Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 35
? Więc i ty pójdziesz ?
? A pójdę.
Doszli do kiosku, zajęli miejsca przy stole, przy którym zastali paru z towarzystwa wczorajszego, inni przybyli później, słuchali muzyki, pili chłodzące napoje, palili cygara i papierosy, oddychali zamiejskiem powietrzem i spędzali chwil kilka razem na spoczywaniu, zasłużonem przez każdego z nich pracą całodzienną. Nie wszyscy to byli literaci, wszyscy jednak służyli ogółowi, przynosząc mu pożytek, ten piórem, ów cyrklem, inny radami ? grono młodzieży składało się z literatów, inżynierów, budowniczych, prawników, lekarzy i t. d.
Z posiedzenia tego, zanotować winniśmy wypadek, który zgromadzonych rozweselił. Na środek stołu spadł list zapieczętowany, przez kogoś zapewne z przechodzących rzucony. Jeden z młodzieży wziął go do rąk i odczytał głośno adres: "Wiel. Jeg. Pan Ateka, w miejscu. " Adam rozpieczętował, przeczytał i z uśmiechem siedzącemu obok podał. List obszedł do koła. Młodzi ludzie śmieli się, czyniąc pod adresem Adama dowcipne i mniej dowcipne uwagi, zaczerpnięte z treści, obejmującej półtrzeciej stronicy, na których autorka ? płeć onej zdradzały czasowniki, przymiotniki i zaimki ? czyniła młodemu człowiekowi wyznanie miłości. Styl był cale poprawny, omyłki ortograficzne wydarzały się rzadko; pisała zaś, co się treści tyczy, między innemi:
"Nie myśl pan, ażeby mną powodować miało co innego, niż czyste, świetlane uczucie. Jestem młoda, jestem wolna, jestem bogata, jestem ? jak mi powiadają ? nie brzydka, piękna nawet ? ach! i wniebowziętą bym się czuła, gdybym to wszystko roze-
? A pójdę.
Doszli do kiosku, zajęli miejsca przy stole, przy którym zastali paru z towarzystwa wczorajszego, inni przybyli później, słuchali muzyki, pili chłodzące napoje, palili cygara i papierosy, oddychali zamiejskiem powietrzem i spędzali chwil kilka razem na spoczywaniu, zasłużonem przez każdego z nich pracą całodzienną. Nie wszyscy to byli literaci, wszyscy jednak służyli ogółowi, przynosząc mu pożytek, ten piórem, ów cyrklem, inny radami ? grono młodzieży składało się z literatów, inżynierów, budowniczych, prawników, lekarzy i t. d.
Z posiedzenia tego, zanotować winniśmy wypadek, który zgromadzonych rozweselił. Na środek stołu spadł list zapieczętowany, przez kogoś zapewne z przechodzących rzucony. Jeden z młodzieży wziął go do rąk i odczytał głośno adres: "Wiel. Jeg. Pan Ateka, w miejscu. " Adam rozpieczętował, przeczytał i z uśmiechem siedzącemu obok podał. List obszedł do koła. Młodzi ludzie śmieli się, czyniąc pod adresem Adama dowcipne i mniej dowcipne uwagi, zaczerpnięte z treści, obejmującej półtrzeciej stronicy, na których autorka ? płeć onej zdradzały czasowniki, przymiotniki i zaimki ? czyniła młodemu człowiekowi wyznanie miłości. Styl był cale poprawny, omyłki ortograficzne wydarzały się rzadko; pisała zaś, co się treści tyczy, między innemi:
"Nie myśl pan, ażeby mną powodować miało co innego, niż czyste, świetlane uczucie. Jestem młoda, jestem wolna, jestem bogata, jestem ? jak mi powiadają ? nie brzydka, piękna nawet ? ach! i wniebowziętą bym się czuła, gdybym to wszystko roze-
słać mogła tobie pod nogi. Jesteś pan moich uczuć panem, " i t. d., w tymże guście.
? Masz więc, Ateko ? odezwał się jeden ? zagadkę bytu doczesnego, sformułowaną jasno. Rozwiązanie jej sprowadza się tylko do tego: wyszukać piękną nieznajomą z jej fortuną i pod nogi to sobie rozesłać.
? Chodzi tylko o wyszukanie ? odrzucił inny ? a to się przed nim rozściele samo, jak się rozściełają prawowierni przed powracającym z Mekki muftym.
? Wynalezienie sęk ? rzekł trzeci. Gdyby nieznajoma podała była w liście swój rysopis, to rzecz by się przez połowę ułatwiła.
