Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 40
Zobacz też:
-
Krzesła obrotowe
lajs.pl -
Tanie projekty domów
www.mtmstyl.pl -
Hotele szklarska poręba
www.hotel-agat.pl -
Body damskie
www.przyjemnosci.pl



go zaczynam żałować Adama.... Obyż przynajmniej talent jego ocalał...
? Amen ? zakonkludował pierwszy.
Adam wyszedł z panteoniku z panną Kornelią pod ramię. Szli powoli i rozmawiali.
? Daj nam Boże ? były słowa panny ? jaknajczęściej uroczystości podobnych... Niestety! talenta prawdziwe tak rzadko pojawiają się obecnie...
? Nic o tem mówić nie mogę ? odrzekł Adam.
? Czemu?
? Bom wzruszony... Przytem, wyznać muszę pani szczerze, maszerując w szeregu, tego byłem przekonania, że miejsce moje w szeregu, nie zaś przed szeregiem... W chwili obecnej, w przekonaniach moich zaszła rozterka jakaś... Czuję się, jakby nie na swojem miejscu... Przed chwilą lepiej mi było...
? Ulegałeś pan złudzeniu, pochodzącemu z nieznajomości samego siebie... Nikt panu nie powiedział dotychczas: geniuszem jesteś..
? O!... podchwycił młodzieniec protestacyi tonem.
? Czyż mówił to kto panu?.. Adam się uśmiechnął i odrzekł:
? Złożyć bym mógł dowody na piśmie, w ilości niemałej...
? świadectwa szkolne, dyplomy...
? Nie... listy...
? A! ? podchwyciła panna ? listy nietylko z uznaniem talentu, ale i z wyznaniem affektów...
? Rozmaite ? odrzekł Adam z uśmiechem.
? Słyszałam o dzisiejszem zdarzeniu w parku... Musiało to jednakże wrażenie niejakie na panu sprawić...
? Amen ? zakonkludował pierwszy.
Adam wyszedł z panteoniku z panną Kornelią pod ramię. Szli powoli i rozmawiali.
? Daj nam Boże ? były słowa panny ? jaknajczęściej uroczystości podobnych... Niestety! talenta prawdziwe tak rzadko pojawiają się obecnie...
? Nic o tem mówić nie mogę ? odrzekł Adam.
? Czemu?
? Bom wzruszony... Przytem, wyznać muszę pani szczerze, maszerując w szeregu, tego byłem przekonania, że miejsce moje w szeregu, nie zaś przed szeregiem... W chwili obecnej, w przekonaniach moich zaszła rozterka jakaś... Czuję się, jakby nie na swojem miejscu... Przed chwilą lepiej mi było...
? Ulegałeś pan złudzeniu, pochodzącemu z nieznajomości samego siebie... Nikt panu nie powiedział dotychczas: geniuszem jesteś..
? O!... podchwycił młodzieniec protestacyi tonem.
? Czyż mówił to kto panu?.. Adam się uśmiechnął i odrzekł:
? Złożyć bym mógł dowody na piśmie, w ilości niemałej...
? świadectwa szkolne, dyplomy...
? Nie... listy...
? A! ? podchwyciła panna ? listy nietylko z uznaniem talentu, ale i z wyznaniem affektów...
? Rozmaite ? odrzekł Adam z uśmiechem.
? Słyszałam o dzisiejszem zdarzeniu w parku... Musiało to jednakże wrażenie niejakie na panu sprawić...
? Bardzo niejakie ? odrzekł młodzieniec, dopuszczając się gry wyrażeń. Za pierwszym razem było silniejsze...
? Więc to już pana nie po raz pierwszy spotyka?..
? A nie ? odpowiedział młodzieniec.
? Widzi pan przeto!.. Objawy tego rodzaju dowodzą, że się w panu potęga rzeczywista ogniskuje... Duchy kłócą się o pana...
? Tylko.. nie mocne...
? Kto wie.. Niepospolitość posiada własność ujarzmiania umysłów bardzo mocnych i serc bardzo czystych...
