Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 49
ła, gdy Stanisław przedstawił go jej pod nazwiskiem Ateki.
Pani Tulicka śledziła okiem wszystkie córki giesta i uśmiechnęła się do siebie, uśmiechem dumy macierzyńskiej. Oczy jej mówiły: niechże się kto równa z nią! Odetchnęła z głębi piersi, spojrzała przelotnie na Ewunię i podała Olesi kawy filiżankę.
Zapanowało chwilowo milczenie, będące niby hołdem względem p. Aleksandry, którą przez to inwitowano niejako do zabrania głosu.
Lecz ona głosu nie zabierała. Poprawiała sobie mankietki i przypatrywała się paluszkom swoim. Milczenie więc przerwał Stanisław. Odchrząknął, i zwracając mowę do Adama, rzekł:
? Dostałeś się ty tu, kolego, z deszczu pod rynnę. Wyjechałeś z pomiędzy literatów i wpadłeś pomiędzy literatki. I siostra moja. Ewa, literatka, i kuzynka moja, Aleksandryna, także literatka, i to jeszcze jaka! Trzymaj-źe się ostro, co się albumów tyczy.
? Ty, Stasiu, żartujesz zawsze ? odezwała się pani Tulicka.
? Żartuję! Pokaże się to, gdy Ateka zabierze bliższą z pannami naszemi znajomość. Ośmiel je tylko do siebie, a będziesz miał i do gadania i do czytania dużo. Słyszałem ja o utworach wierszowanych, oczekujących na znawcę. Śliczne rzeczy!
Panna Aleksandryna odchrząknęła leciutko i kawą popiła.
? Uderz w stół, nożyce się odezwą ? ciągnął Stanisław. Uprzedzonyś już, Adamie, i wiesz gdzie masz poszukiwać utworów poetycznych.
Stanisław utrzymywał rozmowę w tonie żartobliwym, który nie przypadał do smaku ani p. Tulić-
Pani Tulicka śledziła okiem wszystkie córki giesta i uśmiechnęła się do siebie, uśmiechem dumy macierzyńskiej. Oczy jej mówiły: niechże się kto równa z nią! Odetchnęła z głębi piersi, spojrzała przelotnie na Ewunię i podała Olesi kawy filiżankę.
Zapanowało chwilowo milczenie, będące niby hołdem względem p. Aleksandry, którą przez to inwitowano niejako do zabrania głosu.
Lecz ona głosu nie zabierała. Poprawiała sobie mankietki i przypatrywała się paluszkom swoim. Milczenie więc przerwał Stanisław. Odchrząknął, i zwracając mowę do Adama, rzekł:
? Dostałeś się ty tu, kolego, z deszczu pod rynnę. Wyjechałeś z pomiędzy literatów i wpadłeś pomiędzy literatki. I siostra moja. Ewa, literatka, i kuzynka moja, Aleksandryna, także literatka, i to jeszcze jaka! Trzymaj-źe się ostro, co się albumów tyczy.
? Ty, Stasiu, żartujesz zawsze ? odezwała się pani Tulicka.
? Żartuję! Pokaże się to, gdy Ateka zabierze bliższą z pannami naszemi znajomość. Ośmiel je tylko do siebie, a będziesz miał i do gadania i do czytania dużo. Słyszałem ja o utworach wierszowanych, oczekujących na znawcę. Śliczne rzeczy!
Panna Aleksandryna odchrząknęła leciutko i kawą popiła.
? Uderz w stół, nożyce się odezwą ? ciągnął Stanisław. Uprzedzonyś już, Adamie, i wiesz gdzie masz poszukiwać utworów poetycznych.
Stanisław utrzymywał rozmowę w tonie żartobliwym, który nie przypadał do smaku ani p. Tulić-
kiej, ani pannom, ani Adamowi. Jeden tylko pan Marek uśmiechał się, Adam zaś, odpowiadając monosylabami, zwracał często oczy na pannę Ewę i miał w oczach wyraz strwożenia niby, niby zdziwienia, niby smutku, niby pomieszania jakiegoś. W odpowiedziach, jakie Stanisławowi dawał, język mu się plątał, jakby się znajdował w stanie roztargnienia. Wyraźnem było, że roztargnienie sprawia mu widok Ewuni. Nie zachodziła w tem nadzwyczajność żadna. "Adam był młody a Ewunia piękna. " Ale, dla czegóżby widok pięknej panienki sprowadzać miał strwożenie i smutek? W tem tkwił sęk jakiś, przedstawiający się pod postacią zagadki, której rozwiązaniem nie zajmował się nikt, nie wyłączając Adama samego, który nie umiał sobie sprawy zdać z tego. zkąd i co to za siła nieprzeparta wzrok jego trzyma w przykuciu niejako do oblicza pierwszy raz w życiu widzianej kobiety.
