Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 37
w gazetę, albo też w przyniesiony do odczytania rękopis zawiniętego.
Dla braci literackiej stał dom pani Eulalii otworem, ale li tylko we wtorki około dziesiątej wieczorem. W inne dni tygodnia, w domu jej nie było, chyba, iż kogo zaprosiła na jakąś godzinę naznaczoną i w jakimeś specyalnym interesie.
Goście wtorkowi ? o tem zaledwie wzmiankować warto ? składali się z przedstawicieli płci obojej, podzielonej w stosunku pięciu do jednego. Na pięciu literatów przypadała jedna literatka. W liczbie tych ostatnich zanotujemy panią Idealię Y., kobiecinę wcale już nie młodą, rumianą, przysadkowatą, pisującą z wielką łatwością wierszem i prozą i z równąż łatwością rozmowy prowadzącą. Pani idealia była entuzyastką we względzie frazesów kilku, z których ułożyła sobie rodzaj credo i w takowe wierzyła całą iście młodzieńczą ducha potęgą. Nie sposób jej było wyperswadować, że niejeden z jej artykułów wiary jest nie czem innem, jeno figurą retoryczną, hyperbolą W hyperbolach upatrywała fundamenta i wysoki trzymała sztandar, na którym wielkiemi głoskami napisała dewizę: "Łam, czego rozum nie złamie!" Łamała też ? łomotała ? zgadzając się zresztą na wszystko i uznając wszystkie postulata przez postęp stawiane. Lubiła młodzież zdolną, rada się nią otaczała i na wtorkowych u pani Eulalii posiedzeniach odegrywała taką samą rolę, jak sól w potrawach. Przypisywała sobie przytem zdolność odkrywania talentów, wywoływania takowych, tworzenia nawet. Pretensyi tej ? niech jej Bóg nie pamięta! Dzięki jej, pomnożył się znacznie proleletaryat literacki, w przednich zaś szeregach przybyło kilku kwaśnych apostołów, trudniących się z nie-
Dla braci literackiej stał dom pani Eulalii otworem, ale li tylko we wtorki około dziesiątej wieczorem. W inne dni tygodnia, w domu jej nie było, chyba, iż kogo zaprosiła na jakąś godzinę naznaczoną i w jakimeś specyalnym interesie.
Goście wtorkowi ? o tem zaledwie wzmiankować warto ? składali się z przedstawicieli płci obojej, podzielonej w stosunku pięciu do jednego. Na pięciu literatów przypadała jedna literatka. W liczbie tych ostatnich zanotujemy panią Idealię Y., kobiecinę wcale już nie młodą, rumianą, przysadkowatą, pisującą z wielką łatwością wierszem i prozą i z równąż łatwością rozmowy prowadzącą. Pani idealia była entuzyastką we względzie frazesów kilku, z których ułożyła sobie rodzaj credo i w takowe wierzyła całą iście młodzieńczą ducha potęgą. Nie sposób jej było wyperswadować, że niejeden z jej artykułów wiary jest nie czem innem, jeno figurą retoryczną, hyperbolą W hyperbolach upatrywała fundamenta i wysoki trzymała sztandar, na którym wielkiemi głoskami napisała dewizę: "Łam, czego rozum nie złamie!" Łamała też ? łomotała ? zgadzając się zresztą na wszystko i uznając wszystkie postulata przez postęp stawiane. Lubiła młodzież zdolną, rada się nią otaczała i na wtorkowych u pani Eulalii posiedzeniach odegrywała taką samą rolę, jak sól w potrawach. Przypisywała sobie przytem zdolność odkrywania talentów, wywoływania takowych, tworzenia nawet. Pretensyi tej ? niech jej Bóg nie pamięta! Dzięki jej, pomnożył się znacznie proleletaryat literacki, w przednich zaś szeregach przybyło kilku kwaśnych apostołów, trudniących się z nie-
małą czytelników i literatury krzywdą, łamaniem tego "czego rozum nie złamie". Takich bowiem zwłaszcza, babina forytowała.
Ona to odkryła Adama i była pierwszą pobudką ściągnięcia go na salony pani Eulalii. Działo to się na półtora jakoś roku przed momentem, do którego odnosi się powieści niniejszej rozdział poprzedni. Pani Idealia wpadła jak bomba do salonu, trzymając w ręku jedno z pism czasowych i wołając głośno:
? Pani Eulalio! panno Kornelio! panie i panowie!.. odkrycie!.. talent!... ogromny, olbrzymi talent!.. Ateka!. ! Zkąd on się wziął?.. co on za jeden? czy to on, czy ona? Słuchajcie!