? Raczej fotografię ? ktoś wtrącił.
? Obwiniętą w weksel, jako w dowód fortuny ? ktoś dodał.
? Z tem wszystkiem ? zaczął pierwszy ? jest tu wszystko, czego potrzeba do usnucia romansu na wzór i podobieństwo tych, które trubadurowie opiewali. Piękna nieznajoma pachnie księżniczką w pałacu zaczarowanym.
? Jakaś wekslarzówna, albo piwowarnikówna dobrze wychowana ? odrzekł Adam, tonem lekceważenia, z naciskiem dwa ostatnie wymawiając wyrazy.
? Fi ? odpowiedział na to poprzedni. Wekslarzówny i piwowarnikówny tyle dziś, jeżeli nie więcej warte, co księżniczki. Znalazłby się trubadur w kłopocie nie małym, gdyby mu przyszło wybierać przedmiot do opiewania.
? Poradziłby sobie, przy pomocy fantazyi.
? Bądź co bądź ? odezwał się ten, co najpierw-
? Masz więc, Ateko ? odezwał się jeden ? zagadkę bytu doczesnego, sformułowaną jasno. Rozwiązanie jej sprowadza się tylko do tego: wyszukać piękną nieznajomą z jej fortuną i pod nogi to sobie rozesłać.
? Chodzi tylko o wyszukanie ? odrzucił inny ? a to się przed nim rozściele samo, jak się rozściełają prawowierni przed powracającym z Mekki muftym.
? Wynalezienie sęk ? rzekł trzeci. Gdyby nieznajoma podała była w liście swój rysopis, to rzecz by się przez połowę ułatwiła.
? Raczej fotografię ? ktoś wtrącił.
? Obwiniętą w weksel, jako w dowód fortuny ? ktoś dodał.
? Z tem wszystkiem ? zaczął pierwszy ? jest tu wszystko, czego potrzeba do usnucia romansu na wzór i podobieństwo tych, które trubadurowie opiewali. Piękna nieznajoma pachnie księżniczką w pałacu zaczarowanym.
? Jakaś wekslarzówna, albo piwowarnikówna dobrze wychowana ? odrzekł Adam, tonem lekceważenia, z naciskiem dwa ostatnie wymawiając wyrazy.
? Fi ? odpowiedział na to poprzedni. Wekslarzówny i piwowarnikówny tyle dziś, jeżeli nie więcej warte, co księżniczki. Znalazłby się trubadur w kłopocie nie małym, gdyby mu przyszło wybierać przedmiot do opiewania.
? Poradziłby sobie, przy pomocy fantazyi.
? Bądź co bądź ? odezwał się ten, co najpierw-
szy z rozścielania żartował ? rzecz jest ciekawa, co to za piękna nieznajoma.
? Dochodź, jeżeli masz czas ? rzekł Adam tonem żartu. Co do mnie, mam coś lepszego do czynienia.
? I ja ? odparł ciekawy.
Adam wsunął list w zanadrze, posiedział jeszcze czas jakiś, wstał, obszedł razy parę plac do koła, i udał się wkońcu do pomieszkania swego, w celu przygotowania się na wieczorek.
Tu nowa oczekiwała go niespodzianka. Grześ doręczył mu list, dodając z miną tajemniczą:
? Od panienki jakiejś, proszę pana
? Feralny dzień ? pomyślał sobie Adam. Czy znów co tajemniczego?
Nie była to jednak tajemnica żadna. List pochodził od znajomej, nosił podpis "Kornelia, " a zawierał co następuje:
"Drżę, a raczej drżemy wszyscy na myśl, że panu może co przeszkodzić do przybycia do nas wieczora dzisiejszego. Nie wyrządźcież nam tej przykrości! Jeżeliby przeszkody jakie zaszły, pousuwajcie takowe! To tak miło, dogodzić bliźniemu! Zróbcież sobie tę satysfakcyę, pomimo przeszkód wszelkich, jakieby ci się zdarzyć mogły, a przekonacie się sami, kochany panie Adamie, jak wielką przyjemność wyrządzicie nam wszystkim w ogóle, w szczególności zaś wielbicielce pańskiej. "
Odczytawszy list ten, Adam odezwał się głośno:
? Czego się one tak uwzięły, mieć mnie u siebie dziś koniecznie? Coś w tem jest. Jeśli nie dla czego innego, to dla dogodzenia ciekawości, warto pójść. Zobaczymy.