Przy tych słowach rozmawiająca para znalazła się w obec pana Grocika, który siedział obok dwóch krzeseł niezajętych. Panna Kornelia puściła ramię Adama i osunęła się na siedzenie. Młodzieńcowi nie pozostawało co innego, jak zająć miejsce przy niej. Uczynił to i znalazł się pomiędzy panną Ż. a redaktorem Kwiatów. Ten ostatni natychmiast do niego się zwrócił.
? Winszuję, winszuię kochanemu panu ? mówił ? tej ze strony wielbicieli talentu jego owacyi, jaka go spotkała dziś... Winszuję serdecznie... Była to dla mnie niespodzianka, którą zaliczę do najmilszych w życiu swojem chwil... Zaliczam się bowiem do najgorętszych pańskich wielbicieli...
? O, panie! ? odparł Adam.
? I prawdziwej doznawałem rozkoszy ? ciągnął redaktor ? ogłaszając w piśmie swojem artykulik pański...
? A mnie to zdziwiło ? wtrącił młody człowiek.
? Czemu?...
? Więc to już pana nie po raz pierwszy spotyka?..
? A nie ? odpowiedział młodzieniec.
? Widzi pan przeto!.. Objawy tego rodzaju dowodzą, że się w panu potęga rzeczywista ogniskuje... Duchy kłócą się o pana...
? Tylko.. nie mocne...
? Kto wie.. Niepospolitość posiada własność ujarzmiania umysłów bardzo mocnych i serc bardzo czystych...
Przy tych słowach rozmawiająca para znalazła się w obec pana Grocika, który siedział obok dwóch krzeseł niezajętych. Panna Kornelia puściła ramię Adama i osunęła się na siedzenie. Młodzieńcowi nie pozostawało co innego, jak zająć miejsce przy niej. Uczynił to i znalazł się pomiędzy panną Ż. a redaktorem Kwiatów. Ten ostatni natychmiast do niego się zwrócił.
? Winszuję, winszuię kochanemu panu ? mówił ? tej ze strony wielbicieli talentu jego owacyi, jaka go spotkała dziś... Winszuję serdecznie... Była to dla mnie niespodzianka, którą zaliczę do najmilszych w życiu swojem chwil... Zaliczam się bowiem do najgorętszych pańskich wielbicieli...
? O, panie! ? odparł Adam.
? I prawdziwej doznawałem rozkoszy ? ciągnął redaktor ? ogłaszając w piśmie swojem artykulik pański...
? A mnie to zdziwiło ? wtrącił młody człowiek.
? Czemu?...
? Z powodu rażącej różnicy, jaka pomiędzy duchem pisma a duchem opracowania mego zachodzi...
? O! ? podchwycił pan Grocik z uśmiechem. Różnicy?.. Zdziwisz się pan, gdy mu powiem, że pomiędzy przekonaniami pańskiemi a mojemi różnica jest tak mała, iżby ją uważać można za żadną... Różnica cała w sposobie brania się do publiczności... Panowie młodzi rzucacie się na oślep, z głową pochyloną i ze sztandarem podniesionym, usiłując z głowy zrobić taran i przejść na przebój... My starzy, sztandar pochylamy, a głowę podnosimy, czyniąc ustępstwa pozorne... Czy pan myśli, żem ja ślepy na prawdę?.. Należy ją jednak podawać publiczności, jak dzieciom lekarstwo, w cukierkach, w konfiturze, w opłatku: gdy się gniewa, to gniewać się wraz z nią, gdy się śmieje, śmiać się razem, gdy płacze, płakać... Ztąd to pochodzi, że my panów ścigamy gniewem, szyderstwem, że płaczemy nad rzekomem zaślepieniem waszem.... Jestto taktyka, nie co innego...
? Od którejś pan jednak odstąpił, artykuł mój ogłaszając...
? To co innego!... W artykule tym nie zmieniłem ani joty, ani komy, przez wzgląd na autora, przez szacunek dla pióra... Dla pana kolumny Kwiatów otwarte; pisz co zechcesz, ja drukować każę wszytsko i ? dodał z uśmiechem uprzejmym ? śmiem spodziewać się, że w piśmie mojem podpis Ateka figuruje po raz pierwszy, ale nie ostatni...
