Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 36
Zobacz też:
-
Kapitał ludzki
faberconsulting.com -
Noclegi Poznań
www.hotelpoznan.pl -
Na odchudzanie
vitamarket.pl



bie jednak coś więcej aniżeli uznanie talentu. Tych znajdowało się nie wiele, pięć tylko. Adam składał je osobno i po przepatrzeniu korrespondencyi całej, przekonawszy się, że więcej nie ma, wziął je do ręki, ułożył z nich wachlarz w sposób, w jaki gracz trzyma karty przy wiście lub preferansię, dołożył do nich ten, który w parku otrzymał, i począł porównywać. Porównywał najprzód daty: te obejmowały lat dwa i pół ? był jeszcze studentem kiedy otrzymał najpierwszą do serca jego zwróconą odezwę, pisaną, ręką wprawną i pewną. Następna wypadła w tym jakoś czasie, kiedy pisma publiczne ogłosiły listę młodzieży, opuszczającej uniwersytet i odznaczającej się nagrodami, w liczbie której i on się znajdował. Inne przyszły później. Wszystkie pochodziły od nieznajomych, były więc brzemienne zagadkami, zdolnemi fantastę w siódme niebo pchnąć. Istna napaść sentymentów, podawanych za uczucia siostrzane, czyste, kryształowe, dyamentowe, osłonione białem skrzydłem anioła, a oblane świetlanym blaskiem miłości. Adam uśmiechał się, odczytując frazesy niektóre. Nie o to mu jednak chodziło. Chciał z porównania pism dojść, czy nie znajduje się też listów dwa lub więcej jedną pisanych ręką. Charakter pisma ostatniego przypominał mu jedną z korrespondentek dawniejszych ? porównywał. Napróżno jednak. Pismo wszakże nie było mu obce ? i im się bardziej onemu przypatrywał, tem mocniejszego nabierał przekonania, że ogląda je nie po raz pierwszy Bawiło go to i ? powiedzieć należy - pochlebiało mu, łechcąc miłość własną, a raczej, próżność, która, jak się zdaje, stanowiła słabą stronę jego rozwijającego się i formującego charakteru.
Na zajęciu tem upłynęło czasu sporo. Chwila udania się na wieczorek nadeszła i minęła. Spostrzegłszy to Adam zerwał się, listy do szufladki wrzucił i pośpzesznie ubierać się począł.
IX.
Salon pani Eylalii przystrojony odświętnie,zapełniał tłum gości.
Salon ten pod tą nazwą ogólną, obejmował trzy duże pokoje w jednym szergu, komunikujące się pomiędzy sobą za pomocą drzwi szerokich i z pokojów tych, środkowy jeno, mieszczący pomiędzy meblami dwa fortepiany, jeden z ogonem, drugi bez takowegto, a oba Erardy ? nosił nazwę salonu, z dwóch zaś skrajnych, ten co się znajdował na prawo nazywał się salką ten co na lewo, mianowany był panteonikiem. . Nazwy te nadał im jeden z gości i przy lgnęły one niejako do tych komnat gościnnych. Salka zmieniała się niekiedy na scenę,. na której występowali amatorowie i amatorki w sztukach, bądź pisanych. Panteonik zwał się tak długo salki pani Eulalii pych. Panteomk zwał się tak od tego iż ściany onego zapełniały wizerunki wielkich mętów zmarłych i żyjących, zwłaszcza zaś takich, co narodowi służyli piórem, uczonych, poetów, pisarzy, którym przypatrywać się było można z ustawionego na środku krągłego dywanu, wygodnie wymateracowanego i osłoniętego konarami dużej drzewiny laurowej, wystrzeliwającej z obwodu poręczowego. Umeblowanie w ogóle znamionowało dostatek gustem okraszony. Zbytku ani śladu, wystawności, ekspozycji ani cienia, pomimo że małżonkek pani Eulalii. zycyi ani cienia, pomimo że małżonek pani Eulalii, szczęśliwy dorobkiewicz, stojący na czele domu ban
IX.
Salon pani Eylalii przystrojony odświętnie,zapełniał tłum gości.