Zaimprowizowała lekturę, nie całego atoli opracowania, ale okresów jeno niektórych, przez nią ołówkiem czerwonym zakreślonych.
? Co to za wdzięk! co to za siła! Panie i panowie, proponuję: spólnemi siłami zarządzić poszukiwania i wynaleść tę mgłami olimpijskiemi otoczoną istotę...
? Najłatwiej ? ktoś się odezwał ? do redakcyi się zgłosić i za jej pośrednictwem...
? Ba! ? przerwała. Użyłam już sposobu tego... Redakcyą o niczem nie wie.,.
? Albo powiedzieć nie chce.
? Być może, nie przypuszczam jednak, zaklinałam bowiem redaktora na świętości wszystkie.
? I na liczbę prenumeratorów? ? ktoś zapytał.
? A! ? rzuciła się. Byłoby to niegodnem! Zapewniał mnie najuroczyściej, że otrzymał rękopism w kopercie i że przy takowym nie było nic, coby osobistość autora zdradzało, ani listu, ani karteczki. Rękopism przyszedł przed miesiącami kilku
Ona to odkryła Adama i była pierwszą pobudką ściągnięcia go na salony pani Eulalii. Działo to się na półtora jakoś roku przed momentem, do którego odnosi się powieści niniejszej rozdział poprzedni. Pani Idealia wpadła jak bomba do salonu, trzymając w ręku jedno z pism czasowych i wołając głośno:
? Pani Eulalio! panno Kornelio! panie i panowie!.. odkrycie!.. talent!... ogromny, olbrzymi talent!.. Ateka!. ! Zkąd on się wziął?.. co on za jeden? czy to on, czy ona? Słuchajcie!
Zaimprowizowała lekturę, nie całego atoli opracowania, ale okresów jeno niektórych, przez nią ołówkiem czerwonym zakreślonych.
? Co to za wdzięk! co to za siła! Panie i panowie, proponuję: spólnemi siłami zarządzić poszukiwania i wynaleść tę mgłami olimpijskiemi otoczoną istotę...
? Najłatwiej ? ktoś się odezwał ? do redakcyi się zgłosić i za jej pośrednictwem...
? Ba! ? przerwała. Użyłam już sposobu tego... Redakcyą o niczem nie wie.,.
? Albo powiedzieć nie chce.
? Być może, nie przypuszczam jednak, zaklinałam bowiem redaktora na świętości wszystkie.
? I na liczbę prenumeratorów? ? ktoś zapytał.
? A! ? rzuciła się. Byłoby to niegodnem! Zapewniał mnie najuroczyściej, że otrzymał rękopism w kopercie i że przy takowym nie było nic, coby osobistość autora zdradzało, ani listu, ani karteczki. Rękopism przyszedł przed miesiącami kilku
i spoczywał pomiędzy utworami przeznaczonemi do ogłoszenia w razie posuchy redakcyjnej.... Nie uderzył zrazu, nie czytano go nawet, zwłaszcza że pismo niewyraźne.
? Widziała pani rękopis? ? zapytała panna Kornelia.
? Widziałam, porznięty i poznaczony przez zecerów. Redaktor zachował go sobie, ażeby poznać autora, gdyby się kiedy zgłosił jeszcze. Panie panowie! szukajcie... znajdziecie.
Tajemnica utrzymywała się dosyć długo, że jednak, z jednej strony, znaną była kolegom Adama, z drugiej nie miała racyi istotnej, pani Idealia przeto mogła, w kilka tygodni później wpaść na wieczór wtorkowy z okrzykiem:
? Eureka!.. Wiem już, kto to Ateka! Nazywa się Adam Tadeusz Kozarski, mieszka (wymieniła ulicę i numer domu). Spodziewam się, że pani nie zaniecha zwabić go do grona naszego! Jestto człowiek młody, potrzebuje poparcia, zachęty, ostrogi kierunku, opieki, życzliwego słowa, przyjacielskiej rady i wielu innych rzeczy.
