Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 41
Na jednym z wtorków u pani Eulalii, podczas kiedy Adam obecnym nie był, poruszono tę kwestyę.
Pani Idealia, popierana przez panią domu i przez osób kilka, utrzymywała, że to przejdzie.
? Osłabienie chwilowe... skrzydła mu opadły... Zobaczycie jednak państwo, że odzyska potęgę pierwotną...
Pan Grocik uśmiechał się na to złośliwie.
? Odzyska potęgę pierwotną ? powtórzyła pani Idealia. Trzebaż pozwolić i autorowi być człowiekiem ! Weźmy pisarzy najznakomitszych, Mickiewicza naprzykład, czy nie jest on niekiedy słabym, bardzo słabym?..
? Jest jednak zawsze sobą ? odparł pan Grocik.
? Ateka nie jest że sobą?..
Redaktor ramionami ścisnął i dłonie rozłożył, jakby odpowiedzieć chciał: Ani trochę...
Giest jego oznaczał jeszcze, że znanemi mu są tajemnice, przed publicznością zakryte.
Tajemnice te nader były smutne. Okazywała się potrzeba ogładzania opracowań Adama, inaczej bowiem byłyby nie do czytania.
Adam, zdawało się, nie dostrzegał upadku własnego. Zdawało się jakby zdrzemnął się i drzemał na tym laurze, który portret jego przez ciąg wieczora jednego przyozdabiał.
Aż nagle obudzony został. Ktoś go szarpnął. W jednem z pism pojawiła się zjadliwie napisana krytyka porównawcza prac jego dawniejszych i prac późniejszych. Ten, co to pisał, nie oszczędzał go wcale, wnikał w pobudki, badał przyczyny i chłostał a chłostał. Było tam dużo prawdy w szczegółach, ale tkwił fałsz w założeniu ogólnem.
Pani Idealia, popierana przez panią domu i przez osób kilka, utrzymywała, że to przejdzie.
? Osłabienie chwilowe... skrzydła mu opadły... Zobaczycie jednak państwo, że odzyska potęgę pierwotną...
Pan Grocik uśmiechał się na to złośliwie.
? Odzyska potęgę pierwotną ? powtórzyła pani Idealia. Trzebaż pozwolić i autorowi być człowiekiem ! Weźmy pisarzy najznakomitszych, Mickiewicza naprzykład, czy nie jest on niekiedy słabym, bardzo słabym?..
? Jest jednak zawsze sobą ? odparł pan Grocik.
? Ateka nie jest że sobą?..
Redaktor ramionami ścisnął i dłonie rozłożył, jakby odpowiedzieć chciał: Ani trochę...
Giest jego oznaczał jeszcze, że znanemi mu są tajemnice, przed publicznością zakryte.
Tajemnice te nader były smutne. Okazywała się potrzeba ogładzania opracowań Adama, inaczej bowiem byłyby nie do czytania.
Adam, zdawało się, nie dostrzegał upadku własnego. Zdawało się jakby zdrzemnął się i drzemał na tym laurze, który portret jego przez ciąg wieczora jednego przyozdabiał.
Aż nagle obudzony został. Ktoś go szarpnął. W jednem z pism pojawiła się zjadliwie napisana krytyka porównawcza prac jego dawniejszych i prac późniejszych. Ten, co to pisał, nie oszczędzał go wcale, wnikał w pobudki, badał przyczyny i chłostał a chłostał. Było tam dużo prawdy w szczegółach, ale tkwił fałsz w założeniu ogólnem.
Krytyk przyrównał Atekę do racy, puszczonej w celu sprawienia alarmu fałszywego. Zakonkludował "Raca-Ateka wyniósł się, tysiącem słońc zajaśniał, milionami iskier się osypał, spalił się i zgasł. Nic już z niego nie będzie".
? Otóż będzie! ? zawołał Adam. A ha!..
