Zobacz też:







i w ławeczki zaopatrzonych. Droga i chodniki dopierają do placu obszernego, przedstawiającego regularne koło. Otacza je niby las, śród którego przeglądają kształty zgrabne kiosków chińskich i szaletów szwajcarskich. Pośrodku koła wznosi się estrada drewniana, daszkiem malowanym przykryta i w latarnie na słupach żelaznych przyozdobiona. Estradę tę zajmuje właśnie muzyka wojskowa, rzucająca na echa utwory ? raz Lannera, znów Straussa, to znów Gounoda, Rossiniego, Wagnera, utwory rozmaitych szkół i rozmaitych stylów, w celu zapewne zaspokojenia rozmaitych gustów publiczności licznie zgromadzonej.
Z opisu powyższego domyśli się czytelnik, że rzecz dzieje się w mieście wielkiem, i że kioski owe i szalety, przez drzewa przeglądające, niczem są innem, jeno biuwetami i buffetami.
Pod jednym szaletem, około stołu krągłego, siedzi młodzieży kilku. Na stole szklanki, w jednych piwo, w drugich woda sodowa, w innych woda z sokiem wyciśnionym z jagód wiszni, malin lub pożyczek. Nad głowami ich szumią drzewa, pod konary których unoszą się lekkie obłoczki dymu sygar i papierosów, któremi młodzież zdaje się być zajęta bardziej, aniżeli gawędką, toczącą się, jak Francuzi powiadają: ?  bâtons rompus. Ten wspomni o tem, ów o owem, ten rzuci słówko, ów dwa. Rozmowa nie miała ogniska, aż nagle znalazła takowe w dźwiękach muzyki, która, po przestanku chwilowym, urznęła marsza z Tannhäusera. Z młodzieży jeden, kołyszący się dotychczas od niechcenia na stołku, wyprostował się, rękę podniósł i począł nią takt wybijać, kierując z przyciskiem głową i powtarzając od czasu do czasu:
? Raz dwa, raz dwa, a! o! wybornie! świetnie!
? Zapalonyś do muzyki przyszłości ? odezwał się jeden.
? Zwłaszcza od chwili, w której odczytałem artykuł jego o niej.
Mówiąc to, skinieniem głowy wskazał na siedzącogo obok młodzieńca, odznaczającego się śród towarzyszy powabnością męzkiej postawy. Czoło otwarte i myślące, rysy oblicza regularne, oko ciemne, włos płowy, na wardze zwierzchniej mszył mu się wąs bujność zapowiadający, szczęki i podbródek okrywał zarost młodociany, na głowie miał kapelusz z szerokiemi kryzami, na sobie ubiór z taśmami.
? A? ? odrzucił inny młodzieniec. Pisałeś o muzyce przyszłości?
Zapytany, zamiast odpowiedzi, skinął lekko głową, i opromienił usta uśmiechem półsardonicznym.
? I w którem piśmie?
? W Kwiatach ? odpowiedział za niego inny z grona.
? Nie czytałem tego.
? Nie dziw. Kwiaty tylko co z pod prassy wyszły: miałem je w ręku mokre jeszcze.
? To sprawi wrażenie, raz dla tego że to, w Kwiatach, powtóre dla tego, że to wyszło z pod pióra jego. Kwiaty przecież gardłują przeciwko Wagnerowi i przekonaniami, jakie wyznają, stoją względem wyznawanych przez ciebie na biegunie przeciwnym. Chyba się nawróciły nagle.
? Djabła tam! ? odparł jeden.
Autor artykułu w rozmowie, jaka się w obec niego toczyła, widocznie wolał być słuchaczem aniżeli
uczestnikiem. Milczał, uśmiechał się i wodę z sokiem popijał.
? Z podziwu wyiść nie mogę. Kwiaty? i on w Kwiatach, z artykułem za muzyką przyszłości? Zagadka.
? Do rozwiązania której klucz znaleźć łatwo. On dziś en vogue. Pismom, do których pracuje, prenumeratorów przybywa. Jego więc artykuł w Kwiatach, właśnie dla sprzeczności z przekonaniami pisma, nada pismu rozgłos, którego mu brak.
? Rozgłos chwilowy ? rzucił któś.
? Przepraszam ? podchwycił inny. Koniec kwartału, ? Kwiatom potrzebną była reklama.
Na słowa ostatnie, młody autor wzdrygnął się, brwi zmarszczył, pochwycił ze stołu szklankę z sokiem i duszkiem ją wychyliwszy, zerwał się i bez pożegnania towarzystwo opuścił.