W tej chwili panna Kornela wtrąciła się do rozmowy, wprowadzając do takowej materyę, która nie dała Adamowi ani tak, ani nie, panu Grocikowi odpowiedzieć.
? O! ? podchwycił pan Grocik z uśmiechem. Różnicy?.. Zdziwisz się pan, gdy mu powiem, że pomiędzy przekonaniami pańskiemi a mojemi różnica jest tak mała, iżby ją uważać można za żadną... Różnica cała w sposobie brania się do publiczności... Panowie młodzi rzucacie się na oślep, z głową pochyloną i ze sztandarem podniesionym, usiłując z głowy zrobić taran i przejść na przebój... My starzy, sztandar pochylamy, a głowę podnosimy, czyniąc ustępstwa pozorne... Czy pan myśli, żem ja ślepy na prawdę?.. Należy ją jednak podawać publiczności, jak dzieciom lekarstwo, w cukierkach, w konfiturze, w opłatku: gdy się gniewa, to gniewać się wraz z nią, gdy się śmieje, śmiać się razem, gdy płacze, płakać... Ztąd to pochodzi, że my panów ścigamy gniewem, szyderstwem, że płaczemy nad rzekomem zaślepieniem waszem.... Jestto taktyka, nie co innego...
? Od którejś pan jednak odstąpił, artykuł mój ogłaszając...
? To co innego!... W artykule tym nie zmieniłem ani joty, ani komy, przez wzgląd na autora, przez szacunek dla pióra... Dla pana kolumny Kwiatów otwarte; pisz co zechcesz, ja drukować każę wszytsko i ? dodał z uśmiechem uprzejmym ? śmiem spodziewać się, że w piśmie mojem podpis Ateka figuruje po raz pierwszy, ale nie ostatni...
W tej chwili panna Kornela wtrąciła się do rozmowy, wprowadzając do takowej materyę, która nie dała Adamowi ani tak, ani nie, panu Grocikowi odpowiedzieć.
Nic rozmaitszego jak talenta w pisarzach. Zależą one od harmonii pomiędzy treścią a formą. Doskonała, zupełna harmonia stanowi pisarza znakomitego, pozostającego w dziejach literatury i czytającego się z zajęciem po upływie lat i wieków, chociażby fraszki pisał. Ci, w których przeważa treść nad formą, bywają mniej lub więcej głębocy, lecz zajęcia nie budzą. Ci, w których przeważa forma nad treścią, są zawsze płytcy, ale nieraz wśród spółczesnych do wielkiej dochodzą wziętości, niekiedy nawet szkoły tworzą. Tych ostatnich jest najwięcej; urabia ich wprawa we władaniu piórem, za pomocą której oswajają się z frazesami i okresami, mając na każdy z nich gotową w myśli foremkę, taką lub owaką, z wykrętasem lub bez wykrętasa, z czubkiem lub bez czubka, jak potrzeba. O treść im nie chodzi. Poświęcają takową formie bezwzględnie, goniąc przedewszystkiem i nadewszystko za efektem.
Pisarze znakomici tem są osobliwi, że się nie urabiają. Występują gotowi, wyskakując niby Minerwa z głowy Jowisza, uzbrojeni od stóp do głowy. W nich treść tworzy formę; odjąwszy pierwszą, druga upada sama przez się, blaknie, płowieje, niknie ? i nierzadko się zdarza, że autor poglądów, pożeranych przez czytelników, poci się nad napisaniem listu prostego. Treść i forma związane w nim są łańcuchem nierozerwalnym.
Tego rodzaju talent dostał w udziale nasz Adam. Był to talent rzeczywisty, ale od treści nieodłączny. Zabić go było łatwo. Należało jeno treść obuchem trzasnąć.
Owacya przez panią Eulalię do spółki z panią Idealią sporządzona, obuchem owym się stała.