Inwitacya formalna sprowadziła wkrótce potem młodego autora na posadzki pani Eulalii. Nie spieszył się jednak, zwlekając nie dla tego, ażeby się drożyć miał z osobą swoją, lecz dla innych powodów. Nie posiadał odzieży odpowiedniej. Musiał się pierwej ogarnąć od stóp do głowy ? od butów do krawatki ? i dopiero wystąpił na salonach przedstawiony gospodyni domu przez panią Idealię, która też nazywała go "swoim wynalazkiem. "
Wystąpienie Adama nie sprawiło wrażenia nadzwyczajnego, a byłoby sprawiło fatalne, gdyby na wtorkach zachodziły wymagalności etykietalne wiel-
? Widziała pani rękopis? ? zapytała panna Kornelia.
? Widziałam, porznięty i poznaczony przez zecerów. Redaktor zachował go sobie, ażeby poznać autora, gdyby się kiedy zgłosił jeszcze. Panie panowie! szukajcie... znajdziecie.
Tajemnica utrzymywała się dosyć długo, że jednak, z jednej strony, znaną była kolegom Adama, z drugiej nie miała racyi istotnej, pani Idealia przeto mogła, w kilka tygodni później wpaść na wieczór wtorkowy z okrzykiem:
? Eureka!.. Wiem już, kto to Ateka! Nazywa się Adam Tadeusz Kozarski, mieszka (wymieniła ulicę i numer domu). Spodziewam się, że pani nie zaniecha zwabić go do grona naszego! Jestto człowiek młody, potrzebuje poparcia, zachęty, ostrogi kierunku, opieki, życzliwego słowa, przyjacielskiej rady i wielu innych rzeczy.
Inwitacya formalna sprowadziła wkrótce potem młodego autora na posadzki pani Eulalii. Nie spieszył się jednak, zwlekając nie dla tego, ażeby się drożyć miał z osobą swoją, lecz dla innych powodów. Nie posiadał odzieży odpowiedniej. Musiał się pierwej ogarnąć od stóp do głowy ? od butów do krawatki ? i dopiero wystąpił na salonach przedstawiony gospodyni domu przez panią Idealię, która też nazywała go "swoim wynalazkiem. "
Wystąpienie Adama nie sprawiło wrażenia nadzwyczajnego, a byłoby sprawiło fatalne, gdyby na wtorkach zachodziły wymagalności etykietalne wiel-
kie. Te jednak, zastosowane do rodzaju gości dawały swobody dużo, i dzięki tej swobodzie nasz Adam przebył szczęśliwie chwile nowicyatu, które poprzedziły oswojenie się zupełne ze zwyczajami domu. Pomagały mu wielce, uprzejmość pani i ton familiarności, jaki panował, na wieczorach. Do oswojenia się przyczyniła się też niemało i dystynkcya, z jaką go przyjmowano. Uczuwał się niejako uprzywilejowanym ? uprzywilejowanie zaś, bądź co bądź, sprawia ludziom przyjemność i ułatwia im znacznie egzystencyę. W tym razie chodziło o egzystencyę salonową, łatwą samą przez się i wymagającą tylko nieco rozgarnięcia i trochę uwagi.
Znamy już lozkład salonów, znamy i nazwy onych, powiedzieć jednak musiemy, że co się tych ostatnich tyczy, zachodziła waryacya pewna, wprowadzona przez autora kronik niedzielnych jednej z gazet miejscowych, dowcipnego ex-officio., Ten, stosując się do wyrazu "bawialny" i do wtorkowego sposobu spędzania czasu, salon środkowy nazwał "pokojem gadalnym" salkę "pokojem szeptalnym" a panteonik "pokojem dumalnym". W pierwszym toczono rozmowy ogólne, w drugim odbywały się konferecye osobnikowe, w trzecim, trzymanym zawsze w półcieniu, oddawano się rozmyślaniom, tak dla literatów potrzebnym. Tam zazwyczaj, chronili się ci, którym bardziej chodziło o herbatę, niż o co innego.
Jakież było zdziwienie tych ostatnich, gdy przyszli i znaleźli drzwi od pokoju szeptalnego otwarte, a od dumalnego zamknięte!
Wypadek ten miał miejsce w dniu owym, kiedy Adam otrzymał zaprosiny podwójne; rano od pani Eulalii, a wieczorem od panny Korneli.