Młodzi ludzieroczami przez chwilę przeprowadzali go śród drzew, a gdy zniknął, jeden z  nich rękę podniósł i rzekł:
? No! Redakcya suto zapłacić mu musiała, założyłbym się, po złotówce od wiersza, najmniej. Musiał jednak choć trochę zastosować się do niej.
? Nic a nic. Występuje z całą właściwą sobie pychą.
? Ta, ta, ta ? podchwycił jeden z takich co milczał dotychczas. Czytajno pomiędzy wierszami. Tam więcej zręczności, aniżeli pychy, i, i ? tu dłonią ku nosowi własnemu machał, wąchanie udając ? wieje z artykułu tego zapaszek ustępstw na przyszłość.
? Być nie może! ? zawołało dwu naraz. Zkądże by to!
? A zkądże?
? Pieniądze chyba.
? Aa! zaprotestowało kilku jednogłośnie.
? Hm ? odezwał się jeden ? gdzie dyabeł nie może, tam babę poszle.. Bywa na herbatach literackich u pani Eulalii... Pani Eulalia z jednej strony, panna Idealia z drugiej, Kornelcia z przodu, zaprzężona na kształt gołąbka, ciągnącego wóz Afrodyty, kilka innych do koła. pluskających się w lazurach powietrznych, jak najady i nereidy w wodzie.... no.... oto powody, dla których on mięknąć zaczyna....
? Szkoda, a taki był twardy, jak żelazo....
? Ho-hm... baby i najtwardsze rozegrzać potrafią i spłaszczyć na blachę papierowej cienkości... Im to podziękować należy za tyle pism płaskich i za tylu płaskich uczonych, filozofów, belletrystów, krytyków, poetów.. Mecenaski!.. zakończył, nadając wyrazowi ostatniemu akcent pogardliwy.
? Bravo! ? podchwycił brunet słuszny. Pisałeś dotychczas za emancypacyą kobiet... Spodziewani się, że od tego momentu będziesz przeciwko emancypacyi pisał...
? Pisać będę, jak pisałem ? odparł spokojnie przeciwnik mecenasek ? nastając na sprostowanie edukacyi, tak dla płci jednej, jak dla drugiej.... Emancypacya w sprzężeniu z edukacyą dotychczasową, mającą głównie na celu układanie ludzi, jak się psy układa, prowadzić musi do rezultatów najsmutniejszych... Tej to edukacyi przedstawicielkami są właśnie mecenaski tutejsze i dla tego żałuję go, że się im w ręce dostał.,. Osmalą mu skrzydła, jak osmaliły niejednemu, te Minerwy ogniste...
? Szkoda ? westchnęło kilku.
Po westchnieniu tem zapanowało milczenie. Mło-
dzi ludzie jeden po drugim wychylali szklanki swoje, wstawali i oddalali się. Ostatnim był mecenasek przeciwnik. Ten pił piwo, zapomniał jednak o trunku, siedział w zamyśleniu, z którego wyrwało go przybycie osób obcych, zajmujących opuszczone przez towarzyszy jego siedzenia. Wówczas i on wstał, kapelusz sobie na głowie poprawił i udał się jednym z bocznych chodników w miasto, oświecone latarniami gazowemi. Przeszedł przez ulic kilka, mimo sklepów o wystawach wspaniałych, mimo gmachów o pretensyach architektonicznych, mimo pomników świadczących o sławie minionej i zatrzymał się przed kamienicą kilkupiętrową. Zatrzymał się na chwilkę tylko, spojrzał na szereg okien drugiego pietra, głową kiwnął i wszedł. Szedł schodami do góry. Na piętrze drugiem zwrócił się w długi korytarz, oświetlony dziobem gazowym, minął szereg drzwi i zapukał do przedostatnich.
? Proszę! ? odezwał się głos ze środka.
Młody człowiek wszedł do apartamentu, który się składał z dwóch izb: z frontowej i z bocznej. Ta ostatnia zaopatrzona w łóżko z pościelą, w umywalnię, szafę na rzeczy, stół jeden i stołków parę, pełniła funkcyę sypialni. Sprzęciki były w niej bardzo skromne. Łóżko żelazne, szafa sosnowa pokostem nawet nie powleczona, stołki proste bez poręczy, pościel perkalikowa. We frontowej za to dość obszernej, umeblowanie odznaczało się wykwintem niejakim, okazującym się na tych szczególnie sprzętach, których obecność znamionowała salon, a mianowicie: na kanapie wybijanej, na stojącym przed nią. pismami zarzuconym, stole okrągłym, na dwóch fotelach i na czterech krzesłach, symetrycznie do koła stołu ustawionych. Przy stole tym