Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 47
Zobacz też:
-
Chirurgia estetyczna
www.skinclinic.pl -
Czartery jachtów Mazury
www.czartery.sc -
Biuro Gdańsk
www.e-biurowce.pl -
Rejsy
www.rejsy.sc



uchodzi w ogólności za rodzaj waryata, zasługującego przez pół na wzgardę, przez pół na politowanie. Książki bowiem, cóż one znaczą w obec księgi ksiąg, w której czytać mogą wybrańcy jeno! Icek więc przez ramię spoglądał na obarczonego książkami młodzieńca i ledwie mu na zapytania odpowiadać raczył, tak że się ten niczego u niego dopytać nie mógł.
? Można więc piechotą?
? Owa, czemu nie.
? A mojeż książki?
? Co książki! ? odparł żyd z pogardliwem ust wykrzywieniem.
? Czyż mogę je w karczmie bezpiecznie zostawić?
? Niechaj sobie leżą w kąciku, ot tam.
Wybrał się więc Adam na piechotę. Godzina była ósma rano, ruszył przez las, za lasem jeszcze trochę, i po półgodzinnym pośpiesznym pochodzie, ujrzał przed sobą wieś, a nad wsią wpół w sadzie ukryty dwór szlachecki. Wieś i dwór przedstawiały się pod postacią posępnego pejzażu jesiennego. Barwy żółte i czerwone migotały w powietrzu, pajęczyna się snuła, stada szpaków przenosiły się niby wiatrem gnane, kawki i gawrony obsiadły wieże cerkiewne, napełniając powietrze krakaniem. Adam nie miał potrzeby dopytywać się o drogę do dworu. Wszedł na podwórze i ściągnął na siebie uwagę psów, które z głośnem szczekaniem otoczyły osobę jego. Młody człowiek, który większą część życia swego w mieście spędził, nie był przygotowanym na tego rodzaju spotkanie, i nie wiedział jak napastnikom czoło stawić. Psy go atakowały, on się cofał ku bramie, i byłby zapewne z podwórza się wycofał, gdyby mu nie nadbiegła pomoc.
? Można więc piechotą?
? Owa, czemu nie.
? A mojeż książki?
? Co książki! ? odparł żyd z pogardliwem ust wykrzywieniem.
? Czyż mogę je w karczmie bezpiecznie zostawić?
? Niechaj sobie leżą w kąciku, ot tam.
Wybrał się więc Adam na piechotę. Godzina była ósma rano, ruszył przez las, za lasem jeszcze trochę, i po półgodzinnym pośpiesznym pochodzie, ujrzał przed sobą wieś, a nad wsią wpół w sadzie ukryty dwór szlachecki. Wieś i dwór przedstawiały się pod postacią posępnego pejzażu jesiennego. Barwy żółte i czerwone migotały w powietrzu, pajęczyna się snuła, stada szpaków przenosiły się niby wiatrem gnane, kawki i gawrony obsiadły wieże cerkiewne, napełniając powietrze krakaniem. Adam nie miał potrzeby dopytywać się o drogę do dworu. Wszedł na podwórze i ściągnął na siebie uwagę psów, które z głośnem szczekaniem otoczyły osobę jego. Młody człowiek, który większą część życia swego w mieście spędził, nie był przygotowanym na tego rodzaju spotkanie, i nie wiedział jak napastnikom czoło stawić. Psy go atakowały, on się cofał ku bramie, i byłby zapewne z podwórza się wycofał, gdyby mu nie nadbiegła pomoc.
? A zasie! Na ci! ? odezwały się głosy od stajni!
Psy ochłonęły nieco w zapale, niebawem zaś usunęły się, gdy do nich przystąpił człowiek z widłami i pod opiekę swoją przybysza wziął. Człowieka tego zaczepił Adam na sposób miejski.
? Czy tu mieszka p. Szamota?
? A tu ? była odpowiedź. To i gdzieżby indziej mieszkać miał!
? W domu pan?
? A jakże! W domu pan i panicz starszy i panicz młodszy.
? Są więc i panicze ? pomyślał sobie Adam i zapytał: Czyby się nie można z paniczem widzieć?
? Czemu nie, a z którym?
? Ze starszym ? odpowiedział na chybił trafił.
? Czemu nie ? powtórzył człowiek z widłami.
? Proszęż mnie zaprowadzić do niego.
