyable.
? Jak tam sobie chcesz! ? rzekła jejmość, ręką z niechęcią machnąwszy.
Państwu Andrzejowstwu, którzy go namawiali, ażeby wakacye do roku przeciągnął, odpowiedział:
? Stanisław wziął się do pracy, Gustaw pracuje, a ja, aż mi wstyd!
Państwo Andrzejowstwo nic na to do odpowiedzenia nie mieli. A i panna Ewa uważała to za rzecz słuszną i konieczną, że Adam próżnować dłużej nie chce. Coś ją jednak w piersi zabolało. Cóż atoli! Wnet sobie tak kwestyę tę przedstawiła:
? Gdybym Adama poprosiła, ażeby pozostał jeszcze, to możeby i pozostał, dla mnie.... dla pożytku mego, dla wygody mojej.... Jakież mam do tego prawo? Ja jednostka, on zaś, ? powołaniem jego, nieść pożytek ogółowi. Ja ogółowi ustąpić powinnam.
Ani słówkiem przeto, ani skinieniem najmniejszem poznać po sobie tego nie dała, że wolałaby,
ażeby Adam pozostał jeszcze, bodaj dla dopełnienia roku wakacyj. Namawiała ją siostra:
? Poproś-no ty.
. Namawiała ją szczególnie stara jejmość:
? Rzeknij słówko. Dla chłopców słówka dziewicze mają słodycz cukru, a lepkość patoki. Gdy go ty poprosisz, z pewnością zostanie.
? Niech jedzie ? odrzekła.
? Ah! ? zawołała stara pani Zgrzebłowiczowa. Wiem ja już! Musiało pomiędzy was jakieś licho wleźć. Kiedyście się zmawiać mieli, kogut zapiał "kukuriku" i przeszkodził. No, niema co, "kukuriku piwszyku na toku, czekaj, czekaj mene diwczyno do roku. " Będzie z Adama kiep wielki, jeżeli po roku nie powróci.
Adam, w rzeczy samej, byłby został, gdyby panna Ewa słówko była rzekła. Że nie rzekła, to go rozdraźniło, w miłości własnej dotknęło. W tem także upatrywać należy objaw próżności, która atoli, skutkiem zapewne dobrego wychowania, nie przekroczyła granic przyzwoitości w chwili pożegnania. Młody człowiek rozdrażniony był głęboko, nie okazał jednak tego po sobie. Pożegnał się z wujem, wujenką, z dziećmi ich, z babką i z panną Ewą serdecznie i uprzejmie i odjechał na to, ażeby już nie powrócić nigdy więcej.
On poszedł swoją drogą ? uformował sobie styl świetny, został autorem z wielką czytanym przyjemnością, wyrobił zobie stanowisko poważne arystarcha literatury, której był (jest raczej, żyje bowiem jeszcze) ozdobą prawdziwą.
Ona poszła swoją drogą ? douczyła się wedle programu zakreślonego, wychowała siostrzeńców i siostrzenice, i nie mając co w domu szwagrowstwa
robić, otworzyła w miasteczku poblizkiem szkółkę, która rozwija się pomyślnie.
Nie obyło się bez tego, żeby się jej partye nie trafiały. Trafiały się ? dwie mianowicie. Stary jeden niedołęga zagorzał do niej ogniem owego pieca, o których powiadają, że w nim dyabeł pali, i ofiarował jej, wraz z ręką swoją, podział majątku znacznego. Panna Ewa z pogardą ofiarę tę odrzuciła. Druga partya innego była rodzaju. Dyrektorowi pewnemu pensyi panieńskiej, umarła żona, i ten, zagrożony upadkiem przedsiębierstwa, dowiedziawszy się iż w Zahorowie jest panna wszechstronnie ukształcona, poprzedził się listem, po którym przyjechał sam. W liście opisał stan zakładu, którego firma posiadała wziętość wielką, tak, że panna Ewa, wyszedłszy za owego dyrektora, byłaby przyszła do ogniska, do któregoby jeno polanka dokładać potrzebowała Była więc, w zasadzie, zdecydowana, przyjąć propozycyę dyrektora. Zależało to od osobistego poznania się. Ten atoli poznać się wcale nie dał. Przyjechał i zapytał:
? A dyplom ?
Panna Ewa dyplomu nie posiadała.
Dyrektor przeprosił, na obiedzie nawet zostać nie chciał, popędził pocztą dalej w poszukiwaniu panny, wdowy, rozwódki, mężatki rozwieźdź się pragnącej, ładnej lub brzydkiej, młodej czy starej, rozumnej albo głupiej, dobrej jak anioł, złej jak szatan, byle dyplomowanej. Ta partya, jak się niespodzianie pojawiła, tak też szybko znikła, o innych zaś i wzmiankować nie warto.
Panna Ewa wykierowała się na starą pannę, czego jej stara jejmość do śmierci przebaczyć nie chciała. Palcem jej kiwała i wymawiała:
? Wypuściłaś chłopca z rąk. Zapatrzyłaś się snadź na tę z muchami w nosie.
Ta "z muchami w nosie, " była to Olesia ? Olesia, lubeczka, kochasia, aniołeczek pułkownikowej; która, po kilkotygodniowej w Gawronach nieobecności, w epoce objęcia przez p. Tulicka Chrustowa na własność, powróciła nareszcie "z Litwy. " Powróciła i wnet się z wizytą u pani Tulickiej zjawiła.
Dwie te panie padły sobie wzajemnie w objęcia. Uradowanie ich było wielkie. Ściskały się i co chwila słyszeć dawały okrzyki:
? Pani droga!... pani kochana....
Po okrzykach i uściskach nastąpiło zapytanie:
? Gdzie się to pani obracała?
? A! Na Litwie.... Otrzymaliśmy wezwanie nagłe.... Trzeba było rzucać wszystko i jechać, pędzić, dniem i nocą. Co to za szczęście, żem w pułku była, inaczejbym nie wytrzymała. Trudy, niewygody, podróż daleka.... Bogu jednak dzięki, trudy te i niewygody nie poszły daremnie. Rezultat pomyślny, powiedzieć można, świetny....
? Cóż? cóż?
? A no, Jałomniccy litewscy wydzielili dla Jakóba renty talarów dwanaście tysięcy.
? Renty? ? zapytała p. Tulicka.
? To jest dochodu rocznego.
? To pięknie ? wtrąciła fałszem pani Tulicka, przypomniawszy sobie nagle słowa Icka.
? Nie źle. Mieć dochód bez kłopotów, jest, to wszystko czego człowiek pragnąć może. Jest to jednak tymczasowie. Po śmierci starego hrabiego Alfreda, dostanie się mu jeszcze i wieś z pałacem. Wieś ogromna, pałacyk gustowny, hrabia Alfred ma lat ośmdziesiąt trzy.