Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 5
I podawała jej filiżaneczkę kawy, ze śmietanką idealną, z kożuszkiem królewskim, z biszkopcikiem, sucharkiem lub bułeczką.
? Wypij prędziutko i ubieraj się żywo....
Wypicie tej kawy, która była arcykawą. odbywało się w sekrecie wielkim, przedstawiającym się pod postacią wyjątku, który powtarzał się ranka każdego. Szamocięta, mające dobry z Olesi brać przykład, nie dostępowały zaszczytu podobnego. One wstawały nigdy później jak o siódmej, ubierały się przy pomocy pokojówki i zasiadały przy stole w oczekiwaniu na śniadanie, składające się bądź z zacierki na polewce ze słoniną, bądź z kluseczek na mleku, bądź też z kaszy jaglanej albo jęczmiennej na rzadko. Nie była to dla nich krzywda żadna ? przeciwnie, zyskiwały na tem, że się do przysmaków nie przyzwyczajały. Zacierka, kluseczki, kasza smakowały im ogromnie: rzucały się na takowe z apetytem, upominając się, po wypróżnieniu talerza pierwszego, o drugi jeszcze, a często i o trzeci. Apetyt ów. służył pani Tulickiej za pretekst do udzielania nauk moralnych.
? A pfe... powiadała ? jeść tak dużo.... To obżarstwo, a obżarstwo jest grzechem śmiertelnym.... Patrzcie na Olesię i z niej przykład bierzcie: nigdy się o drugi nie upomina talerz, a nawet, widzicie, jednego nie dokończyła.. ! Nie napieraj się, Henrysiu, nie napieraj się Ewuńciu.... chłopcy, jak chłopcy, wy jednak macie w Olesi przykład, który naśladować należy... Brzydko, kiedy panienka obżartuchem jest....
To samo działo się przy obiedzie, przy podwieczorku i przy wieczerzy. Olesia podawaną była za wzór. którego powód istotny ukrywał sio w szafce.
? Wypij prędziutko i ubieraj się żywo....
Wypicie tej kawy, która była arcykawą. odbywało się w sekrecie wielkim, przedstawiającym się pod postacią wyjątku, który powtarzał się ranka każdego. Szamocięta, mające dobry z Olesi brać przykład, nie dostępowały zaszczytu podobnego. One wstawały nigdy później jak o siódmej, ubierały się przy pomocy pokojówki i zasiadały przy stole w oczekiwaniu na śniadanie, składające się bądź z zacierki na polewce ze słoniną, bądź z kluseczek na mleku, bądź też z kaszy jaglanej albo jęczmiennej na rzadko. Nie była to dla nich krzywda żadna ? przeciwnie, zyskiwały na tem, że się do przysmaków nie przyzwyczajały. Zacierka, kluseczki, kasza smakowały im ogromnie: rzucały się na takowe z apetytem, upominając się, po wypróżnieniu talerza pierwszego, o drugi jeszcze, a często i o trzeci. Apetyt ów. służył pani Tulickiej za pretekst do udzielania nauk moralnych.
? A pfe... powiadała ? jeść tak dużo.... To obżarstwo, a obżarstwo jest grzechem śmiertelnym.... Patrzcie na Olesię i z niej przykład bierzcie: nigdy się o drugi nie upomina talerz, a nawet, widzicie, jednego nie dokończyła.. ! Nie napieraj się, Henrysiu, nie napieraj się Ewuńciu.... chłopcy, jak chłopcy, wy jednak macie w Olesi przykład, który naśladować należy... Brzydko, kiedy panienka obżartuchem jest....
To samo działo się przy obiedzie, przy podwieczorku i przy wieczerzy. Olesia podawaną była za wzór. którego powód istotny ukrywał sio w szafce.
będącej składem specyałów rozmaitych, udzielanych jej przez matkę pod sekretem, a pod postacią nagrody za grzeczność, albo raczej premii za kochanie.
? Dałabym ? powiadała jej matka ? i Henrysi i Ewuni, gdyby one mnie tak kochały jak ty...