? Co to za siła?
Siła ta Adamowi nieznaną była. Ulegał jej bezwiednie i ze zdziwieniem niejakiem, tymczasem zaś, obok przyczyny naturalnej, przyciągającej młodego człowieka do młodej dziewczyny, zachodziła tu jeszcze i druga przyczyna, także naturalna. Adamowi się wydawało, jakby Ewunię oglądał w życiu nie po raz pierwszy. I w rzeczy samej tak było, tylko, że on oglądał nie ją, lecz jej, że tak się wyrazimy, sobowtór. Była nim topielica Pomiędzy nieboszczką, w nurtach pogrzebioną, a p. Ewą Szamocianką, nie zachodziło najmniejsze co do rysów oblicza podobieństwo. Zresztą tamtej Adam nie widział prawie. Mignęła się przed oczami jego, przy blasku latarni, patrzała na niego przy pełganiu gwiazd i tyle. Najlepiej znał ją z fotografii,
? Co to za siła?
Siła ta Adamowi nieznaną była. Ulegał jej bezwiednie i ze zdziwieniem niejakiem, tymczasem zaś, obok przyczyny naturalnej, przyciągającej młodego człowieka do młodej dziewczyny, zachodziła tu jeszcze i druga przyczyna, także naturalna. Adamowi się wydawało, jakby Ewunię oglądał w życiu nie po raz pierwszy. I w rzeczy samej tak było, tylko, że on oglądał nie ją, lecz jej, że tak się wyrazimy, sobowtór. Była nim topielica Pomiędzy nieboszczką, w nurtach pogrzebioną, a p. Ewą Szamocianką, nie zachodziło najmniejsze co do rysów oblicza podobieństwo. Zresztą tamtej Adam nie widział prawie. Mignęła się przed oczami jego, przy blasku latarni, patrzała na niego przy pełganiu gwiazd i tyle. Najlepiej znał ją z fotografii,
a ta bynajmniej za fotografię panny Ewy uchodzić nie mogła. Ale przy blasku latarni i przy pełganiu gwiazd schwycił i w pamięć sobie wrył oczów jej wyraz ? wyraz, który miał familijne niejako do wyrazu oczów panny Ewy podobieństwo. To podobieństwo właśnie niepokoiło młodego człowieka. To spuszczał wzrok, to podnosił, znów spuszczał i znów podnosił, i zapytywał w duchu samego siebie:
? Co to znaczy?
Nie umiał sobie bowiem z podobieństwa tak nieujętnego sprawy zdać. Tłómaczył więc ten pociąg do patrzenia tak:
? Piękna dziewczyna! powabna! posiada więc urok, będący naturalną tego, co powabne, właściwością.
Pomimo tłómaczenie to jednak, w którem się analiza zawierała, urokowi oprzeć się nie mógł. Obok tego smutek go przygniatał. Parę razy, przy kawie, westchnął głęboko, parę razy wpadł w pewien rodzaj zapomnienia i nie odpowiadał na zapytania wprost do niego wystosowane. Dziwiło to i niepokoiło jego samego najbardziej.
? Cóż u lichal ? napominał sam siebie w duchu. Miałżebym tak, od pierwszego spojrzenia, zaszłapać się w wieśniaczce?
XII.
? Cóż więc? cóż więc? Niech-że mi pani dobrodziejka rozpowie ze szczegółami wszystkiemi.
W ten sposób przemówiła pułkownikowa do pani Tulickiej, gdy ta podała jej szczegóły niektóre pobytu Adama w Chrustowie.
? Ewunia, pani kochana, Ewunia, nie wiem, do-
? Co to znaczy?