I pod eskortą stajennego wkroczył Adam do dworu, wszedł do pokoju i w tym znalazł się w obec widowiska, które dla niego miało powab nowości. W izbie obszernej spało pokotem osób sześć. Za posłanie służyło im siano, przykryte kobiercami. Pozy ich były rozmaite. Temu się poduszka wysunęła z pod głowy, ten prześcieradło miał na sobie a kołdrę pod sobą, ów głowę pod nakrycie schował a nogi wystawił, jeden się skurczył, drugi wyciągnął i t. d. Adam wszedłszy bez pukania ? przewodnik bowiem otworzył przed nim drzwi na ścieżaj ? chciał się już cofnąć, gdy jeden ze śpiących obudzi ł się, głowę podniósł i szeroko otwartemi oczami na niego spojrzał.
? Przepraszam ? zaczął Adam ? pragnąłbym zobaczyć się z młodym panem Szamota.
? Ze Stasiem? ? zapytał obudzony.
Psy ochłonęły nieco w zapale, niebawem zaś usunęły się, gdy do nich przystąpił człowiek z widłami i pod opiekę swoją przybysza wziął. Człowieka tego zaczepił Adam na sposób miejski.
? Czy tu mieszka p. Szamota?
? A tu ? była odpowiedź. To i gdzieżby indziej mieszkać miał!
? W domu pan?
? A jakże! W domu pan i panicz starszy i panicz młodszy.
? Są więc i panicze ? pomyślał sobie Adam i zapytał: Czyby się nie można z paniczem widzieć?
? Czemu nie, a z którym?
? Ze starszym ? odpowiedział na chybił trafił.
? Czemu nie ? powtórzył człowiek z widłami.
? Proszęż mnie zaprowadzić do niego.
I pod eskortą stajennego wkroczył Adam do dworu, wszedł do pokoju i w tym znalazł się w obec widowiska, które dla niego miało powab nowości. W izbie obszernej spało pokotem osób sześć. Za posłanie służyło im siano, przykryte kobiercami. Pozy ich były rozmaite. Temu się poduszka wysunęła z pod głowy, ten prześcieradło miał na sobie a kołdrę pod sobą, ów głowę pod nakrycie schował a nogi wystawił, jeden się skurczył, drugi wyciągnął i t. d. Adam wszedłszy bez pukania ? przewodnik bowiem otworzył przed nim drzwi na ścieżaj ? chciał się już cofnąć, gdy jeden ze śpiących obudzi ł się, głowę podniósł i szeroko otwartemi oczami na niego spojrzał.
? Przepraszam ? zaczął Adam ? pragnąłbym zobaczyć się z młodym panem Szamota.
? Ze Stasiem? ? zapytał obudzony.
? Tak ? hm, z panem Stanisławem.
? Stasiu! ? krzyknął tenże.
? Czego wrzeszczysz? ? odezwał się głos z pod kołdry.
? Wytknij łeb i spojrzyj, ktoś się pyta o ciebie.
Staś głowę wytknął i zwrócił wzrok na Adama,
nadając onemu wyraz pytający.
? Przychodzę do pana z proźbą ? odezwał się Adam ? zanim jednak do takowej przystąpię, pierwej przedstawić się mu muszę. Jestem Adam Kozarski.
? Siostrzeniec Andrzeja? ? zawołał Staś, zrywając się z pościeli.
? Tak jest.
? Ateka?
? Tak jest.
? A! ? krzyknął i w tejże chwili, niby z procy, z legowiska wyskoczył. Jakież losy, jakież cuda sprowadzają tu ciebie. Przyjechałeś z Andrzejem? Andrzej u ojca? No i cóż?
Stanisław okazywał radość wielką, wyrażającą się w ten sposób, że Adamowi do słowa przyjść nie dawał.
? Toż nie z Zahorowa chyba wprost jedziecie? Gdzieżeście nocowali? u Szafranowicza zapewne, a może w Skalicy, albo w Gawronach? No? jak? Pamiętasz, razem byliśmy w szkołach, w klassie pierwszej, drugiej i trzeciej? w trzeciej tyś mnie zostawił, pamiętasz? Pamiętasz, jak mnie na oślej sadzano ławce? Chodź - że.
Wyprowadził go do pokoju przyległego i tam dopiero rozmowa porządniej się odbyła. Staś dowiedział się, że Adam przybywa bez wuja i że w karczmie nocował.
? Stasiu! ? krzyknął tenże.
? Czego wrzeszczysz? ? odezwał się głos z pod kołdry.
? Wytknij łeb i spojrzyj, ktoś się pyta o ciebie.
Staś głowę wytknął i zwrócił wzrok na Adama,
nadając onemu wyraz pytający.