Popatrzył aa zegarek. Do chwili, w której zazwyczaj wieczorki się rozpoczynają, pozostawało
? Dochodź, jeżeli masz czas ? rzekł Adam tonem żartu. Co do mnie, mam coś lepszego do czynienia.
? I ja ? odparł ciekawy.
Adam wsunął list w zanadrze, posiedział jeszcze czas jakiś, wstał, obszedł razy parę plac do koła, i udał się wkońcu do pomieszkania swego, w celu przygotowania się na wieczorek.
Tu nowa oczekiwała go niespodzianka. Grześ doręczył mu list, dodając z miną tajemniczą:
? Od panienki jakiejś, proszę pana
? Feralny dzień ? pomyślał sobie Adam. Czy znów co tajemniczego?
Nie była to jednak tajemnica żadna. List pochodził od znajomej, nosił podpis "Kornelia, " a zawierał co następuje:
"Drżę, a raczej drżemy wszyscy na myśl, że panu może co przeszkodzić do przybycia do nas wieczora dzisiejszego. Nie wyrządźcież nam tej przykrości! Jeżeliby przeszkody jakie zaszły, pousuwajcie takowe! To tak miło, dogodzić bliźniemu! Zróbcież sobie tę satysfakcyę, pomimo przeszkód wszelkich, jakieby ci się zdarzyć mogły, a przekonacie się sami, kochany panie Adamie, jak wielką przyjemność wyrządzicie nam wszystkim w ogóle, w szczególności zaś wielbicielce pańskiej. "
Odczytawszy list ten, Adam odezwał się głośno:
? Czego się one tak uwzięły, mieć mnie u siebie dziś koniecznie? Coś w tem jest. Jeśli nie dla czego innego, to dla dogodzenia ciekawości, warto pójść. Zobaczymy.
Popatrzył aa zegarek. Do chwili, w której zazwyczaj wieczorki się rozpoczynają, pozostawało
jeszcze godziny półtory. Młody człowiek zasiadł przy biurku w zamiarze niestrwonienia czasu napróżno; lecz praca się go jakoś nie imała. Położył przed sobą ćwiartkę papieru białego, umaczał pióro i trzymał je nad papierem, aż zaschło, umaczał znów i znów zaschło. Położył więc pióro a wziął książkę. Czytanie mu jednak nie szło. Wysunął przeto jedną z szufladek biurka, wyjął ją całkowicie i przed sobą postawił.
Szufladka ta, więcej aniżeli do połowy zapełniona, stanowiła nie małą w swoim rodzaju ciekawość, będąc świadectwem pewnej towarzystwa naszego właściwości. Był to zbiór listów, jakie Adam, wciągu niedługiej swojej karyery literackiej, od kobiet otrzymywał, od kobiet wiekowych i młodych, niezamężnych i zamężnych, literatek i nieliteratek. Korespondencya ta dowodziła dwóch mianowicie rzeczy: najprzód, świerzbiączki pisania, panującej śród płci pięknej; powtóre, niepomiarkowania w entuzyazmie, jaki śród tejże płci wzbudza pojawienie się "nowego sitka na kołeczku. " Cóż to tam było! Przedewszystkiem, o listach tych to powiedzieć należy, że, gdyby to, co one w sobie zawierały, odezwało się głosem człowieczym, to powstaćby ztąd musiał taki wrzask, iż od takowego nie ogłuchłby chyba tylko głuchoniemy. Tyle tam było wykrzykników. Wykrzyknikom towarzyszyła ilość ogromna znaków zapytania i kropek. Co się tyczy stylu, ten iskrzył się, równie jak i treść, w której ognistość panowała nad poglądami rozumowemi, próbowanemi w każdym niemal liście. Ta wyzywała młodego autora do walki, wzywając go do podniesienia przyłbicy.
? "Wystąp, Ateko ? pisała jedna ? po rycerska!
Szufladka ta, więcej aniżeli do połowy zapełniona, stanowiła nie małą w swoim rodzaju ciekawość, będąc świadectwem pewnej towarzystwa naszego właściwości. Był to zbiór listów, jakie Adam, wciągu niedługiej swojej karyery literackiej, od kobiet otrzymywał, od kobiet wiekowych i młodych, niezamężnych i zamężnych, literatek i nieliteratek. Korespondencya ta dowodziła dwóch mianowicie rzeczy: najprzód, świerzbiączki pisania, panującej śród płci pięknej; powtóre, niepomiarkowania w entuzyazmie, jaki śród tejże płci wzbudza pojawienie się "nowego sitka na kołeczku. " Cóż to tam było! Przedewszystkiem, o listach tych to powiedzieć należy, że, gdyby to, co one w sobie zawierały, odezwało się głosem człowieczym, to powstaćby ztąd musiał taki wrzask, iż od takowego nie ogłuchłby chyba tylko głuchoniemy. Tyle tam było wykrzykników. Wykrzyknikom towarzyszyła ilość ogromna znaków zapytania i kropek. Co się tyczy stylu, ten iskrzył się, równie jak i treść, w której ognistość panowała nad poglądami rozumowemi, próbowanemi w każdym niemal liście. Ta wyzywała młodego autora do walki, wzywając go do podniesienia przyłbicy.
