Zobacz też:







Z tego założenia, pół dowcipnie, pół rozumowo, rozwinęła się pół-dyskussya, żywa i zajmująca, wywołująca raz śmiech, znów oklaski.
Podano do herbaty. Towarzystwo parami weszło do sali jadalnej. Panna Kornela szukała kogoś w tłumie oczami, znalazła Bolesława i rękę mu pod ramię wsunęła.
? Co się dzieje z panem Adamem? ? półgłosem rzekła.
? Pani.... nie wiem ? odparł zapytany.
? Nie widział go pan dziś?
? Widziałem.
? Nie wspominał panu nic o wtorku dzisiejszym?
? Wspominał.
? Mówił, że przyjdzie, czy że nie przyjdzie?
? Ani to, ani owo ? odrzekł Bolesław, chcąc zapewne odpowiedzią tą ulżyć przyjacielowi ciężaru odpowiedzialności, jeżeliby jaka zachodziła.
? Panowie miewacie zwyczaj, do domu niekiedy nie zaglądać przez godzin dwadzieścia cztery. Może wypadek ten, dziś właśnie, przytrafił się panu Adamowi.
? Może ? odparł Bolesław ramionami ściskając. Widziałem się z nim nie w domu jego. Przyszedł do redakcyi naszej, wyszliśmy razem i udaliśmy się do parku, gdzie....
Bolesław urwał. Przyprowadził damę swoją do sali jadalnej. Zajmowano miejsca przy stole.
? Gdzie co? ? zapytała panna, ramię jego przytrzymując.
? Spotkała go awantura, na poły zabawna, na poły romansowa.
--- Tajemnicza?
? Tajemnicza...
? Ale nie skandaliczna?
? Bynajmniej, przeciwnie: gołębio - naiwna.
? A! Siądźmy razem, opowiesz mi pan to.
? I owszem.
Zajęli przy stole miejsca obok siebie i Bolesław opowiedział o liście podrzuconym, powtarzając wkrótkości treść onego.
Panna Kornela, wysłuchawszy z uwagą, odrzekła w rodzaju sentencyi:
? Ciekawe to są rzeczy w dziewiętnastym wieku. Może więc, ów list tajemniczy w następstwa się rozwinął i pan Adam, w tej chwili, zamiast nudzić się z nami, spędza słodkie chwile na rozkosznem gruchaniu.
? Nic nie umiem na przypuszczenie pani odpowiedzieć.
? Odpowiedz pan, że jest prawdopodobnem.
? Nie wiem. Wiem tylko, że Adam nie zna wcale autorki listu.
? Ale autorka zna pana Adama. Nie możnaż więc przypuzczać, iż spotkała go przy wyjściu z parku, pod łamię go wzięła, do karety obok siebie zaprosiła i uwiozła, pozbawiając nas nietylko jego towarzystwa, ale oraz i....
Coś powiedzieć chciała, wstrzymała się jednak.
Bolesław nie dopytywał się, raz przez grzeczność, powtóre dla tego, że nie umiał bronić Adama, który, nie przybywając na wieczór, po otrzymaniu zaproszenia wyraźnego, i nie przysyłając ekskuzy żadnej, popełnił ciężkie we względzie konwenansów światowych uchybienie.
Naprzeciwko siedział redaktor Kwiatów, postać, której snadź w kolebce wróżka przepowiedziała, że
redaktorem będzie, krótka, krągluchna, słodziutko uśmiechnięta. Ten, jakby na przekór, o Adama zapytał:
? Gdzież to się nam Ateka zapodział?
? Gardzi nami ? odrzekła panna Kornela. My się jednak na nim zemścimy, srodze zemścimy.... rzucimy sobie od nas do niego most z pokory i po moście tym sprowadzimy go kiedyś.
? Pokora niebiosa przebija ? zauważył redaktor tonem dowcipu.
? Przebije też i pana Adama serce, pewna tego jestem.
Zaledwie słowa te wymówiła, aliści postać Adama zjawiła się, jakby z pod podłogi, dotknięciem różdżki czarodziejskiej wywołana.
Z ust panny Korneli wydarł się radosny półokrzyk:
? A!..