Salon ten pod tą nazwą ogólną, obejmował trzy duże pokoje w jednym szergu, komunikujące się pomiędzy sobą za pomocą drzwi szerokich i z pokojów tych, środkowy jeno, mieszczący pomiędzy meblami dwa fortepiany, jeden z ogonem, drugi bez takowegto, a oba Erardy ? nosił nazwę salonu, z dwóch zaś skrajnych, ten co się znajdował na prawo nazywał się salką ten co na lewo, mianowany był panteonikiem. . Nazwy te nadał im jeden z gości i przy lgnęły one niejako do tych komnat gościnnych. Salka zmieniała się niekiedy na scenę,. na której występowali amatorowie i amatorki w sztukach, bądź pisanych. Panteonik zwał się tak długo salki pani Eulalii pych. Panteomk zwał się tak od tego iż ściany onego zapełniały wizerunki wielkich mętów zmarłych i żyjących, zwłaszcza zaś takich, co narodowi służyli piórem, uczonych, poetów, pisarzy, którym przypatrywać się było można z ustawionego na środku krągłego dywanu, wygodnie wymateracowanego i osłoniętego konarami dużej drzewiny laurowej, wystrzeliwającej z obwodu poręczowego. Umeblowanie w ogóle znamionowało dostatek gustem okraszony. Zbytku ani śladu, wystawności, ekspozycji ani cienia, pomimo że małżonkek pani Eulalii. zycyi ani cienia, pomimo że małżonek pani Eulalii, szczęśliwy dorobkiewicz, stojący na czele domu ban
kowego, który rozległe prowadził interesa, należał do tego ludzi rodzaju, co to siębie wielbi w przepychu i rozkoszuje się w wykrzykach podziwu, wydzierającego się ludziom na widok milionów, wydanych na ramy do obrazów i na ugarnirowanie kominka. Pan Z. wydział ten zdał całkowicie na żonę, ta zaś potrafiła trzymać się w granicach gustu dobrego, którym powodując się, uniknęła zarazem i braku i zbytku. Gust dobry panował w domu całym, w tych nawet salonach, w których bankier przyjmował spólników i współzawodników, w obec których przepych miał znaczenie reklamy handlowej, szyldu na sklepie.
Państwo Z. trzymali dom otwarty, ale dom ten dzielił się na dwa państwa: państwo pana i państwo pani. Pierwsze tkwiło w świecie finansowym, drugie w artystycznym i literackim. W pierwszym pani występowała w rodzaju prezydentki honorowej, nie zobowiązanej do niczego innego, jak tylko do rozdawania uśmiechów łaskawych ludziom, którzy bezpiecznie mogliby głowy swoje człowiecze, w jakie ich natura zaopatrzyła, zamienić na cielęce i niktby się na zamianie tej nie spostrzegł. Do drugiego pan nie zaglądał nigdy, nie wiedział o nim nic, świat ów nie istniał dla niego: w nim pani prezydowała rzeczywiście, mając assystencyę w tym względzie w córce, pannie Kornelii, posiadającej talenta rozliczne, wymagające nastroju poetycznego. Panna Kornelia grała, śpiewała, produkowała się na teatrach amatorskich, rysowała, układała sztuki dramatyczne, pisywała nowelle, tworzyła wiersze i protegowała systemata filozoficzne. Pani posiadała talenta te same. Matka i córka stanowiły rodzaj spółki współpracowniczej, której produkta szły
Państwo Z. trzymali dom otwarty, ale dom ten dzielił się na dwa państwa: państwo pana i państwo pani. Pierwsze tkwiło w świecie finansowym, drugie w artystycznym i literackim. W pierwszym pani występowała w rodzaju prezydentki honorowej, nie zobowiązanej do niczego innego, jak tylko do rozdawania uśmiechów łaskawych ludziom, którzy bezpiecznie mogliby głowy swoje człowiecze, w jakie ich natura zaopatrzyła, zamienić na cielęce i niktby się na zamianie tej nie spostrzegł. Do drugiego pan nie zaglądał nigdy, nie wiedział o nim nic, świat ów nie istniał dla niego: w nim pani prezydowała rzeczywiście, mając assystencyę w tym względzie w córce, pannie Kornelii, posiadającej talenta rozliczne, wymagające nastroju poetycznego. Panna Kornelia grała, śpiewała, produkowała się na teatrach amatorskich, rysowała, układała sztuki dramatyczne, pisywała nowelle, tworzyła wiersze i protegowała systemata filozoficzne. Pani posiadała talenta te same. Matka i córka stanowiły rodzaj spółki współpracowniczej, której produkta szły
wyłącznie na użytek salonowy. Po za salonem znano je jeno jako echa, wałęsające się po świecie.
Pomiędzy panią Eulalia a panna Kornelią zachodziła różnica wieku, wynosząca, lat szesnaście przynajmniej. Bóżnica ta atoli spostrzegać się nie dawała. Matka wyglądała na siostrę starszą, córka na młodszą ? blondynki obie, słuszne obie, przystojne obie ? jedna trochę bardziej przywiędła aniżeli druga.
To, że produkcye ich talentów nie przekraczały granie salonowych, zapewniało im wyższość ogromną. Nie wystawiały się na porównanie, a oklaski jakie zyskiwały, pozostawały własnością ich bezpodzielną: uchodziły przez to za bezwzględnie wyższe pod względem dowcipu i rozumu. Dwór ich stanowiła przeważnie literacka brać, zgromadzająca się w każdym tygodniu raz i przez zgromadzenie się to ciążąca ku nim, w tym mniej więcej stosunku, w jakim planety ciążą ku słońcu. Każdy, co pisał i drukowanym był, miał do nich wstęp otwarty i byłby mile powitany, gdyby bez preliminaryów żadnych przyszedł i nazwał się:
? Jestem ten a ten, utwór mój, liczący wierszy piętnaście, drukowany był w piśmie tem a tem...