? "Wystąp, Ateko ? pisała jedna ? po rycerska!
Wystąp! Zmierz się zemną, dźwigającą wieków dziewiętnaście na barkach niewieścich! Ja rzeczywistość twoją cieniami otoczę, duchami zastraszę, kościami przywalę, prawdami odwiecznemi zabiję! Zmierz się, śmiałku zemną!" i t. d.
Inna usiłowała do jego trafić przekonania.
? "Zważ! ? pisała ? dokąd zdążasz? Co masz przed sobą? X!... Nie lepiejże uczynić przestawienie następujące: iksy wszelkie w tył zepchnąć lub na boki postrącać, a przed siebie postawić wielkie znajome i ku niemu kroczyć? Nie lepiej-że to, nie pewniej, nie bezpieczniej, znać cel pochodu, aniżeli wyszukiwać go dopiero? Nie lepiej-że to, nie pewniej, nie bezpieczniej, iść gościńcem szerokim, wytkniętym, w drogoskazy zaopatrzonym, aniżeli otwierać go sobie dopiero, zapomocą cyrkla, bussoli, mikroskopu, młotka, skalpela?" i t. d.
Inna znów uznawała się nawróconą i wołała:
? "Idź śmiało, naprzód! rozświetlaj drogi słowem brylantowem! Dąż ku prawdzie nieznanej zapomocą świadectw sprawdzonych! ? ja z tobą!" i t. d.
Dwa obozy zaatakowały go równocześnie z dwóch stron przeciwnych, i obydwa stały na jednym spólnym gruncie, którym było entuzyastyczne uznanie jego talentu. Jeden występował przeciwko niemu, drugi za nim. W listach, ten ostatni reprezentowanym był daleko liczniej, aniżeli pierwszy. Młodzieniec brał listy jeden po drugim i przebiegał je oczami. Rozweselały go one. Uśmiechał się. Te co od przeciwniczek jego pochodziły, składał na lewo, te których autorkami były jego stronniczki składał na prawo. Znajdował się jednak jeszcze i rodzaj trzeci, listy bezimienne, które także dzieliły się na dwie kategorye powyższe, zawierały w so-
Inna usiłowała do jego trafić przekonania.
? "Zważ! ? pisała ? dokąd zdążasz? Co masz przed sobą? X!... Nie lepiejże uczynić przestawienie następujące: iksy wszelkie w tył zepchnąć lub na boki postrącać, a przed siebie postawić wielkie znajome i ku niemu kroczyć? Nie lepiej-że to, nie pewniej, nie bezpieczniej, znać cel pochodu, aniżeli wyszukiwać go dopiero? Nie lepiej-że to, nie pewniej, nie bezpieczniej, iść gościńcem szerokim, wytkniętym, w drogoskazy zaopatrzonym, aniżeli otwierać go sobie dopiero, zapomocą cyrkla, bussoli, mikroskopu, młotka, skalpela?" i t. d.
Inna znów uznawała się nawróconą i wołała:
? "Idź śmiało, naprzód! rozświetlaj drogi słowem brylantowem! Dąż ku prawdzie nieznanej zapomocą świadectw sprawdzonych! ? ja z tobą!" i t. d.
Dwa obozy zaatakowały go równocześnie z dwóch stron przeciwnych, i obydwa stały na jednym spólnym gruncie, którym było entuzyastyczne uznanie jego talentu. Jeden występował przeciwko niemu, drugi za nim. W listach, ten ostatni reprezentowanym był daleko liczniej, aniżeli pierwszy. Młodzieniec brał listy jeden po drugim i przebiegał je oczami. Rozweselały go one. Uśmiechał się. Te co od przeciwniczek jego pochodziły, składał na lewo, te których autorkami były jego stronniczki składał na prawo. Znajdował się jednak jeszcze i rodzaj trzeci, listy bezimienne, które także dzieliły się na dwie kategorye powyższe, zawierały w so-