Adam dawać zaczął artykuły do Kwiatów i w ar-
Pisarze znakomici tem są osobliwi, że się nie urabiają. Występują gotowi, wyskakując niby Minerwa z głowy Jowisza, uzbrojeni od stóp do głowy. W nich treść tworzy formę; odjąwszy pierwszą, druga upada sama przez się, blaknie, płowieje, niknie ? i nierzadko się zdarza, że autor poglądów, pożeranych przez czytelników, poci się nad napisaniem listu prostego. Treść i forma związane w nim są łańcuchem nierozerwalnym.
Tego rodzaju talent dostał w udziale nasz Adam. Był to talent rzeczywisty, ale od treści nieodłączny. Zabić go było łatwo. Należało jeno treść obuchem trzasnąć.
Owacya przez panią Eulalię do spółki z panią Idealią sporządzona, obuchem owym się stała.
Adam dawać zaczął artykuły do Kwiatów i w ar-
tykułach tych dotykał kwestyj bez porównania ważniejszych i żywotniejszych, aniżeli "Muzyka przyszłości", napisana na odczepne, ale... ale... zachodziły już w nich mnogie "ale", strącające autora z piedestału na poziom pisarzy tuzinkowych. Nie było już w nich tej siły, co to czytelnika na uwięzi niejako trzyma, zmuszając go wbrew własnej jego woli czytać od początku do końca, cisnąć książkę z gniewem, zawołać:
? Szelma!..
i jąć się do czytania ponownego.
Ateka blaknął, płowiał, ratował się połyskami, nie był jednak już w stanie całości w jednym utrzymywać tonie, na jednej trzymać wysokości. Pochodziło to ztąd, że nie chciał, nie mógł... kamieniem za chleb oddawać. Nie zaprzeczał przekonaniom swoim, ale usiłował, przez wzgląd na redakcyę, na czytelników, na przyzwoitość, oszlifowywać je, ogładzać, osładzać, za przenośnie chować, w złagodzonej formie podawać ? tak też formę łagodził, łagodził, że treść często z widoku gubił, częściej zaś rozwadniał takową i gubiła się ona sama.
Nie zrywał z kolegami i przyjaciółmi, stronił jednak od nich od niechcenia, czytając w ich oczach coś na kształt żalu czy pretensyi, co mu się niesłusznością wydawało. Pracował dużo, poszukując odpoczynków dla umysłu, bądź w widowiskach teatralnych, bądź też w towarzystwie płci pięknej, wśród której znajdował długo uznanie gorące. "Długo" ? powtarzamy ? i wśród niej bowiem wielbicielstwo nie wzrastało lecz słabło, słabło widocznie i szybko, w stosunku do zawodów, jakie sprawiała każda jego nowa drukiem ogłoszona praca. Zapytywać poczęto: co to znaczy?
? Szelma!..
i jąć się do czytania ponownego.
Ateka blaknął, płowiał, ratował się połyskami, nie był jednak już w stanie całości w jednym utrzymywać tonie, na jednej trzymać wysokości. Pochodziło to ztąd, że nie chciał, nie mógł... kamieniem za chleb oddawać. Nie zaprzeczał przekonaniom swoim, ale usiłował, przez wzgląd na redakcyę, na czytelników, na przyzwoitość, oszlifowywać je, ogładzać, osładzać, za przenośnie chować, w złagodzonej formie podawać ? tak też formę łagodził, łagodził, że treść często z widoku gubił, częściej zaś rozwadniał takową i gubiła się ona sama.
Nie zrywał z kolegami i przyjaciółmi, stronił jednak od nich od niechcenia, czytając w ich oczach coś na kształt żalu czy pretensyi, co mu się niesłusznością wydawało. Pracował dużo, poszukując odpoczynków dla umysłu, bądź w widowiskach teatralnych, bądź też w towarzystwie płci pięknej, wśród której znajdował długo uznanie gorące. "Długo" ? powtarzamy ? i wśród niej bowiem wielbicielstwo nie wzrastało lecz słabło, słabło widocznie i szybko, w stosunku do zawodów, jakie sprawiała każda jego nowa drukiem ogłoszona praca. Zapytywać poczęto: co to znaczy?