Zobacz też:







chemicy rozpoznają z kolorów obecność kwasów pewnych w roztworach i minerałach.
I nastąpiło, co nastąpić miało. Młody człowiek, prędko dożył tej chwili, w której uczuł się niezadowolonym z samego siebie, poczuł próżność w sobie.
Siadł i zadumał się.
Była noc. Na biurku jego gorzała lampa, rzucając z pod umbreli światło na kałamarz, pióra, papiery. Wziął pióro do ręki, umaczał je i na stronie położył, a odrzuciwszy głowę w tył, tak że się oparła na poręczy fotelu, oczy zamknął. W położeniu tem przesiedział z godzinę. Wyprostował się nareszcie i wyjął szufladkę, w której znajdował się skład listów od wielbicielek. Od lat dwóch blizko do szufladki tej nie zaglądał. Nowego nie przybyło nic. Westchnął i wziął z listów jeden. Był to ten właśnie, który w parku otrzymał. Odczytał go. Tajemnicza korespondentka w innem aniżeli dawniej przedstawiła się mu świetle.
? Hm ? mruknął. A gdyby? Kto wie. Ale kto ona?
Położył list ten na stole, i biorąc inne jeden po drugim, porównywał pisma.
? A! ? zawołał.
Znalazł.
Znalazł list jeden, podpisany i w daty zaopatrzony. List ten pochodził z prowincyi, z Kobieczyna od Emmy Rzemuskiej, osobiście mu nieznanej, ale znanej dobrze z imienia, należącego do jednej z rodzin historycznych, i zawierał proste zapytanie, odnoszące się do kwestyi edukacyi niewieściej. Autorka onego pisała go dla tego jedynie, że, widocznie, uległa była świerzbiączce pisania. Ateka ogłosił był artykuł w tej kwestyi i ona zgłosiła się
do niego, jak się zgłaszać zwykło do ekspertów. Zapytała, on jej odpowiedział, i na tem się korespondencya urwała czasu onego. Taż sama ręka napisała list ów podrzucony. Adam, im pilniej się przypatrywał, tem się bardziej w tem utwierdzał przekonaniu, że była to ręka ta sama. Dostrzegł nawet na końcu E wielkie, na które zrazu uwagi nie zwracał.
? Otóż i nitka ? rzekł sam do siebie. Po niej dojść można do kłębka.
Dawniej wydawało mu się to rzeczą niepotrzebną i śmieszną; dziś zdarzenie to nasuwało się pod postacią materyi do zapełnienia próżni owej, która mu już dokuczliwą być zaczynała.
Za pierwszem spotkaniem się z panią Idealią, zapytał jej od niechcenia:
? Nie wie też pani czego o pannie Emmie Rzemuskiej?
--- Wiem tylko że mieszka na ulicy, zdaje się ( wymieniła ulicę ) i uchodzi za ekscentryczkę.
? Więcej nie"?
? Że jest sierotą, bardzo bogatą.
? Ekscentryzm zaś jej polega?
? Na tem głównie, iż za mąż nie idzie.
Adam miał trudności nieco z odszukaniem mieszkania panny Emmy. Bawiła przy wuju, którego nazwisko tworzyło niejako maskę dla nazwiska, jakie nosiła. Trzeba było znać stosunki familijne, ażeby ją za tą maską dojrzeć. Wyszukanie jej przeto zabrało czasu nie mało. i po kilku dopiero tygodniach dowiedział się Adam o adresie dokładnym. Dowiedziawszy się o adresie, zapragnął poznać osobę, z widzenia najprzód. Dopięcie tego przedstawiało trudności nowe. Panna Emma Rze-
muska pozostawała w nieprzystępnej jakowejś dali. Wuj jej trzymał się w sferze arystokratycznej ? bywał, bywano u niego, lecz progi jego przestępowali sami jego wybrańcy, a do takich brać literacka nie należała wcale. Gościom jego wolno było i literaturą się bawić, ale nie było wolno nie módz się wykazać przodkami, wchodzącymi do składu dawnej magnateryi i zajmującej w takowej wydatne stanowisko. Kto nie był panem z panów, kto się nie wyprowadzał od senatorów, ten, w mniemaniu wuja panny Emmy, zaliczał się do czerni; człowiek zasługi i talentu, zasługiwał na względy i poszanowanie, ale nie na zaszczyt bycia przypuszczonym do tej poufałości, jaka wynika ze stosunków towarzyskich. Hrabia M. trzymał czerń w oddaleniu od osoby swojej, a zatem i od osoby siostrzenicy, której był opiekunem.
