Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 43
brzydkiej niema ani jednej. Jeżeli przeto ona nie brzydka, to... i czego trzeba więcej?
Tak powiadał sobie, palony pragnieniem romansu, w celu zapełnienia próżni, jaka się w nim otworzyła.
? Ha! Niech się co chce stanie. Trzeba jeno list oględnie ułożyć.
I ułożył go w sposób następujący:
"Pani, ? bardzo niedawno, od dwóch zaledwie miesięcy dowiedziałem się, że autorką listu w kwestyi edukacyjnej i autorką listu wręczonego mi w parku, jesteś ty, pani. Na pierwszy odpisałem; odpowiedź zaś na drugi, zagadkowy a zarazem tyle dla mnie powabów w sobie zawierający, zwlec musiałem do tej chwili. I dobrze się stało. Dawniej nie umiałem cenić ofiary twojej pani ? nie rozumiałem ofiary w ogólności. Dziś inaczej. Jestem człowiekiem nawróconym.
"Adam Tadeusz Kozarskt (Ateka). "
Podpisał datę i adres wyraźnie i list na pocztę miejską oddał.
? Odpisze czy nie odpisze? ? myślał sobie. Odpisała i to wkrótce, tak wkrótce, że, zdaje się,
jakby nie namyślała się wcale. Jednego dnia wieczorem poszedł list Adama, nazajutrz rano przyszła odpowiedź panny Emmy.
A jaka!
? "Zapóźno" ? napisane na liście jego pod spodem.
Oto wszystko ? i pod tem podpis: Emma Rzemuska.
? Ot i masz, babo roraty! ? zawołał Adam. Pomyślał przez chwilkę, pod podpisem napisał:
? "Dla czego?"
Tak powiadał sobie, palony pragnieniem romansu, w celu zapełnienia próżni, jaka się w nim otworzyła.
? Ha! Niech się co chce stanie. Trzeba jeno list oględnie ułożyć.
I ułożył go w sposób następujący:
"Pani, ? bardzo niedawno, od dwóch zaledwie miesięcy dowiedziałem się, że autorką listu w kwestyi edukacyjnej i autorką listu wręczonego mi w parku, jesteś ty, pani. Na pierwszy odpisałem; odpowiedź zaś na drugi, zagadkowy a zarazem tyle dla mnie powabów w sobie zawierający, zwlec musiałem do tej chwili. I dobrze się stało. Dawniej nie umiałem cenić ofiary twojej pani ? nie rozumiałem ofiary w ogólności. Dziś inaczej. Jestem człowiekiem nawróconym.
"Adam Tadeusz Kozarskt (Ateka). "
Podpisał datę i adres wyraźnie i list na pocztę miejską oddał.
? Odpisze czy nie odpisze? ? myślał sobie. Odpisała i to wkrótce, tak wkrótce, że, zdaje się,
jakby nie namyślała się wcale. Jednego dnia wieczorem poszedł list Adama, nazajutrz rano przyszła odpowiedź panny Emmy.
A jaka!
? "Zapóźno" ? napisane na liście jego pod spodem.
Oto wszystko ? i pod tem podpis: Emma Rzemuska.
? Ot i masz, babo roraty! ? zawołał Adam. Pomyślał przez chwilkę, pod podpisem napisał:
? "Dla czego?"
Dodał swoje imię i nazwisko, włożył w świeżą kopertę, zaadresował i na pocztę oddał.
Odpowiedź nadeszła wieczorem, na liście tym samym. Brzmiała jak następuje:
? "Dowiesz się. - E. R. "
Adam czekał przez dni kilka, przypuszczając, zdaje się słusznie, że ? jak to powiadają ? na panewce spaliło.
? Dowiem się ? powiadał sobie ? "tfu! że za mąż idzie.... "
Po kilku dniach atoli namyślił się inaczej. Wybrał jedną z najudatniej zrobionych fotografij swoich i posłał takową, opatrzywszy ją na odwrotnej stronie napisem:
? "Z proźbą o wzajemność. "
Otrzymał wnet w zamian kartę fotograficzną z napisem:
? "Z proźbą o cierpliwość. "
Fotografia zafrasowała go tą osobliwością, że nie podobną była do żadnej z czterech młodych kobiet, pomiędzy któremi Emmy się domyślał.