Nie umiał sobie bowiem z podobieństwa tak nieujętnego sprawy zdać. Tłómaczył więc ten pociąg do patrzenia tak:
? Piękna dziewczyna! powabna! posiada więc urok, będący naturalną tego, co powabne, właściwością.
Pomimo tłómaczenie to jednak, w którem się analiza zawierała, urokowi oprzeć się nie mógł. Obok tego smutek go przygniatał. Parę razy, przy kawie, westchnął głęboko, parę razy wpadł w pewien rodzaj zapomnienia i nie odpowiadał na zapytania wprost do niego wystosowane. Dziwiło to i niepokoiło jego samego najbardziej.
? Cóż u lichal ? napominał sam siebie w duchu. Miałżebym tak, od pierwszego spojrzenia, zaszłapać się w wieśniaczce?
XII.
? Cóż więc? cóż więc? Niech-że mi pani dobrodziejka rozpowie ze szczegółami wszystkiemi.
W ten sposób przemówiła pułkownikowa do pani Tulickiej, gdy ta podała jej szczegóły niektóre pobytu Adama w Chrustowie.
? Ewunia, pani kochana, Ewunia, nie wiem, do-
prawdy zkąd się ona tego nauczyła, afiszowała się w sposób prawdziwie przerażający ? była pani Tulickiej odpowiedź.
? Cóż przecie?
? Ja pani drogiej opowiadać wszystkiego nie chcę.
? Ja bo jestem baba stara, więc mi wszystko opowiedzieć można.
? Tak, zapewne. Ale pani kochana zrozumie, że mam niejakie dla brata Marka obowiązki ? odrzekła p. Tulicka z westchnieniem.
? Ach! i ja prezesowi sprzyjam z duszy całej.... Taki człowiek zacny! Dla tego też właśnie potrzebaby, ażebym wiedziała, ? może co poradzę.
Wyraz ostatni był dla p. Tulickiej wyrazem rozstrzygającym. Rozproszył skrupuły sumienia, które ją powstrzymywały. Westchnęła i rzekła:
? Ach! żeby pani droga wiedziała, kilka dni pobytu tego Ateki przewróciły jej w głowie wszystko. Lazła do niego, narzucała się mu, prawie się mu na szyję rzucała.
Pułkownikowa język sobie po ustach powiodła i uśmiechnęła się.
? Wstyd wszystek straciła. Coś okropnego!
? I doszło do czego ?
Pani Tulicka, na zapytanie to, ramionami wyraziście wzruszyła i oczy do góry podniosła.
? Są jednak poszlaki jakie?
? A! poszlaków na wołowej nie spisać skórze. Biedny ojciec! Mnie jednak, chodzi i o dziecko moje. Olesia.
Tu westchnęła.
? Cóż Olesia moja słodka? ? zapytała pułkownikowa.
? Cóż przecie?
? Ja pani drogiej opowiadać wszystkiego nie chcę.
? Ja bo jestem baba stara, więc mi wszystko opowiedzieć można.
? Tak, zapewne. Ale pani kochana zrozumie, że mam niejakie dla brata Marka obowiązki ? odrzekła p. Tulicka z westchnieniem.
? Ach! i ja prezesowi sprzyjam z duszy całej.... Taki człowiek zacny! Dla tego też właśnie potrzebaby, ażebym wiedziała, ? może co poradzę.
Wyraz ostatni był dla p. Tulickiej wyrazem rozstrzygającym. Rozproszył skrupuły sumienia, które ją powstrzymywały. Westchnęła i rzekła:
? Ach! żeby pani droga wiedziała, kilka dni pobytu tego Ateki przewróciły jej w głowie wszystko. Lazła do niego, narzucała się mu, prawie się mu na szyję rzucała.
Pułkownikowa język sobie po ustach powiodła i uśmiechnęła się.
? Wstyd wszystek straciła. Coś okropnego!
? I doszło do czego ?
Pani Tulicka, na zapytanie to, ramionami wyraziście wzruszyła i oczy do góry podniosła.
? Są jednak poszlaki jakie?
? A! poszlaków na wołowej nie spisać skórze. Biedny ojciec! Mnie jednak, chodzi i o dziecko moje. Olesia.
Tu westchnęła.
? Cóż Olesia moja słodka? ? zapytała pułkownikowa.