Olesia przeto zajmowała w Chrustowie stanowisko wyodrębnione i uprzywilejowane, tak pod względem kochania samego, co byłoby rzeczą bardzo naturalną, jakoteż pod względem okazywania miłości, co było rzeczą także naturalną, dowodzącą jednak, że pani Tulicka puszczała miłość swoją samopas, bez kiełznania takowej rozwagą. To ostatnie objawiało się także i winnych kierunkach. Wychowanie nie ogranicza się odżywianiem. Ważną w niem rolę odegrywają: dawanie dzieciom fundamentów moralności i nauczanie. Co do pierwszego, pani Tulicka wybrała drogę utartą, trzymając się recepty ogólnej, zalecającej: pacierz, katechizm moralizacyę, z dodatkiem kar urozmaicanych, hojnie szafowanych. A i moralizacya hojnością się odznaczała. Była to żyła złota, której ciocia nie odstępowała z łatwością, gdy na nią natrafiła. Zdarzyło się, naprzykład, raz Michasiowi do szafki się dorwać i pierniczek zwędzić. Zdarzenie to podało treść do gadania, za trzema nawrotami, przez godzin trzy i ten sprowadziło skutek, że po godzinie pierwszej gadania Michaś przeraził się wielkością popełnionej zbrodni i szczerze się zmartwił, po godzinie drugiej znudził się, po trzeciej postanowił sobie wędzić pierniczki ile tylko razy okazyą po temu się nadarzy. Ciocia jednak wymownie, przekonywająco dowiodła dwóch mianowicie rzeczy: najprzód, że Michaś dopuścił się łakomstwa, powtóre, że popełnił kradzież, i ukazywała mu w perspektywie na-
? Dałabym ? powiadała jej matka ? i Henrysi i Ewuni, gdyby one mnie tak kochały jak ty...
Olesia przeto zajmowała w Chrustowie stanowisko wyodrębnione i uprzywilejowane, tak pod względem kochania samego, co byłoby rzeczą bardzo naturalną, jakoteż pod względem okazywania miłości, co było rzeczą także naturalną, dowodzącą jednak, że pani Tulicka puszczała miłość swoją samopas, bez kiełznania takowej rozwagą. To ostatnie objawiało się także i winnych kierunkach. Wychowanie nie ogranicza się odżywianiem. Ważną w niem rolę odegrywają: dawanie dzieciom fundamentów moralności i nauczanie. Co do pierwszego, pani Tulicka wybrała drogę utartą, trzymając się recepty ogólnej, zalecającej: pacierz, katechizm moralizacyę, z dodatkiem kar urozmaicanych, hojnie szafowanych. A i moralizacya hojnością się odznaczała. Była to żyła złota, której ciocia nie odstępowała z łatwością, gdy na nią natrafiła. Zdarzyło się, naprzykład, raz Michasiowi do szafki się dorwać i pierniczek zwędzić. Zdarzenie to podało treść do gadania, za trzema nawrotami, przez godzin trzy i ten sprowadziło skutek, że po godzinie pierwszej gadania Michaś przeraził się wielkością popełnionej zbrodni i szczerze się zmartwił, po godzinie drugiej znudził się, po trzeciej postanowił sobie wędzić pierniczki ile tylko razy okazyą po temu się nadarzy. Ciocia jednak wymownie, przekonywająco dowiodła dwóch mianowicie rzeczy: najprzód, że Michaś dopuścił się łakomstwa, powtóre, że popełnił kradzież, i ukazywała mu w perspektywie na-
stępstwa straszne, przerażające, do których doprowadzi go niezawodnie droga, na którą wszedł. Ukazała mu ni mniej, ni więcej, tylko... szubienicę.
? Popraw się, Michasiu.... popraw.... były jej słowa. Masz jeszcze przed sobą czas... Zapatruj się na Olesię... ona nie dopuszcza się niczego podobnego, bo ona mnie kocha...
Przekonywała, groziła, prosiła, zaklinała, ale... przesadziła. Znudziła, zniecierpliwiła, zresztą przysmaki w szafce chowane takim urokiem owocu zakazanego otoczyła, że Michaś przy pomocy Henrysi i Gucia, doszedł sposobu dobierania się do takowych bez otwieraniu drzwiczek. Skończyło się to fatalnie. Pani Tulicka, spostrzegłszy się na znikaniu pierniczków i sucharków, bakalii i rodzynków, śledzić i dochodzić poczęła, a nie doszedłszy niczego, zwróciła się z podejrzeniem przeciwko myszom i nastawiła na takowe truciznę. Dzieci truciznę zjadły. Szczęściem nie wszystkie w równej zażyły ją dozie, dla tego też Henrysia i Gucio ocalały, Michaś tylko jeden na mogiłki wywędrował. Był to dla pana Marka cios nowy, który spadł na niego w lat cztery po śmierci żony i sprawił na nim wrażenie głębokie. Zachwiał się w moralnej istocie swojej, jakby równowagę stracił.
? Szczęście ? rzekł sam do siebie ? że mi Bóg tę siostrę nadarzył. Bez niej... cóżbym począł!..
