Zobacz też:







Pani Eulalia zajęła się rozmową z sąsiadem, siedzącym obok niej po stronie przeciwnej.
W innej części stołu pogadanka ogniskowała się około pani Idealii, która poblizkim swoim do zrozumienia dawała, że po herbacie czeka ich siurpryza.
? Nie powiem jaka ? mówiła. Powiem tylko, że pomysł wyszedł odemnie, jest mojem dziełem, mającem na celu dodanie bodźca pracy umysłowej..,. Myśl to moja... Pani Eulalia pojęła ją, przejęła się nią i urządziła rzecz, jak nie można lepiej... Przed herbatą zachodziła obawa, ażeby wszystko nie spełzło na niczem... Obawa ta jednak przeminęła, przeszkoda najważniejsza usuniętą została, a raczej, usunęła się sama....
Herbata się zakończyła. Pani Eulalia dała hasło wstawania od stołu, literaci z miejsc swoich powstali, ona zaś podawszy rękę Adamowi, otworzyła pochód z sali jadalnej do pokoju gadalnym zwanego. Za nią szła pani Idealia z panem Grocikiem, dalej par pięć czy sześć różnopłciowych i panna Kornelia z Bolesławem, dalej znów par kilka i w końcu mężczyźni sami.
Adam, przyszedłszy późno, nie wiedział nic zgoła, ani o przystrojeniu salonów, ani o zamknięciu drzwi od panteoniku, ani o spodziewaniu siurpryzy jakiejś. Zdziwił się też niepomału, ujrzawszy blask niezwykły w stronie, w której zwyczajnie półcień panował.
Pani Eulalia prowadziła go w milczeniu, prowadziła przez salon środkowy, ku otwartym na ściężaj drzwiom pokoju dumalnego, z którego biło światło wielkie. Adam zmarszczył brwi i przypatrywał się. Pani prowadziła go dalej. Weszli do panteoniku
oblanego blaskiem, uwydatniającym portrety na ścianach zawieszone. Wielka płomyków ilość otaczała mianowicie portret jeden, ustrojony w wieniec laurowy i przyozdobiony z góry w fontaż ze wstążek. Przed portretem tym pani Eulalia zatrzymała się z Adamem.
Adam niczego się jeszcze nie domyślał. Patrzał, widział i nie poznawał siebie samego, wymalowanego olejnemi farbami w połowie wielkości naturalnej, trafionego doskonale i umieszczonego w ramach złoconych kształtu półowalnego.
Patrzał, widział i nie poznawał siebie samego.
Goście schodzili się i kupili do koła pierwszej pary, zostawiając ją przed portretem.
Adam wciąż jeszcze nie wiedział o co chodzi, pomimo, że czuć zaczynał, iż jest osobą swoją na sztych niby wystawiony i byłby się w tłum wcisnął, gdyby go pani Eulalia pod ramię nie trzy mała.
Aż wysunęła się naprzód panna Kornela. Pod ścianą stały schodki przenośne. Ona na schodki te w tąpiła i, podnosząc ramię prawe a ukazując ręką na Adama, deklamować poczęła.
Powiadają, że było to improwizacya. To być może. Rzecz w tem, że Adam od pierwszych przez nią wygłoszonych wyrazów, poznał nietylko, że portret w wieniec przystrojony jest portretem jego, ale oraz, że jest przedmiotem owacyi.
Zrobiło mu się zimno najprzód, potem gorąco, spuścił głowę i w milczeniu słuchał akordów poetycznych, spadających mu na głowę niby ognista fontanna. Strofa szła po strofie, niby hufiec po hufcu. Jedna lot orli rozwijała, druga iskrą geniuszu podpalona gorzała, trzecia o palcu bożym mó-
wiła; w konkluzyi był zwrot, w którym, w kunsztownej oprawie rytmu, uwydatniły się wyrazy: "Adamie ty bożykmieciu", zastosowane do młodego autora.
Podczas kiedy panna Kornelia mówiła, z pośrodka skupionego grona gości słyszeć się dawały pojedyncze okrzyki:
? A!., świetnie!... doskonale!.. brawo!.. Gdy skończyła, posypały się oklaski i powinszowania, składane zarówno autorce improwizacyi, jakoteż przedmiotowi owacyi.
Pani Eulalia uścisnęła Adama za dłoń i rzekła mu wzruszenia pełnym głosem:
? Przepraszam...
Panna Kornelia zszedłszy ze schodków uczyniła to samo.
Adam był wzruszony. Bąkał wyrazy podziękowania, których nie umiał w szyku gramatycznym utrzymać.