Ramionami wzruszył.
? Intryga się wikła ? rzekł.. Niema jednak co. Gdybym się wziął był do rzeczy wówczas, kiedy list w parku otrzymałem, byłoby poszło jak z płatka. Ale wówczas, co innego miałem w głowie,... W głowie! dodał z ironicznym naciskiem.
I westchnął.
Przypatrywał się fotografii przez czas jakiś. Przedstawiała ona kobietę opartą łokciem o książkę. Kobieta była przystojna, więcej nawet niż przystojna, smukła, zadumana i nacechowana piętnem dystynkcyi arystokratycznej. Trzymała w ręku coś nakształt karty. Przedmiot ten nie uderzył zrazu.
Odpowiedź nadeszła wieczorem, na liście tym samym. Brzmiała jak następuje:
? "Dowiesz się. - E. R. "
Adam czekał przez dni kilka, przypuszczając, zdaje się słusznie, że ? jak to powiadają ? na panewce spaliło.
? Dowiem się ? powiadał sobie ? "tfu! że za mąż idzie.... "
Po kilku dniach atoli namyślił się inaczej. Wybrał jedną z najudatniej zrobionych fotografij swoich i posłał takową, opatrzywszy ją na odwrotnej stronie napisem:
? "Z proźbą o wzajemność. "
Otrzymał wnet w zamian kartę fotograficzną z napisem:
? "Z proźbą o cierpliwość. "
Fotografia zafrasowała go tą osobliwością, że nie podobną była do żadnej z czterech młodych kobiet, pomiędzy któremi Emmy się domyślał.
Ramionami wzruszył.
? Intryga się wikła ? rzekł.. Niema jednak co. Gdybym się wziął był do rzeczy wówczas, kiedy list w parku otrzymałem, byłoby poszło jak z płatka. Ale wówczas, co innego miałem w głowie,... W głowie! dodał z ironicznym naciskiem.
I westchnął.
Przypatrywał się fotografii przez czas jakiś. Przedstawiała ona kobietę opartą łokciem o książkę. Kobieta była przystojna, więcej nawet niż przystojna, smukła, zadumana i nacechowana piętnem dystynkcyi arystokratycznej. Trzymała w ręku coś nakształt karty. Przedmiot ten nie uderzył zrazu.
Adama, przypatrując się mu jednak lepiej, zapytał siebie:
? Czyżby to, w rzeczy samej, karta być miała? Dla przekonania się, włożył w oko lupę i poznał,ku niemałemu swemu zdziwieniu, fotografię, tę samą według której zrobionym był portret olejny, zawieszony w panteoniku pani Eulalii.
Fotografia ta odnosiła się do czasów dawniejszych ? do czasów owych, kiedy talent jego, zwrócony całkowicie na zewnątrz, ku treści poważnej a osobistością jego nie przeniknionej, jaśniał blaskiem całym pierwotnej potęgi. W duszy młodego człowieka obudziło się coś nakształt żalu za przeszłością. Z żalu tego jednak sprawy sobie zdać nie umiał. Zdawało mu się bowiem, a raczej głęboko był o tem przekonany, że zerwanie z przeszłością nastąpiło nie z jego winy, że on pozostał samym sobą i nie miał sobie nic do wyrzucenia, że przyczyna zerwania tkwiła w złośliwości, w zazdrości, w zawiści ludzkiej, w tych karlich, poziomych uczuciach, rozlewających się po ziemi nakształt śliny gadów, narażającej człowieka na poślizgnięcie się konieczne. Nie, winy on nie przypisywał sobie. Jednakże żal mu się robiło. Znów westchnąłPanna Emma zalecała cierpliwość we względzie odpowiedzi pierwszej która odejmowała nadzieję wszelką, Cierpliwość przeto racyi pozbawioną była, ukazując w perspektywie samo jeno zaspokojenie ciekawości Romans, po którym się Adam zapełnienia próżni spodziewał, urywał się w zawiązku samym. Nie było jednak rady. Sic fata tulerunt., Adam próbował zająć się pracą. Pisał, czytał. Sród pracy przychodziło mu niekiedy na myśl:
? Czyby nie spróbować jeszcze? Wszak nie ona
? Czyżby to, w rzeczy samej, karta być miała? Dla przekonania się, włożył w oko lupę i poznał,ku niemałemu swemu zdziwieniu, fotografię, tę samą według której zrobionym był portret olejny, zawieszony w panteoniku pani Eulalii.
