Zobacz też:







zdrowia przychodzić, a pierwszą stanu rekonwalescencyi oznaką było westchnienie głębokie.
? Ach! ? wypłynęło mu z piersi powoli. Zwrócił wzrok na Bolesława i poznał go. ? Co to znaczy? ? zapytał.
? Chory jesteś ? była zapytanego odpowiedź.
? Chory, hm. Która godzina?
? Czwarta,
? Tak późno! Jakże spałem długo! Ale też późno wczora do domu przyszedłem..
Bolesław poznał, że chory stracił rachunek czasu i za jedną dobę bierze tygodni kilka. Nie wyprowadzał go z błędu, nie chcąc go snadź trwożyć niepotrzebnie. Odpowiedział mu więc:
? Przyszedłeś i zachorowałeś, jednakże na dobrej już znajdujesz się drodze.Cierpliwości trzeba a wyzdrowiejesz zupełnie.
Adamowi powieki spadły ? zasnął.
Nazajutrz miał się lepiej, dalej jeszcze lepiej i w dni kilka później można już mu było powiedzieć, jak długo trwa choroba jego. Zdziwiło go to.
? Tygodni tyle ? rzekł zcicha ? to i wyzdrowienie nie rychło przyjdzie.
? Przyjdzie ? odparł Bolesław. Cierpliwości.
? I cóż to będzie? ? zapytał Adam, siebie niejako.
? Co? to co i było. Powrócisz do pracy, do zajęć.
Adam westchnął i głową smutnie pokiwał.
Zdrowie powracało mu powoli. Wstawał jużz łóżka i odzyskiwał apetyt, a siadając w saloniku, spoglądał zdaleka na biórko i wzdychał. W obec tych, co go odwiedzali, stał się milczącym. Stół krągły zawalony byt pismami peryodycznemi Nie dotykał się ich wcale. Aż odwiedził go p. Grocik,
który  wielką okazywał radość z wyzdrowienia młodego autora.
? Powracasz nam pan nakoniec, co to za szczęście! Choroba pańska, stała się była powodem smutku powszechnego.
Rekonwalescent uśmiechnął się i pokiwał głową z niedowierzaniem niby.
? Przekonam pana o tem natychmiast.
Mówiąc to, wziął ze stołu numer jeden Kwiatów z przedkilkutygodniowej daty, i przewróciwszy takowy na stronnicę, na której figurowała rubryka rozmaitości, podał go Adamowi. Adam przebiegł oczami wskazaną mu kolumnę Przebiegł ją oczami i zbladł. Wyczytał wiadomość o chorobie swojej, pod nią zaś notatkę następującę:
"Miasto nasze dziwne obiegają pogłoski, co do zniknięcia panny E. R. z pałacu hrabiego M. Nie chcemy stawać się echem przypuszczeń i domysłów rozmaitych, mnogość i rozmaitość których tłómaczy się dostatecznie nadzwyczajnością zdarzenia. To tylko pewna, że dziedziczka wielkiego imienia i wielkiej fortuny znikła bez śladu i wieści Zdarzenie to zmusza nas marzyć o średnich wiekach, tak w niem dużo niesamowitości. "
? Widzisz więc pan ? mówił p. Grocik ? jakie żywe, jakie serdeczne, jakie głębokie obudziło się dla pana spółczucie U pani Eulalii wspominano o panu często, a był wieczór jeden wspomnieniu temu poświęcony całkowicie.
Adam, który głowę na piersi spuścił, podniósł ją. nagle i zapytał:
? I dowiedziano się?
? O! ? odparł p. Grocik. Dowiadywano się. Ja sam ile razy pod kamienicą przechodziłem, nie
omieszkiwałem nigdy odźwiernego o zdrowie pańskie zapytać.
? U zniknięciu?
? Jakiem?
Młody człowiek pokazał mu palcem notatkę o pannie E. R.
? A! ? zawołał p. Grocik. Cha, cha, cha! Rzecz zabawna. Rodzina tai i maskować się stara, ale to pewna, że panna uciekła z kuchtą. O tem się nie mówi, my jednak wiemy z pewnością.
Adam się żachnął i zrobił ruch taki, jakby powiedzieć coś chciał. Zamiast jednak co powiedzieć, westchnął tylko i głowę spuścił.