W duszy mu zawrzało. Zamknął się. Przez parę tygodni pióra nie dotknął i w izbie swojej wyglądał niby tygrys w klatce zamknięty. Chudził, przylegał, krążył, do biórka po kilkanaście razy przystępował, aż wreszcie zasiadł i pisał. Nie dojadał, nie dosypiał ? pisał. Tak na gorączkowej zapamiętałej pracy tygodni kilka upłynęło i z pod pióra jego wyszedł tomowych rozmiarów utwór, podzielony na ustępy, traktujące każdy o przedmiocie innym i związane ze sobą jedną myślą przewodnią. Co do treści, był to rodzaj bigosu fllozoficzno - historyczno -krytyczno - socyalno - literackiego, obrobionego con amore i przyprawionego z gustem, na pieprzno a szczypiąco. W głębi onego ukrywała się obrażona miłość własna, która go zwróciła przeciwko swoim.
Napisał, odczytał i poszedł do pana Grocika.
? Panu mojemu! ? zawołał tenże, ujrzawszy go na progu swoim. Sługa najniższy!.. witam...
? Przynoszę rękopis...
? I owszem... Tylko ? tu kwaśną zrobił minę, którą natychmiast zasłodził ? zasypani, zawaleni jesteśmy w tej chwili... Rękopism pański będzie musiał poczekać aż się dla niego miejsce otworzy...
? Jakto? ? zapytał Adam ze zdziwieniem, nieprzyzwyczajony do podobnego ze strony redaktorów traktamentu.
? Prawdziwie... Niech pan z łaski swojej rzuci
? Otóż będzie! ? zawołał Adam. A ha!..
W duszy mu zawrzało. Zamknął się. Przez parę tygodni pióra nie dotknął i w izbie swojej wyglądał niby tygrys w klatce zamknięty. Chudził, przylegał, krążył, do biórka po kilkanaście razy przystępował, aż wreszcie zasiadł i pisał. Nie dojadał, nie dosypiał ? pisał. Tak na gorączkowej zapamiętałej pracy tygodni kilka upłynęło i z pod pióra jego wyszedł tomowych rozmiarów utwór, podzielony na ustępy, traktujące każdy o przedmiocie innym i związane ze sobą jedną myślą przewodnią. Co do treści, był to rodzaj bigosu fllozoficzno - historyczno -krytyczno - socyalno - literackiego, obrobionego con amore i przyprawionego z gustem, na pieprzno a szczypiąco. W głębi onego ukrywała się obrażona miłość własna, która go zwróciła przeciwko swoim.
Napisał, odczytał i poszedł do pana Grocika.
? Panu mojemu! ? zawołał tenże, ujrzawszy go na progu swoim. Sługa najniższy!.. witam...
? Przynoszę rękopis...
? I owszem... Tylko ? tu kwaśną zrobił minę, którą natychmiast zasłodził ? zasypani, zawaleni jesteśmy w tej chwili... Rękopism pański będzie musiał poczekać aż się dla niego miejsce otworzy...
? Jakto? ? zapytał Adam ze zdziwieniem, nieprzyzwyczajony do podobnego ze strony redaktorów traktamentu.
? Prawdziwie... Niech pan z łaski swojej rzuci
okiem na Kwiaty.. Zapełnione są pracami w dalszym ciągu...
Adam usta już otwierał, chcąc pożegnać pana Grocika, ten go jednak uprzedził.
? Jeżeli łaska, proszę mi rękopism pokazać... Zobaczę objętość... może też...
Młody człowiek wręczył mu spory plik.
Redaktor rozwinął, okiem rzucił na tytuł, przebiegł oczami okresów kilka, zajrzał do środka w jednem i drugiem miejscu, po ustach jego przesunął się uśmiech, wreszcie odrzekł uprzejmie:
? Proszę mi to zostawić...
? Życzyłbym sobie, ażeby się drukowanie od. najbliższego rozpoczęło numeru i szło bez przerwy ustępami jak największemi.
? Będziemy się starali życzeniu pańskiemu zadość uczynić.
? Jeżeli miejsca niema...
? Dla pana? O panie! Toć byłbym nie Grocikiem, gdybym dla Ateki połowy współpracowników nie wyrzucił.
? Dobrze więc. Wymawiam sobie tylko modyfikacyę wszelką.
? Ani joty! ani komy!
? Będę odbitki przeglądał i korektę autorską prowadził.
? Poszlę panu kochanemu każdą odbitkę próbną do domu.
Po odejścia młodzieńca, pan Grocik powtórnie wziął się do przeglądania rękopisu, odczytywał ustępy całe, uśmiechał się, ręce zacierał, wkońcu, zabrawszy manuskrypt, udał się drogą najkrótszą do kamienicy pani Z. Dzwoni ? a nie pytając lo-
Adam usta już otwierał, chcąc pożegnać pana Grocika, ten go jednak uprzedził.
