Zobacz też:







stworzył ale który zakreślało do koła niego chybione wychowanie? Ciotkę i kuzynkę ? za co? ? za to, że we dwie stanowiły świat w świecie, żyły sobą i dla siebie, głęboko przekonane o godziwości życia podobnego i o doskonałości własnej? Nie, nikogo obwiniać nie mogła, siebie zaś mniej niż kogobądź, czując i uznając całą słuszność i prawowitość popędu, który ją w takiem fatalnem stawiał położeniu.
Płakała długo i rzewnie.
Nagle na łóżku usiadła, i łez nie obcierając ani ust nie otwierając, następujący monolog z duszy wysnuła:
? Cóż płacz pomoże! Życie ludzkie układa się sposobem dwojakim: albo bez przeszkód, albo z przeszkodami. Moje zapowiada się z przeszkodami. Cóż? Mamże ręce opuścić, i z góry, usuwania przeszkód nie spróbowawszy nawet, za pokonaną się uznać? Mężczyzna, na miejscu mojem, powiedziałby: to nie po męzku! ja zaś powiem: to nie po ludzku! Pan Adam nie usunął się na zawsze, spotkam się z nim jeszcze w warunkach może wygodniejszych aniżeli tu, i rad jego swobodniej zasięgać będę mogła, Potrzeba, żebym się uzbroiła tymczasem w cierpliwość i spokój.
Uzbroiła się więc w cierpliwość i spokój i czekała. W trakcie czekania pułkownikowa zabrała ją do Gawronów. Czytelnikowi, którego dziwił może sposób, w jaki się ona w gościnie zachowywała, jasnem jest teraz, dla czego nie zachowywała się inaczej. Pan Jakób wydawał sią jej czemci potwornem, pani Kawska budziła w niej wstręt nieprzezwyciężony ? wstręt, który z granic wystąpił, gdy zacna ta pani z morałami się do niej zwróciła. W czasie, kiedy ją pułkownikowa moralizować, Ewunia
wrzała oburzeniem, i nie wybuchnęła dla tego jedynie, że wybuch uważała za niewłaściwy, poczytując pułkownikową za niezasługującą na zaszczyt jej gniewu. Powściągnęła się przez poszanowanie względem samej siebie. Powściągnąć się jednak nie mogła od tego, ażeby, gdy do domu powróciła i Olesia ją o p. Jakóba zagabnęła, nie nazwać tego ostatniego niedołęgą i osłem. Była to jedyna satysfakcya, na jaką sobie pozwoliła. Zresztą w sobie się zamknęła i milczała, uzbroiwszy się w obojętność pozorną, z której zrobiła sobie rodzaj puklerza. Ojciec pogniewał się na nią, i zwyczajnie jak ojciec, gniewać się przestał. Ale Stanisław ścigał ją mniej lub więcej ostremi żarcikami bezustannie; ale ciotka i kuzynka okazywały jej niechęć wytrwale. Puklerz ów przeto służył jej do odpierania pocisków dowcipu i niechęci. Ześlizgiwały się one po nim i jej nie dotykały, szczególnie zaś nie pozbawiały jej nadziei i odwagi. Trzymała się, jak się trzyma na morzu bity falami korab'.
"Odwagi" ? rzekliśmy powyżej. Na czemże odwaga jej zależała?
A oto na czem. Ewunia powydobywała z pyłu zapomnienia wszystkie książeczki i książki, które jej, niegdyś dziecku, do nauki służyły, wszystkie geografie, historye, arytmetyki i odbywała przy ich pomocy repetycyę ogólną, a porządną i dokładną studyów, które z nauczycielami i guwernantkami poślizgiem przebiegła była. Zadziwiła się mocno, przekonawszy się, że w elementarzach tych znajdowała dużo nowego i zajmującego. Miała się uczyć czego, a nauczała się bardzo szybko.