Fotografia ta odnosiła się do czasów dawniejszych ? do czasów owych, kiedy talent jego, zwrócony całkowicie na zewnątrz, ku treści poważnej a osobistością jego nie przeniknionej, jaśniał blaskiem całym pierwotnej potęgi. W duszy młodego człowieka obudziło się coś nakształt żalu za przeszłością. Z żalu tego jednak sprawy sobie zdać nie umiał. Zdawało mu się bowiem, a raczej głęboko był o tem przekonany, że zerwanie z przeszłością nastąpiło nie z jego winy, że on pozostał samym sobą i nie miał sobie nic do wyrzucenia, że przyczyna zerwania tkwiła w złośliwości, w zazdrości, w zawiści ludzkiej, w tych karlich, poziomych uczuciach, rozlewających się po ziemi nakształt śliny gadów, narażającej człowieka na poślizgnięcie się konieczne. Nie, winy on nie przypisywał sobie. Jednakże żal mu się robiło. Znów westchnąłPanna Emma zalecała cierpliwość we względzie odpowiedzi pierwszej która odejmowała nadzieję wszelką, Cierpliwość przeto racyi pozbawioną była, ukazując w perspektywie samo jeno zaspokojenie ciekawości Romans, po którym się Adam zapełnienia próżni spodziewał, urywał się w zawiązku samym. Nie było jednak rady. Sic fata tulerunt., Adam próbował zająć się pracą. Pisał, czytał. Sród pracy przychodziło mu niekiedy na myśl:
? Czyby nie spróbować jeszcze? Wszak nie ona
jedna miłość mi ofiarowała.... Oprócz jej listu, spoczywa tam w szufladce pięć innych, pochodzących od autorek tajemniczych... Samo dochodzenie tajemnic da mi zajęcia i rozrywki dużo.
Tak sobie powiadał postanowienie brał, lecz się z wykonaniem takowego nie spieszył. Do szufladki nawet nie zaglądał.
Upłynęło tygodni kilka.
Aż przyszedł list od niej, treści nast pującej:
? "Jeżeli masz odwagę zejść się zemną, bądź w parku dziś wieczorem. Zajmij ławeczkę na prawo, pierwszą od wejścia. Równo o dziewiątej przyjdę po ciebie. "
Emma R.
? Phiii! ? zawołał Adam. A toż co! "Jeżeli masz odwagę... ? Przyjdę po ciebie?" Miała pani Idealia racyę, nazywając ją ekscentryczką. Cóż się tam roi po głowie.
Czekał do wieczora, poszedł, usiadł na ławeczce, czekał i równo o dziewiątej stanęła przed nim postać niewieścia, w której od pierwszego oka rzutu rozpoznał oryginał przysłanej mu z nadpisem "z proźbą o cierpliwość" fotografii. Rozpoznać było bardzo łatwo Na ławeczkę rzucała światło tuż obok stojąca latarnia, postać zaś, wbrew przyjętemu w razach podobnych zwyczajowi, nie była wcale zakwefioną.
? Poznajesz mnie? ? rzekła.
Głos jej był suchy i surowy, bynajmniej nie taki, jakim miłość przemawia.
? Poznaję ? odparł Adam wstając.
? Podaj mi ramię.
Młodzieniec łokieć ku niej nastawił, ta go ręką objęła i poprowadziła.
Tak sobie powiadał postanowienie brał, lecz się z wykonaniem takowego nie spieszył. Do szufladki nawet nie zaglądał.
Upłynęło tygodni kilka.
Aż przyszedł list od niej, treści nast pującej:
? "Jeżeli masz odwagę zejść się zemną, bądź w parku dziś wieczorem. Zajmij ławeczkę na prawo, pierwszą od wejścia. Równo o dziewiątej przyjdę po ciebie. "
Emma R.