Po wizycie Grocika gorączka mu się wzmogła. Musiał się znów położyć, lecz choroba nie powróciła już. Lekarz usunąć zdołał przyczynę pierwotną, którą jak się zdaje było przeziębienie, młodość zaś nie dopuściła recydywy i Adam po niejakim czasie opuścił stanowczo łoże boleści. Jesień nadchodziła, on zdrowiał, zdrowiał i wyzdrowiał nareszcie.
Wyzdrowiał, chciał się wziąść do pracy, ale ? ani sposób.
Od biórka odganiało go coś, nakształt strachu.
Wydawca i koledzy, odwiedzając go, wciąż w ucho mu kładli:
? Pracuj.
Nadaremnie jednak!
Powiadali mu:
? Wyjdź na miasto, za miasto... do parku.... Lekarz ci to doradza, a i sam rozum zdrowy nakazuje, odetchnąć świeżem powietrzem. Wyjdź, przejdź się....
Adam się na to odważyć nie mógł. Ten sam strach,
co go od biórka odganiał, nie dawał mu się za próg izby wydalić.
? Tak jednak być nie może! ? rzekł do niego Bolesław razu pewnego. Zmarnujesz się na nic.
Adam ramionami ścisnął. Po odejściu kolegi, chodził po izbie długo, myślał, zastanawiał się, medytował i wymedytował wkońcu postanowienie jakieś, albowiem nagle pakować się począł. Pakował się wieczór cały i cały poranek dnia następnego. Składał książki, wypróżniał szuflady, układał papiery i związywał takowe, część onych odrzucając do kominka; odzież zawijał w zawiniątka. Pod koniec zajęcia tego, pod papiery w kominku, których się nagromadziło dużo, ogień podłożył, płomień je ogarnął i w przeciągu minut kilku w perzynę obrócił. Spłonęło brulionów i listów mnóstwo, a w liczbie tych ostatnich i listy z małej szufladki. Adam przypatrywał się temu z uczuciem przyjemności, która mu się malowała na twarzy. Gdy ogień dzieła zniszczenia dokonał zupełnie, młody człowiek zadzwonił ? Grześ wszedł.
? A toż co? ? zawołał zdziwiony. Pan tak się urządził, jakby od nas się wyprowadzić zamierzał. ? Wyprowadzam się, mój Grzesiu...
? Dokądże to, proszę pana?..
? Daleko... wyjadę...
--- Na Boga... No... Ale... i jabym wyjechał, gdyby można... Człowiekowi zachciewa się nieraz potryndać po świecie...
? Poproś jejmości o rachunek i sprowadź mi fiakra...
W chwilę poźniej, Adam zapłacił rachunek; pakunki jego Grześ zniósł na dół; fiakr zajechał i po-
wiózł młodego człowieka na dworzec kolei żelaznej.
Wyjazd Adama stał się powodem zdziwienia, równego prawie temu, jakie wywołało zniknięcie panny E. R. Zagadano o tem, ale nie po salonach. Wyjątek pod tym względem stanowił salon pani Eulalii, gdzie na wieczorku najbliższym, zastano wiano się nad powodami usunięcia się gwiazdy jednej z horyzontu literackiego. Domyślano się powodów rozmaitych, zgodzono się atoli na to, że nie co innego, jeno wzgląd na zdrowie wywołał go z miasta.
? Adam, zdaje się ? powiadał jeden ? posiada familię, krewnych...
? Nie mówił o nich nigdy ? zauważył drugi.
? Przecież... Kozarscy ? rzekł trzeci nazwisko znane... szlachta herbowa...
? Dla czegoż się wyniósł ukradkiem? ? zapytała pani Idealia. Czemu się nie pożegnał ze znajomymi i życzliwymi?..
? Ha! "są cuda w niebie i na ziemi" ? odezwał się pan Grocik. Zresztą tłumaczy się to i bez cudu... Choroba go zmitrężyła, zmogła, wprawiła go w stan odurzenia. Odwiedzałem go razy parę i dogadać się z nim nie mogłem... Zajmowały go rzeczy, nie mające z literaturą związku najmniejszego, jak naprzykład zniknięcie panny Emmy Rzemuskiej...
? A!. a!. podchwyciła pani Idealia. Panna Emma zajmowała go i przed zniknięciem... Zapytywał mnie o nią razy parę... Czy niema w tem jakiej koincydencyi?..
Analizowano przedmiot ten poszczegółowie, analiza atoli do żadnego nie doprowadziła rezultatu.