Pan Marek nie wiedział, że dziecko do grobu poszło otrute. Nie wiedziała o tem i pani Tulicka, pomimo, że zniknięcie zaprawionego arszenikiem ciasteczka w oczy jej wpadło i zrazu ją zastanowiło, tak dalece, że uczyniła sobie zapytanie:
? Czyżby?.. Ale nie!.. wnet odpowiedziała. ? Szafka zamknięta, kluczyki u mnie... nikt inny, tyl-
? Popraw się, Michasiu.... popraw.... były jej słowa. Masz jeszcze przed sobą czas... Zapatruj się na Olesię... ona nie dopuszcza się niczego podobnego, bo ona mnie kocha...
Przekonywała, groziła, prosiła, zaklinała, ale... przesadziła. Znudziła, zniecierpliwiła, zresztą przysmaki w szafce chowane takim urokiem owocu zakazanego otoczyła, że Michaś przy pomocy Henrysi i Gucia, doszedł sposobu dobierania się do takowych bez otwieraniu drzwiczek. Skończyło się to fatalnie. Pani Tulicka, spostrzegłszy się na znikaniu pierniczków i sucharków, bakalii i rodzynków, śledzić i dochodzić poczęła, a nie doszedłszy niczego, zwróciła się z podejrzeniem przeciwko myszom i nastawiła na takowe truciznę. Dzieci truciznę zjadły. Szczęściem nie wszystkie w równej zażyły ją dozie, dla tego też Henrysia i Gucio ocalały, Michaś tylko jeden na mogiłki wywędrował. Był to dla pana Marka cios nowy, który spadł na niego w lat cztery po śmierci żony i sprawił na nim wrażenie głębokie. Zachwiał się w moralnej istocie swojej, jakby równowagę stracił.
? Szczęście ? rzekł sam do siebie ? że mi Bóg tę siostrę nadarzył. Bez niej... cóżbym począł!..
Pan Marek nie wiedział, że dziecko do grobu poszło otrute. Nie wiedziała o tem i pani Tulicka, pomimo, że zniknięcie zaprawionego arszenikiem ciasteczka w oczy jej wpadło i zrazu ją zastanowiło, tak dalece, że uczyniła sobie zapytanie:
? Czyżby?.. Ale nie!.. wnet odpowiedziała. ? Szafka zamknięta, kluczyki u mnie... nikt inny, tyl-
ko myszy truciznę zażyły... Tak, myszy, niezawodnie...
W przekonaniu tem utwierdziło ją jeszcze i to, że wraz ze zniknięciem ciastka arszenikowego, znikać przestały pierniczki i sucharki. A przypuszczając nawet, iżby się domyślała, że sprawcą zniknięcia arszeniku był Michaś, to ? i cóż? Są ludzie tak szczęśliwi, którzy za wszelkie błędy, grzechy, występki i omyłki, jakieby popełnić mogli, mają sobie udzieloną z góry absolucyę w imieniu własnem. Ludzie tacy błądzić nie mogą ? i nie błądzą, grzeszyć nie mogą ? i nie grzeszą. Do błądzenia i grzeszenia brak im jednej rzeczy, bardzo ważnej: intencyi. Intencye ich bywają najlepsze, jeżeli przeto za ich sprawą robi się co złego, to złe to robi się samo. Obwiniać ich nie można, a tylko strzedz się należy i, zwłaszcza, jak najdalej od dzieci trzymać, od dzieci, które oni trują, jeżeli nie arszenikiem, to językiem. .
II.
O małym nieboszczyku odzywała się pani Tulicka tak:
? Biedny chłopczyna... no, cóż robić! zrządzenie boże.... Nie ma jednak tego złego, coby na dobre nie wyszło... Michaś jaknajgorsze okazywał skłonności, mógł przeto, wyrósłszy, sprawić ojcu zmartwienie wielkie... to i lepiej, że go Stwórca zawczasu do chwały swojej zabrał... Natura dziecka. tego była zła bardzo zła....
Któż ją zrobił złą?
Lepszą może była natura innych dzieci, tego czworga co przy życiu pozostały? Bynajmniej. Pani
W przekonaniu tem utwierdziło ją jeszcze i to, że wraz ze zniknięciem ciastka arszenikowego, znikać przestały pierniczki i sucharki. A przypuszczając nawet, iżby się domyślała, że sprawcą zniknięcia arszeniku był Michaś, to ? i cóż? Są ludzie tak szczęśliwi, którzy za wszelkie błędy, grzechy, występki i omyłki, jakieby popełnić mogli, mają sobie udzieloną z góry absolucyę w imieniu własnem. Ludzie tacy błądzić nie mogą ? i nie błądzą, grzeszyć nie mogą ? i nie grzeszą. Do błądzenia i grzeszenia brak im jednej rzeczy, bardzo ważnej: intencyi. Intencye ich bywają najlepsze, jeżeli przeto za ich sprawą robi się co złego, to złe to robi się samo. Obwiniać ich nie można, a tylko strzedz się należy i, zwłaszcza, jak najdalej od dzieci trzymać, od dzieci, które oni trują, jeżeli nie arszenikiem, to językiem. .