? Przychodzę do pana z proźbą ? odezwał się Adam ? zanim jednak do takowej przystąpię, pierwej przedstawić się mu muszę. Jestem Adam Kozarski.
? Siostrzeniec Andrzeja? ? zawołał Staś, zrywając się z pościeli.
? Tak jest.
? Ateka?
? Tak jest.
? A! ? krzyknął i w tejże chwili, niby z procy, z legowiska wyskoczył. Jakież losy, jakież cuda sprowadzają tu ciebie. Przyjechałeś z Andrzejem? Andrzej u ojca? No i cóż?
Stanisław okazywał radość wielką, wyrażającą się w ten sposób, że Adamowi do słowa przyjść nie dawał.
? Toż nie z Zahorowa chyba wprost jedziecie? Gdzieżeście nocowali? u Szafranowicza zapewne, a może w Skalicy, albo w Gawronach? No? jak? Pamiętasz, razem byliśmy w szkołach, w klassie pierwszej, drugiej i trzeciej? w trzeciej tyś mnie zostawił, pamiętasz? Pamiętasz, jak mnie na oślej sadzano ławce? Chodź - że.
Wyprowadził go do pokoju przyległego i tam dopiero rozmowa porządniej się odbyła. Staś dowiedział się, że Adam przybywa bez wuja i że w karczmie nocował.
? To okropność! Jakże można było, stawać na noco ćwierć milki od Chrustowa, a do Chrustowa nie zajechać ?
Musiał mu się Adam tłómaczyć, opowiadając peregrynację z żydem.
? A to coś strasznego! Hej! ? krzyknął na służbę ? natychmiast konie moje do wózka zaprządz, i od Icka rzeczy tego pana sprowadzić!
? Chciałbym się do Zahorowa dostać ? wtrącił Adam.
? Dostaniesz się. Odwiozę ciebie. Ale, ponieważ nam w ręce wpadłeś, więc u nas dni parę zabawisz. Czy masz co przeciwko temu?
Adam odpowiedział na to ramion ściśnieniem.
? Niechże cię zapoznam z ojcem.
Stanisław poprowadził gościa do p. Marka, i zostawiwszy go na chwilkę, dał paniom znać, że Ateka przyjechał.
? Ateka! ? zawołała pani Tulicka i oczami zamigotała.
? Ateka! ? zawołała panna Aleksandra i zbladła.
? Ateka! ? zawołała panna Ewa i odetchnęła głęboko.
Nazwisko to wywarło na płeć niewieścią pod dachem chrustowskiego domu wrażenie rozmaite. Pani Tulicka wyobraziła sobie w przybyłym niespodzianie gościu siostrzeńca p. Andrzeja, otoczonego blaskiem, który się jej nienaturalnym wydawał; dla p. Aleksandry był to pisarz znakomity, człowiek wyższy, istota posiadająca własność podnoszenia istot innych; p. Ewie przedstawił się on pod postacią człowieka.
Przedstawił się jej pod postacią człowieka.
Chciałem to ostatnie komentarzem opatrzyć. Wo-
Musiał mu się Adam tłómaczyć, opowiadając peregrynację z żydem.
? A to coś strasznego! Hej! ? krzyknął na służbę ? natychmiast konie moje do wózka zaprządz, i od Icka rzeczy tego pana sprowadzić!
? Chciałbym się do Zahorowa dostać ? wtrącił Adam.
? Dostaniesz się. Odwiozę ciebie. Ale, ponieważ nam w ręce wpadłeś, więc u nas dni parę zabawisz. Czy masz co przeciwko temu?
Adam odpowiedział na to ramion ściśnieniem.
? Niechże cię zapoznam z ojcem.
Stanisław poprowadził gościa do p. Marka, i zostawiwszy go na chwilkę, dał paniom znać, że Ateka przyjechał.
? Ateka! ? zawołała pani Tulicka i oczami zamigotała.
? Ateka! ? zawołała panna Aleksandra i zbladła.
? Ateka! ? zawołała panna Ewa i odetchnęła głęboko.
Nazwisko to wywarło na płeć niewieścią pod dachem chrustowskiego domu wrażenie rozmaite. Pani Tulicka wyobraziła sobie w przybyłym niespodzianie gościu siostrzeńca p. Andrzeja, otoczonego blaskiem, który się jej nienaturalnym wydawał; dla p. Aleksandry był to pisarz znakomity, człowiek wyższy, istota posiadająca własność podnoszenia istot innych; p. Ewie przedstawił się on pod postacią człowieka.
Przedstawił się jej pod postacią człowieka.
Chciałem to ostatnie komentarzem opatrzyć. Wo-