Miesiąc czasu wystarczył jej na to, ażeby posiąść wiadomości w książkach kilku zawarte. Dalej, pa-
miętając o tem, co Adam mówił o rozwoju wiadomości, wyszukiwała w ojcowskiej i we własnej bibliotece dzieła odnoszące się treścią do książek elementarnych i w takowych szukała wyjaśnień i dopełnień; te notowała i porządkowała, ściągając je w gruppy jednego rodzaju. Czasami zdarzało się jej czynić odkrycia, które ją niewysłowioną przejmowały radością. Odkryła, naprzykład, dzieła wszystkie księdza Kluka, odkryła księgi Euklidesa. Z jakąż rozkoszą rozczytywała się w pierwszych i studyowała drugie! Jak ją cieszyło, że rozumieć mogła jedne i drugie! Dykcyonarz geograficzno-historyczny, podający króciuchne wzmianki o ludziach uczonych i ich pracach, służył jej jako ważne źródło. Z niego dowiadywała się o naukach, spisywała je i grupowała, układając oraz pewien rodzaj bibliograficznego wykazu dzieł, o których czytaniu słodko marzyła, odgadując co w nich być może.
Była to więc praca na seryo i nie całkiem jałowa. Zresztą, chciażby i na zarzut jałowości zasługiwała, to cóż biedna dziewczyna począć miała! Na wytchnienie po tej pracy, na benedyktyńską zakrawającej, brała się do zajęć, jakim się zwykle oddawała: szyła, dzierzgała, haftowała i przy igiełce, zamiast snuć rojenia, które igiełka zazwyczai wywołuje, myślała o problematach naukowych, naturalnie, nie wysokich, albo też o klassyfikacyi w królestwach: mineralnem, roślinnem i zwierzęcem. Nie ponosiła szkody najmniejszej, myśląc o takich rzeczach, nie zaś marząc o owym klassycznym przy krosienkach chłopcu, albo o równie klassycznej sukience białej i wianeczku zielonym.. Nie jest występkiem to, nie uważamy jednak za występne i tych
przedmiotów, nad któremi się Ewunia zastanawiać lubiła, tem bardziej, że odbywało się to ze spokojem, który na jej zdrowie zbawiennie oddziaływał, i z ufnością w zarysowaną mglistemi konturami przyszłość, która jej do duszy harmonię wprowadzała.
Harmonię ową naruszyła jednak rzecz jedna. Ewuni wpadła w ręce "Teorya jestestw organicznych. " Przeczytała, a raczej pochłonęła to dzieło. Odczytywała je po razy kilka. Niby ocean wlał się jej do głowy - ocean, który raz się uspakajał, znów wzdymał się falami i te biły z hukiem i szumem o czerep, tocząc pianę i rozbryzgując się na miliardy kropelek. Dostawała razy kilka bólu migrenowego. A tu, jak na toż zima, która wielkie śniegów zaspy sprowadziła, nie pozwalała jej używać przechadzki na wolnem powietrzu. Nużyła się więc w zamknięciu i wieleby za to dała, gdyby kto ocean ów z głowy jej wyjął.
Któżby to uczynić mógł?
Nie kto inny, jeno Adam.
Adam znajdował się tak niedaleko! ? o mil trzy tylko. Ewunia byłaby do niego, jeżeli nie częściej, to przynajmniej po dwa razy w tygodniu każdym jeździła Ale ? panna ? nie mogła. Staś i Gucio jeździli kiedy i dokąd się im podobało. Nie pytano ich, nie rozciągano nad niemi żadnej kontroli i ani cienia opieki. Jeździli w tym celu, ażeby polować, grać w karty, umizgać się, miłostki prowadzić, przewietrzać się ? nikt od nich sprawy nie żądał. Jej ruszyć się nie było wolno i człowieka znającego się na rzeczy, poprosić o objaśnienie dzieła, napisanego przez męża, którym się naród chlubi. Różnica ta uderzyła ją po raz pierwszy w życiu. Do-