Pani Eulalia podała młodemu człowiekowi dłońdo uściśnienia i powiedziała mu z naciskiem serdecznym:
? Dziękuję. Zaczynaliśmy już nadzieję tracić.... Czemuż tak późno?
? Grzebałem się w dokumentach, mających wartość nadzwyczajnie względną.
? Siadaj - że pan.
Adam zajął miejsce obok gospodyni domu i, odpowiedziawszy lokajowi podziękowaniem na podanie sobie półmiska, zwrócił się do pani Eulalii.
? Przepraszani ? rzekł ? za spóźnienie z mojej strony mimowolne.
? Coś pan budujesz.
? Gdzież tam!
? Grzebiesz się w dokumentach.
? Tak, nie idzie jednak jeszcze zatem, ażebym dokumenta owe brał w znaczeniu materyału budulcowego.
? Czegóż się one tyczą, jeżeli zapytać wolno?
? Zapytać wolno, ale niech mi pani pozwoli zapytanie jej bez odpowiedzi pozostawić, z powodów. odnoszących się wprost do osoby mojej.
? Szanuję tajemnice ? odrzekła p. Eulalia, okraszając usta uprzejmym acz dwójznacznym uśmiechem ? autorskie nawet, a to tem bardziej, że będę potrzebowała pobłażliwości ze strony pańskiej.
? Pani! możesz być pani takowej z góry pewną.
? Niekoniecznie. Czuję się obarczoną względem pana winami.
? A to? ? zapytał młody człowiek.
? Czuję się obarczoną winami strasznemi.
? Pani mnie przerażasz. Nie wiem o niczem.
? No no ? rzekła pani. Pan wiesz. Dowód zaś, że ja się do win poczuwam, ten, żem nie liczyła nie tylko na to, ażebyś pan na dzisiejszy przyszedł wtorek, ale i na to ażeby przyszedł który z przyjaciół pańskich. Dla tego to rozesłałam do panów zaproszenia specyalne a nalegające.
? Poczuwanie się do winy, a wina sama, są to dwie rzeczy różne.
? Cóż tam mamy ? podchwyciła pani ? w insynuacye się bawić. Na prośbę moją napisałeś pan artykuł do Kwiatów. Owoż artykuł ten przeraził mnie. Cięży on na sumieniu mojem, niby zły uczynek, pomimo że rozum zapewnia mnie, iż jest to uczynek dobry. Sumienie pozostaje w kłótni z rozumem.
? Hm ? uśmiechnął się Adam. Gdybym panią
traktował tak jak, słyszałem, traktują, się kobiety po salonach, odpowiedziałbym na to komplimentem.
? Jakim naprzykład?
? Prosiłbym ażeby pani sumienie rozumowi poddała.... i dogodziłbym przez to i pani i sobie. Dla pani byłby to kompliment, dla mnie zaś byłoby to postawieniem się w zgodzie z przekonaniami, jakie wyznaję.
? Biorąc zaś rzecz inaczej?
? Zanalizowaćbym musiał rozum.
? I znalazłbyś pan, żem popełniła niedorzeczność.
? Nie wiem, cobym znalazł; znajduję tylko, żeś pani postawiła kwestyę bardzo zręcznie.
? Nie masz pan jednak do mnie żalu?
? Za co?
? Za to, żem pana na ofiarę wyciągnęła.
? Ach! ? żachnął się młodzieniec. Ja ofiar nie rozumiem. Popełniłem rzecz godziwą lub niegodziwą, słuszną lub niesłuszną, pożyteczną lub niepożyteczną, rozumną lub niedorzeczną, spełniłem obowiązek lub występek, ale nie ofiarę żadną.
? Owoż ? podchwyciła pani ? dokonałeś pan rzeczy godziwej, słusznej, pożytecznej, rozumnej, i obowiązkowej.
? Ja trochę o tem wątpię ? rzekł Adam, akcentując wyrazy. Ale, stało się. Pan Grocik ? było to nazwisko redaktora Kwiatów ? patrzy na nas, i założyłbym się, iż odgaduje, że o artykule mówimy.
? Mówmy więc o czem innem.... Pan nic nie je, ani pije.
Adam nabrał sobie szynki na talerz i począł takową krajać.