? Jeżeli łaska, proszę mi rękopism pokazać... Zobaczę objętość... może też...
Młody człowiek wręczył mu spory plik.
Redaktor rozwinął, okiem rzucił na tytuł, przebiegł oczami okresów kilka, zajrzał do środka w jednem i drugiem miejscu, po ustach jego przesunął się uśmiech, wreszcie odrzekł uprzejmie:
? Proszę mi to zostawić...
? Życzyłbym sobie, ażeby się drukowanie od. najbliższego rozpoczęło numeru i szło bez przerwy ustępami jak największemi.
? Będziemy się starali życzeniu pańskiemu zadość uczynić.
? Jeżeli miejsca niema...
? Dla pana? O panie! Toć byłbym nie Grocikiem, gdybym dla Ateki połowy współpracowników nie wyrzucił.
? Dobrze więc. Wymawiam sobie tylko modyfikacyę wszelką.
? Ani joty! ani komy!
? Będę odbitki przeglądał i korektę autorską prowadził.
? Poszlę panu kochanemu każdą odbitkę próbną do domu.
Po odejścia młodzieńca, pan Grocik powtórnie wziął się do przeglądania rękopisu, odczytywał ustępy całe, uśmiechał się, ręce zacierał, wkońcu, zabrawszy manuskrypt, udał się drogą najkrótszą do kamienicy pani Z. Dzwoni ? a nie pytając lo-
kaja, czy pani w domu, wręcza mu kartę wizytową, dopisawszy na takowej ołówkiem wyrazów parę.
? Pani prosi! ? nadeszło wkrótce wezwanie.
Redaktor, poprzedzony przez lokaja, przeszedł szereg pokojów i wpuszczony został do komnaty, zastawionej szafami politurowanemi, zapełnionemi książkami. Na szafach biusty, na środku stół z przyborami do pisania i z podręcznikami encyklopedycznemi, do koła fotele, pod oknami kanapy wygodne, tu i ówdzie, na etażerkach i stolikach stosy pism peryodycznych, przeglądów, albumów, keepsaków, znamionowały bibliotekę. Pani znajdowała się sama.
Pan Grocik wszedł z wyrazami na ustach:
? Le coup a porté juste.
? Co? ? zapytała pani Eulalia.
? A co się tej krytyki tyczy.... Poskutkowała...
? No?
? Oto owoc.
To rzekłszy, wydostał rękopis z zanadrza i podał takowy pani Eulalii. Ta, wziąwszy papier do ręki, odparła:
? Ależ to dzieło woluminarne ? i zapytała: Cóż to właściwie?
? Odpowiedź na krytykę.
? Odpowiedzi tu nie widzę.
? Ukryta między wierszami. Jam się obawiał nieco odpowiedzi, odpowiedzi wzręcznej, brutalnej, byłby to bowiem wyskok, ułatwiający powrót na dawną drogę. Tak zaś jak jest, jest dobrze. Wlazł po uszy w sofizmata, w tych nowe poczynił odkrycia, a nowe odkrycia, są to dzieci najulubieńsze, których autorowie bronią zębami i pazurami.
? I odzyskał wigor dawniejszy?
? Pani prosi! ? nadeszło wkrótce wezwanie.
Redaktor, poprzedzony przez lokaja, przeszedł szereg pokojów i wpuszczony został do komnaty, zastawionej szafami politurowanemi, zapełnionemi książkami. Na szafach biusty, na środku stół z przyborami do pisania i z podręcznikami encyklopedycznemi, do koła fotele, pod oknami kanapy wygodne, tu i ówdzie, na etażerkach i stolikach stosy pism peryodycznych, przeglądów, albumów, keepsaków, znamionowały bibliotekę. Pani znajdowała się sama.
Pan Grocik wszedł z wyrazami na ustach:
? Le coup a porté juste.
? Co? ? zapytała pani Eulalia.
? A co się tej krytyki tyczy.... Poskutkowała...
? No?
? Oto owoc.