? Phiii! ? zawołał Adam. A toż co! "Jeżeli masz odwagę... ? Przyjdę po ciebie?" Miała pani Idealia racyę, nazywając ją ekscentryczką. Cóż się tam roi po głowie.
Czekał do wieczora, poszedł, usiadł na ławeczce, czekał i równo o dziewiątej stanęła przed nim postać niewieścia, w której od pierwszego oka rzutu rozpoznał oryginał przysłanej mu z nadpisem "z proźbą o cierpliwość" fotografii. Rozpoznać było bardzo łatwo Na ławeczkę rzucała światło tuż obok stojąca latarnia, postać zaś, wbrew przyjętemu w razach podobnych zwyczajowi, nie była wcale zakwefioną.
? Poznajesz mnie? ? rzekła.
Głos jej był suchy i surowy, bynajmniej nie taki, jakim miłość przemawia.
? Poznaję ? odparł Adam wstając.
? Podaj mi ramię.
Młodzieniec łokieć ku niej nastawił, ta go ręką objęła i poprowadziła.
Adamowi nie wydawało się rzeczą przyzwoitą i godziwą zapytywać jej, dokąd idzie. Prowadziła, szedł. Wyszli z parku w stronę zamiejską, wydostali się na szosę i uszedłszy takową kawał spory zwrócili się w prawo, ku rzece, nad którą miasto leżało, a która połyskiwała w dali, niby rzucone na ziemię olbrzymie zwierciadło metaliczne, odbijające niebo lazurowe i wyiskrzone na niebie gwiazdy.
Zapytanie "dokąd idziemy?" cisnęło się młodemu człowiekowi do ust, a nie umiał go zadać. Emma nie odzywała się ani półsłówkiem.
Adam przypuszczać poczynał, że w tych stronach znajdować się musi jakaś willa, jakiś pałacyk zamiejski, jakiś domek zresztą, i ten jest kresem pochodu tego zagadkowego.
? Zobaczymy ? mówił sobie. Przecież jakoś skończyć się to musi.
Ona nic nie mówiła, on milczał.
Przewodniczka z niej była dobra. Prowadziła krokiem śmiałym i pewnym, tak pewnym, że kiedy przyszła nad urwisko, u stóp którego rzeka płynęła, to, bez zawahania się ani na oka mgnienie, puściła ramię Adama i weszła na ścieżeczkę, zbiegającą na brzeg zukosa.
Adam się zawahał i zawołał:
? Pani! Ona mu na to:
Jeżeli masz odwagę.
Głos jej był spokojny i swobodny, a nawet mniej suchy aniżeli w parku. Adam poszedł, zapytując siebie samego:
? Co to z tego będzie? Nie bez trudu przyszło mu spuścić się na dół i stanąć w obec Emmy, która wstąpiła do łodzi.
Zapytanie "dokąd idziemy?" cisnęło się młodemu człowiekowi do ust, a nie umiał go zadać. Emma nie odzywała się ani półsłówkiem.
Adam przypuszczać poczynał, że w tych stronach znajdować się musi jakaś willa, jakiś pałacyk zamiejski, jakiś domek zresztą, i ten jest kresem pochodu tego zagadkowego.
? Zobaczymy ? mówił sobie. Przecież jakoś skończyć się to musi.
Ona nic nie mówiła, on milczał.
Przewodniczka z niej była dobra. Prowadziła krokiem śmiałym i pewnym, tak pewnym, że kiedy przyszła nad urwisko, u stóp którego rzeka płynęła, to, bez zawahania się ani na oka mgnienie, puściła ramię Adama i weszła na ścieżeczkę, zbiegającą na brzeg zukosa.
Adam się zawahał i zawołał:
? Pani! Ona mu na to:
Jeżeli masz odwagę.
Głos jej był spokojny i swobodny, a nawet mniej suchy aniżeli w parku. Adam poszedł, zapytując siebie samego:
? Co to z tego będzie? Nie bez trudu przyszło mu spuścić się na dół i stanąć w obec Emmy, która wstąpiła do łodzi.