Rekomendacya taka była wystarczającą. Dla zadośćuczynienia jednak wymogom światowym, przypuszczenie do zgromadzeń wtorkowych członka nowego podlegało formalności wprowadzenia przez jednego ze starych, dokonywanej najczęściej na żądanie aspiranta, niekiedy jednak w skutek życzenia wyrażonego przez panią Eulalię. To ostatnie zdarzało się bardzo rzadko. Członkowie zgłaszali się pospolicie sami, a to dla powodów wielu, pomiędzy któremi dwa mianowicie wywierały siłę atrakcyj-
Pomiędzy panią Eulalia a panna Kornelią zachodziła różnica wieku, wynosząca, lat szesnaście przynajmniej. Bóżnica ta atoli spostrzegać się nie dawała. Matka wyglądała na siostrę starszą, córka na młodszą ? blondynki obie, słuszne obie, przystojne obie ? jedna trochę bardziej przywiędła aniżeli druga.
To, że produkcye ich talentów nie przekraczały granie salonowych, zapewniało im wyższość ogromną. Nie wystawiały się na porównanie, a oklaski jakie zyskiwały, pozostawały własnością ich bezpodzielną: uchodziły przez to za bezwzględnie wyższe pod względem dowcipu i rozumu. Dwór ich stanowiła przeważnie literacka brać, zgromadzająca się w każdym tygodniu raz i przez zgromadzenie się to ciążąca ku nim, w tym mniej więcej stosunku, w jakim planety ciążą ku słońcu. Każdy, co pisał i drukowanym był, miał do nich wstęp otwarty i byłby mile powitany, gdyby bez preliminaryów żadnych przyszedł i nazwał się:
? Jestem ten a ten, utwór mój, liczący wierszy piętnaście, drukowany był w piśmie tem a tem...
Rekomendacya taka była wystarczającą. Dla zadośćuczynienia jednak wymogom światowym, przypuszczenie do zgromadzeń wtorkowych członka nowego podlegało formalności wprowadzenia przez jednego ze starych, dokonywanej najczęściej na żądanie aspiranta, niekiedy jednak w skutek życzenia wyrażonego przez panią Eulalię. To ostatnie zdarzało się bardzo rzadko. Członkowie zgłaszali się pospolicie sami, a to dla powodów wielu, pomiędzy któremi dwa mianowicie wywierały siłę atrakcyj-
na: przyjemność rzeczywista, jaką sprawiał wieczór spędzony wśród rozrywek, jakich dostarczały dobra muzyka, dobry śpiew, deklamacye, odczyty i gawędki i rzeczywista przyjemność, jakiej doznawali ci mianowicie, co stali pod sztandarem głodu literackiego. Ci ostatni znajdowali przyjemność niewysłowioną, wychodzili bowiem zrekonfortowani na tydzień cały. Herbata pani Eulalii nie była herbatką z wody lekko zafarbowanej, podawanej w towarzystwie pokazywanych zdaleka buttersznycikńw lub suchareczków. Przechodziło się na takową do salonu jadalnego i zasiadało do stołu, jak, nieprzymierzając, table d'hóte. Półmiski obnoszono, a podawano niezmiennie dwa mięsa, jedno stanowiące pi?ce de resistance, bifsztyk soczysty, polędwicę, rostbif lub kotlety, drugie, dodatkowe niby, dziczyznę, drób lub cielęcinę. Przy każdym z gości stała filiżanka spora, napełniana herbatą prawdziwy, którą pił kto chciał; kto zaś wolał wino, mógł gustowi dogodzić, potrzebował jeno ręką sięgnąć po stojącą przed nim butelkę Bordeaux albo burgunda. Oprócz tego do zastawy nastolnej należały szynki różne, ozory, rulady, ciasta i owoce. Nie podjadał sobie ten jeno, kto nie chciał, a raczej kto się opierał nagabywaniom lokai, którzy w skutek snadź rozkazów z góry, pilnowali tych szczególnie, co prędko z talerzy zmiatali, i powracali z półmiskami po dwa i po trzy razy, zapytując uprzejmie:
? Pozwoli pan jeszcze?.. proszę pana... niech pan będzie łaskaw...
Trudno się oprzeć było. Głodni wstawali od stołu sytymi i w dobrym humorze, a jaki taki unosił ze sobą w kieszeni pamiątkę, pod postacią udka pulardy, skrzydełka kuropatwy lub bifsztyku całego
? Pozwoli pan jeszcze?.. proszę pana... niech pan będzie łaskaw...
Trudno się oprzeć było. Głodni wstawali od stołu sytymi i w dobrym humorze, a jaki taki unosił ze sobą w kieszeni pamiątkę, pod postacią udka pulardy, skrzydełka kuropatwy lub bifsztyku całego