Adam, zasięgnąwszy szczegółowych w tym względzie informacyj, doznał uczucia takiego, jakiego doznaje koń arabski na widok przeszkody, którą przeskoczyć należy. W koniu rozognia się krew. W Adamie rozpaliło się pożądanie. Trudności bodźca mu dodały, tyczyły się zaś jeno dumy pańskiej hrabiego i więcej niczego. Cóż bowiem? Panna nietylko miłość wyznała, lecz niedwuznacznie do zrozumienia dała, że ręka jej i majątek są dla niego, do wzięcia.
? Ręka? majątek?
To ostatnie, jakkolwiek Adam był młody i bezinteresowny, nie wydawało mu się rzeczą do odrzucenia. Ręka zaś ? ręka? Korespondentka pisała wprawdzie, że jest nie brzydką i że nawet w oczach ludzi za piękność uchodzi; było to jednak zdanie stronniczością nacechowane, pochodziło bowiem od
niej samej. Dla tego to Adam, jako człowiek oględny, postanowił, zanim się na co zdecyduje, sprawdzić pierwej podanie tej materyi tyczące się. W tym celu odbywać począł warty przed pałacem hrabiego M., śledząc osoby wchodzące i wychodzące.
Zajęcie to zabierało mu czasu sporo. Stawał przed bramą, spoglądał w podwórze, i dla nadania sobie kontenansu odbywał funkcyę szyldwacha, przechadzając się po trotuarze ciągnącym się wzdłuż sztachet. Widział ludzi różnych wchodzących i wychodzących, widział karety wjeżdżające i wyjeżdżające i drogą obserwacyi doszedł do tego, że się dowiedział iż te jeno osobistości, które pojazdów i to własnych używały, należą do sfery towarzyskiej hrabiego, a zatem i panny Emmy. Inne ? była to czerń służbowa, albo też rzemieślnicy, dostarczyciele, oficyaliści i t. d.
Dalsza obserwacya doprowadziła go do rozpoznawania pojazdów hrabiego; jeszcze dalsza oznajmiła go z fizyonomią wuja i wujenki panny Rzemuskiej i z fizyonomiami czterech młodych kobiet, pomiędzy któremi musiała być ona.
Tu jednak dopiero zawiązał się węzeł gordyjski.
Która z czterech była ona?
Rozwiązanie zagadki tej przedstawiło się pod postacią sęka, którego rozbić ani rusz.
Pan Andrzej, gdy mu przyszło z pomiędzy trzech jedną wybrać, co miał trudności! Adamowi zaś nie o wybór, lecz o rozpoznanie chodziło.
Piękna. Stanowić to miało niejako oznakę. Któraż z nich piękna? Raz wydawało się mu, że ta, znów, że owa; do sądzenia zaś o tem, najprzód nie posiadał wprawy, powtóre, znajdował się w wa-
runkach ogromnie niekorzystnych. Porównywać musiał wdzięki podczas, kiedy cztery młode kobiety przesuwały się mimo niego w karecie, to znaczy, porównywać je musiał w lot. Wprawne oko możeby temu podołało. On nie umiał pochwycić rysów, tem bardziej, że nigdy nie widywał ich razem. Panny prezentowały się mu, to pojedynczo, to po dwie, a było ich cztery.
? Ot kłopot! - myślał sobie.
Wiedział, że w komedyach i romansach znajduje się zawsze jakaś duegna lub subretka, której powołaniem jest wyprowadzanie kochanków z kłopotów tego rodzaju. Wiedział jednak, że do medjatorek tych nie przystępuje się bez sakiewki przezroczystej przez którą przeglądają dukaty. U niego zaś mamony było w samą miarę, tyle właśnie, ile płacić należało za lokal, za światło, za opranie bielizny, za żywienie się, za odnawianie toalety etc. Na zbytki nie pozostawał mu ani szeląg złamany. Chcąc więc konfidentkę opłacić, potrzebaby chyba na długi wskazać się post, albo też zrezygnować
z butów, naprzykład, i zdecydować się boso przed panną. Rzemuską występować. Znanym mu był los Beniowskiego, gdy, za powrotem z Rzymu, obdarto i chudo sprezentował się pannie Anieli. Nie chciał się na los podobny narazić. A zresztą, niedosyć było konfidentkę opłacić, należało ją pierwej wynaleźć, to jest, dostać się do niej mimo ócz Argusów, którzy, w postaci służby różnego rodzaju, zapełniali pałac hrabiego.
? Kłopot ? powtarzał.
I na wyjście z takowego nie widział sposobu innego, jak tylko: list napisać i na zwiady go posłać.
? Ostatecznie, pomiędzy tem czworgiem dziewic