? Cicho!.. ts... rozległy się w tłumie sykania. Na schodkach pojawiła się pani Idealia i zaczęła:
? Po jutrzni dzień, po poezyi proza!.. Poezya to jutrznia, rzucająca te brzaski, przed któremi pierzchają ciemności nocy, świta ona u zarania narodów rozwidnia pierwsze pochodu ich kroki... Proza powstaje w blasku słonecznym i sama jest słońcem, szerzącem światło i ciepło, w których narody dojrzewają...
Egzorda ta posłużyła jej za punkt wychodni do mówki, utoczonej bardzo dobrze i wygłoszonej dźwięcznie i z czuciem. Zwrot do Adama opierał się na porównaniu prozy do słońca i zawierał w sobie żądanie, ażeby prace jego tak świeciły wszystkim tez wyjątku, jak gwiazda dzienna wszystkim przyświeca. Było to i żądanie i krytyka, dotykają-
ca sposobem alluzyi wyłączności przekonań, a przepowiadająca młodemu autorowi miejsce poczesne w panteonie sławy.
? Tu panteonik ? były słowa mówczyni, poparte giestem odpowiednik ? a za obrębem tym panteon... Ztąd, Adamie, droga dla ciebie tam. Nie przesądzając przyszłości, uczciliśmy twój talent młody, który na horyzoncie naszym pojawił się i tkwi na kształt świetnej obietnicy. Oczekujemy na ziszczenie takowej, oczekujemy wszyscy, starzy i młodzi, mężowie i niewiasty, konserwatywni i postępowi, idealiści i pozytywiści... wszyscy, bez różnicy, bez wyjątku... oczekujemy... Niech to ? tu pokazała na portret ? będzie dla ciebie podnietą, bodźcem i skazówką... To jeszcze nic; to jeno zadatek, pochodzący od przyjaciół twoich, pragnących gorąco, ażebyś szedł naprzód, zawsze naprzód, coraz to wyżej i zajął w końcu miejsce wiecowe wśród tych, których wizerunki zdobią ściany skromnego przybytku tego. Idź - że, młodzieńcze, w drogę, którą dla ciebie świetny talent twój wytyka i.... niech cię pan Bóg prowadzi!..
Wyrazy ostatnie z przyciskiem i pomazaniem wygłoszone, wywołały burzę oklasków.
Adam czuł się niejako w siecie pojmanym, spokorniał, wstyd mu niby było, rozumiał, iż wypadałoby coś odpowiedzieć, a nie był w stanie myśli jednej porządnie w głowie uszykować: więc tylko dziękował - dziękował pani Eulalii, dziękował pannie Korneli, dziękował pani Idealii, dziękował każdemu i każdej z osobna, ale do podziękowania wszem w obec sił nie miał. Nie dziw. W razach podobnych uprzedzają solenizantów i ci układają sobie zawczasu odpowiedzi.... improwizowane. On
nie wiedział o niczem, ani się domyślał niczego. A przytem wzruszył się głęboko i czuł, w rzeczy samej, w duszy tę wdzięczność, co to słów znaleźć nie umie. Z ochotą by do piersi panią Eulalię, pannę Kornelię i panią Idealię przycisnął, ale... przyzwoitość nie pozwalała. Myslał więc tylko, że im się wywdzięczy kiedyś ? jak? ? nie wiedział.
Goście oczekiwali przez chwilkę na odpowiedź Adama, poznawszy atoli, że nic z tego nie będzie, krążyć zaczęli po salonach, grupując się po osób dwie, trzy i więcej. Z grupp jedna, z młodzieży złożona, cofnęła się do pokoju szeptalnego i tam konwersacyjką się zabawiała.
? A no ? powiadał jeden ? złapany?..
? Ha! ? odrzekł drugi, ramionami ściskając. W tem wszystkiem nie upatruję nic, coby na naganę zasługiwać miało... Przeciwnie... Znajduję całkiem na miejscu swojem, ten hołd talentowi, hołd nie obowiązujący do niczego...
? Do niczego! ? rzucił jeden z ironicznym naciskiem.
? Ja ? odparł drugi ? pokładam ufność nieograniczoną w hartowności ducha Adama... Zresztą nie zapominajmy o tem, że to ? tu o podłogę nogą lekko stuknął ? grunt neutralny... Owacya odnosi się nie do czego innego, jeno do talentu, wyłącznie i specyalnie do talentu...
? Toś ? podchwycił inny ? nie zważał niby na alluzyjkę misternie odcieniowaną w mowie pani Idealii...
? Zważałem... ale cóż to?.. zdanie indywidualne...
? A ja przecież ? odezwał się poprzedni ? zanotowuję sobie w pamięci wieczór dzisiejszy i od nie-