To rzekłszy, wydostał rękopis z zanadrza i podał takowy pani Eulalii. Ta, wziąwszy papier do ręki, odparła:
? Ależ to dzieło woluminarne ? i zapytała: Cóż to właściwie?
? Odpowiedź na krytykę.
? Odpowiedzi tu nie widzę.
? Ukryta między wierszami. Jam się obawiał nieco odpowiedzi, odpowiedzi wzręcznej, brutalnej, byłby to bowiem wyskok, ułatwiający powrót na dawną drogę. Tak zaś jak jest, jest dobrze. Wlazł po uszy w sofizmata, w tych nowe poczynił odkrycia, a nowe odkrycia, są to dzieci najulubieńsze, których autorowie bronią zębami i pazurami.
? I odzyskał wigor dawniejszy?
? W części.
Pani Eulalia, przebiegając rękopis oczami, uśmiechała się niekiedy i odzywała:
? Dobrze.... wybornie.... czuć przycisk pióra.... I ukaże się to?
? W najbliższym numerze Kwiatów. Po chwilce pani zapytała:
? Czy też pan myśli, że on i nadal wytrwa w tym tonie i na tej wyżynie?
? Sam może i nie, ale przy pomocy naszej, przy dawaniu mu od czasu do czasu ostrogi, ça ira.
? Pani Idealia wtajemniczona?
? A niech Pan Bóg broni!
Konferencya trwała krótko. Redaktor, z rękopisem w zanadrzu, powrócił do biura i natychmiast zrobił dla utworu Adama miejsce w piśmie swojem.
Utwór ukazał się we właściwym czasie. Nie stworzył on epoki, sprawił jednak wrażenie niemałe jędrnością i siłą, przypominającą pierwotne pióra Ateki produkcye. Nie otworzył on epoki w odniesieniu do literatury, ale zaznaczył punkt zwrotowy w literackiej karyerze Adama. Zrobił go... pospolitością, czerpiącą pobudki twórcze w draźliwości własnej. Na rzeczy, na kwestye, zaprzestał zapatrywać się ze stanowiska przedmiotowego, zastosowując do takowych tylko przekonania swoje. Zapatrywał się na takowe przez pryzmat własnego ja, podporządkowując onemu i przekonania i zasady. W takich nawet przedmiotach, jak naprzykład wypadki przeszłości odległej, gdy o nich pisał, tu i tam wsuwał osobistość swoją, w odpowiednich obsłonach, zakrywających ją przed oczami czytelników. Była jednakże, tkwiła, zabarwiała produkcyę i po barwie poznać ją było można, tak jak
Pani Eulalia, przebiegając rękopis oczami, uśmiechała się niekiedy i odzywała:
? Dobrze.... wybornie.... czuć przycisk pióra.... I ukaże się to?
? W najbliższym numerze Kwiatów. Po chwilce pani zapytała:
? Czy też pan myśli, że on i nadal wytrwa w tym tonie i na tej wyżynie?
? Sam może i nie, ale przy pomocy naszej, przy dawaniu mu od czasu do czasu ostrogi, ça ira.
? Pani Idealia wtajemniczona?
? A niech Pan Bóg broni!
Konferencya trwała krótko. Redaktor, z rękopisem w zanadrzu, powrócił do biura i natychmiast zrobił dla utworu Adama miejsce w piśmie swojem.
Utwór ukazał się we właściwym czasie. Nie stworzył on epoki, sprawił jednak wrażenie niemałe jędrnością i siłą, przypominającą pierwotne pióra Ateki produkcye. Nie otworzył on epoki w odniesieniu do literatury, ale zaznaczył punkt zwrotowy w literackiej karyerze Adama. Zrobił go... pospolitością, czerpiącą pobudki twórcze w draźliwości własnej. Na rzeczy, na kwestye, zaprzestał zapatrywać się ze stanowiska przedmiotowego, zastosowując do takowych tylko przekonania swoje. Zapatrywał się na takowe przez pryzmat własnego ja, podporządkowując onemu i przekonania i zasady. W takich nawet przedmiotach, jak naprzykład wypadki przeszłości odległej, gdy o nich pisał, tu i tam wsuwał osobistość swoją, w odpowiednich obsłonach, zakrywających ją przed oczami czytelników. Była jednakże, tkwiła, zabarwiała produkcyę i po barwie poznać ją było można, tak jak