? Co to znaczy? ? było zapytanie ogólne,. "
Znamy już lozkład salonów, znamy i nazwy onych, powiedzieć jednak musiemy, że co się tych ostatnich tyczy, zachodziła waryacya pewna, wprowadzona przez autora kronik niedzielnych jednej z gazet miejscowych, dowcipnego ex-officio., Ten, stosując się do wyrazu "bawialny" i do wtorkowego sposobu spędzania czasu, salon środkowy nazwał "pokojem gadalnym" salkę "pokojem szeptalnym" a panteonik "pokojem dumalnym". W pierwszym toczono rozmowy ogólne, w drugim odbywały się konferecye osobnikowe, w trzecim, trzymanym zawsze w półcieniu, oddawano się rozmyślaniom, tak dla literatów potrzebnym. Tam zazwyczaj, chronili się ci, którym bardziej chodziło o herbatę, niż o co innego.
Jakież było zdziwienie tych ostatnich, gdy przyszli i znaleźli drzwi od pokoju szeptalnego otwarte, a od dumalnego zamknięte!
Wypadek ten miał miejsce w dniu owym, kiedy Adam otrzymał zaprosiny podwójne; rano od pani Eulalii, a wieczorem od panny Korneli.
? Co to znaczy? ? było zapytanie ogólne,. "
Pani Idealia, która o wszystkiem wiedziała, zdawało się, że wiedziała także i o powodzie wzbronienia gościom przystępu do panteoniku. Na zapytania jednak odpowiadała mruganiem i ramion ściskaniem, co oznaczać mogło, że i wie i nie wie.
Przystrojenie salonów naprowadzało na myśl uroczystość jakąś. Domyślano się czegoś. Ci, co badawczym obdarzeni byli umysłem, zastanawiali się nad datą, usiłując przypomnieć sobie, azali nie jest ona rocznicą jakąś, w dziejach sztuki, poezyi lub literatury pamiętną.
Koniec końcem, zachodziła tajemnica.
Pani nic nie mówiła i panna nic nie mówiła.
Goście wietrzyli siurpryzę.
Pani E. zachowywała spokój jak najzupełniejszy, panna Kornelia toż samo. Przyjmowały powitania przychodzących i prowadziły rozmowy ze swobodą całą ? wszelako, obserwator uważny dostrzedzby mógł w oczach ich oznaki niepokoju pewnego, wzrastającego w miarę jak wieczorek posuwał się naprzód. Spoglądały na drzwi i każda postać nowa wywoływała im na oblicza wyraz nadziei zawiedzionej. Spoglądały niekiedy jedna na drugą jak lekko ramionami wzruszały.
Pani Idealia zawiązała rozmowę interesującą, otwierającą pole popisów zarówno dla erudycyi i dla dowcipu. Rzuciła zapytanie:
? Dla czego wszystkie cnoty, wszystkie zalety i wszystkie potęgi moralne przedstawiane są pod postacią niewieścią? Czemu mianowicie do spersonifikowania wojny, która wyłącznie do mężczyzn należy, nie wzięto postaci męzkiej lecz niewieścią?
? Dla tego, że wojna jest owocem kłótni ? ktoś rzucił.
Przystrojenie salonów naprowadzało na myśl uroczystość jakąś. Domyślano się czegoś. Ci, co badawczym obdarzeni byli umysłem, zastanawiali się nad datą, usiłując przypomnieć sobie, azali nie jest ona rocznicą jakąś, w dziejach sztuki, poezyi lub literatury pamiętną.
Koniec końcem, zachodziła tajemnica.
Pani nic nie mówiła i panna nic nie mówiła.
Goście wietrzyli siurpryzę.
Pani E. zachowywała spokój jak najzupełniejszy, panna Kornelia toż samo. Przyjmowały powitania przychodzących i prowadziły rozmowy ze swobodą całą ? wszelako, obserwator uważny dostrzedzby mógł w oczach ich oznaki niepokoju pewnego, wzrastającego w miarę jak wieczorek posuwał się naprzód. Spoglądały na drzwi i każda postać nowa wywoływała im na oblicza wyraz nadziei zawiedzionej. Spoglądały niekiedy jedna na drugą jak lekko ramionami wzruszały.
Pani Idealia zawiązała rozmowę interesującą, otwierającą pole popisów zarówno dla erudycyi i dla dowcipu. Rzuciła zapytanie:
? Dla czego wszystkie cnoty, wszystkie zalety i wszystkie potęgi moralne przedstawiane są pod postacią niewieścią? Czemu mianowicie do spersonifikowania wojny, która wyłącznie do mężczyzn należy, nie wzięto postaci męzkiej lecz niewieścią?
? Dla tego, że wojna jest owocem kłótni ? ktoś rzucił.