II.
O małym nieboszczyku odzywała się pani Tulicka tak:
? Biedny chłopczyna... no, cóż robić! zrządzenie boże.... Nie ma jednak tego złego, coby na dobre nie wyszło... Michaś jaknajgorsze okazywał skłonności, mógł przeto, wyrósłszy, sprawić ojcu zmartwienie wielkie... to i lepiej, że go Stwórca zawczasu do chwały swojej zabrał... Natura dziecka. tego była zła bardzo zła....
Któż ją zrobił złą?
Lepszą może była natura innych dzieci, tego czworga co przy życiu pozostały? Bynajmniej. Pani
Tulicka uskarżała się na nie. Nazywała je niewdzieeznemi i tłumaczyła to sobie: taką to już naturą.
Najpierwszy sprzeniewierzył się Stanisław. Chłopiec podrastał. W podrastających chłopcach objawia się zazwyczaj pewien rodzaj egoizmu, będącego zaczynem ambicyi, która, stosownie pokierowana, do najlepszych doprowadzić może rezultatów. Rozsądnej matki egoizm ów nie zraża. Zwalcza go ona miłością, którą daje bezinteresownie. Pani Tulicka z miłością swoją obchodziła się, jak lichwiarz z kapitałami wypożyczanemi, dający dukaty obrzynane, a domagający się od wierzyciela gotówki w monecie jaknajlepszej, z procentem jaknajwiększym. Kochania jej gatunek nie był nader dobry. Domagała się jednak zwrotu onego w czystości brylantowej. Domagała się, ażeby ją dzieci pana Marka wielbiły na kolanach.
? Ja się dla nich poświęcam.... było jej przekonanie.
I na podstawie przekonania tego, wydała na Stasia wyrok:
? Należy go % domu wydalić, ażeby rodzeństwa młodszego nie gorszył...
Oddano go do szkół publicznych i umieszczono na stancyi u nauczyciela języka łacińskiego.
Dla Stasia byłoby to zbawieniem, gdyby w nauczycielu, pod którego dozór się dostał, znalazł był człowieka pojmującego zadanie nauczycielskie. ? Niestety! pan Hakiewicz poszedł drogą pedagogiczną dla tego tylko, że został na nią wepchnięty. Sin fata tulerunt. Rojenia jego młodociane, w czasach kiedy do rigorosów stawał, miały za cel koncypienturę. Nie ziściły się jednak, z powodów od
Najpierwszy sprzeniewierzył się Stanisław. Chłopiec podrastał. W podrastających chłopcach objawia się zazwyczaj pewien rodzaj egoizmu, będącego zaczynem ambicyi, która, stosownie pokierowana, do najlepszych doprowadzić może rezultatów. Rozsądnej matki egoizm ów nie zraża. Zwalcza go ona miłością, którą daje bezinteresownie. Pani Tulicka z miłością swoją obchodziła się, jak lichwiarz z kapitałami wypożyczanemi, dający dukaty obrzynane, a domagający się od wierzyciela gotówki w monecie jaknajlepszej, z procentem jaknajwiększym. Kochania jej gatunek nie był nader dobry. Domagała się jednak zwrotu onego w czystości brylantowej. Domagała się, ażeby ją dzieci pana Marka wielbiły na kolanach.
? Ja się dla nich poświęcam.... było jej przekonanie.
I na podstawie przekonania tego, wydała na Stasia wyrok:
? Należy go % domu wydalić, ażeby rodzeństwa młodszego nie gorszył...
Oddano go do szkół publicznych i umieszczono na stancyi u nauczyciela języka łacińskiego.
Dla Stasia byłoby to zbawieniem, gdyby w nauczycielu, pod którego dozór się dostał, znalazł był człowieka pojmującego zadanie nauczycielskie. ? Niestety! pan Hakiewicz poszedł drogą pedagogiczną dla tego tylko, że został na nią wepchnięty. Sin fata tulerunt. Rojenia jego młodociane, w czasach kiedy do rigorosów stawał, miały za cel koncypienturę. Nie ziściły się jednak, z powodów od


