Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 30
stroiła minko bogobojnie. Pani Tulicka ciągnęła dalej:
? Same panny sidła teraz na kawalerów nastawiają, i ja Bogu się dosyć nadziękować nie mogę, że moja Olesia nie taka.
? Ol Olesia! ? odrzekła pułkownikowa, popierając wykrzyknik ten gestem stosownym.
? Choć to moja córka, muszę jednak tę jej oddać sprawiedliwość, że chociażby do lat dwudziestu pięciu (które już zapasem były) za mąż nie poszła, pewnieby na kawalerów nie polowała.
? Wiem ja o tem ? wtrąciła pułkownikowa.
? Z zadziwienia też wyjść nie mogę, że Ewunia ma taki przed oczami przykład, a nie korzysta z niego.
? Ewunia? ? zapytała pułkownikowa ze zdumieniem.
? Muszę pani drogiej otwarcie powiedzieć, otwartość to słabość moja, że od czasu niejakiego postrzegam, iż Ewunia zarzuca wędkę na pana hrabiego.
? Na brata mego?
? Na pana hrabiego ? powtórzyła pani Tulicka z politowaniem.
? A to rzecz niesłychana! Pani dobrodziejka może się myli?
? Niczegobym mocniej nie pragnęła, jak mylić się. Niestety! nie, nie mylę się. Nie dowierzałabym oczom własnym, ale.... a....
? Co? widziała może i Olesia?
? Nie, pani kochana. Olesia choćby widziała, toby się nie poznała na rzeczach takich. Toż, prawdę mówiąc, ona dziecko prawie jeszcze. Ja jednak mam sobie za obowiązek sumienia przestrzedz o tem panią drogą, od której doznałam tyle dowodów do-
? Same panny sidła teraz na kawalerów nastawiają, i ja Bogu się dosyć nadziękować nie mogę, że moja Olesia nie taka.
? Ol Olesia! ? odrzekła pułkownikowa, popierając wykrzyknik ten gestem stosownym.
? Choć to moja córka, muszę jednak tę jej oddać sprawiedliwość, że chociażby do lat dwudziestu pięciu (które już zapasem były) za mąż nie poszła, pewnieby na kawalerów nie polowała.
? Wiem ja o tem ? wtrąciła pułkownikowa.
? Z zadziwienia też wyjść nie mogę, że Ewunia ma taki przed oczami przykład, a nie korzysta z niego.
? Ewunia? ? zapytała pułkownikowa ze zdumieniem.
? Muszę pani drogiej otwarcie powiedzieć, otwartość to słabość moja, że od czasu niejakiego postrzegam, iż Ewunia zarzuca wędkę na pana hrabiego.
? Na brata mego?
? Na pana hrabiego ? powtórzyła pani Tulicka z politowaniem.
? A to rzecz niesłychana! Pani dobrodziejka może się myli?
? Niczegobym mocniej nie pragnęła, jak mylić się. Niestety! nie, nie mylę się. Nie dowierzałabym oczom własnym, ale.... a....
? Co? widziała może i Olesia?
? Nie, pani kochana. Olesia choćby widziała, toby się nie poznała na rzeczach takich. Toż, prawdę mówiąc, ona dziecko prawie jeszcze. Ja jednak mam sobie za obowiązek sumienia przestrzedz o tem panią drogą, od której doznałam tyle dowodów do-
broci. Chociaż Ewunia jest kuzynką moją, ale ja wyżej cenię dobroć pani, aniżeli kuzynowstwo wszelkie, Ewunia już nie dziecko., za postępki swoje odpowiada sama, przeto, z otwartością całą, przestrzegam panią kochaną.
? Dziękuję pani dobrodziejce, jak najserdeczniej dziękuję ? była pułkownikowej odpowiedź.
? Zrobiłam swoje, jak mi sumienie nakazywało, -
? Jeszcze raz dziękuję ? podchwyciła pułkownikowa ? a mam do dziękowania powody bardzo ważne Brat mój ? tu przybrała ton konfidencyonalny ? jest to, najlepszy, najlepszego serca człowiek, i tu dobrze (pokazała sobie na serce), i tu nie najgorzej (pokazała sobie na czoło), ale, dla tego właśnie że w sercu dobrze, łatwym jest do opętania, Nic dziwnego ? człowiek bez obowiązków. Gdyby był obowiązkiem wiązany, to, ponieważ jest człowiekiem honoru czystym jak kryształ, byłby przez to samo zagwarantowanym. Tak zaś, lękam się o niego, ażeby go nie skusiła, broń Boże, piękna twarzyczka jaka. Bo niechby się żenił, nie mam przeciwko temu nic; niechby się żenił z brzydką, z ubogą, byle z taką, pomiędzy którą a nim zachodziłaby compatibilité charakteru, temperamentu humoru i wychowania, inaczej bowiem wolałabym, żeby sobie kamień u szyi uwiązał i do wody skoczył... Niechby się żenił z ubogą, powiadam, on będzie miał dosyć na podtrzymanie splendoru hrabstwa swego, dzięki Jałomnickim litewskim; niechby się żenił z brzydką; mnie nie o gładkość lica lecz o piękność duszy w żonie iego chodzi; niechby tylko nie brał egoistki, bo, przy bogactwie i piękności, zostałby z najnieszczęśliwszych najnieszczęśliwszym.
? Mój Boże! ? westchnęła p. Tulicka, o uszy któ-
? Dziękuję pani dobrodziejce, jak najserdeczniej dziękuję ? była pułkownikowej odpowiedź.
? Zrobiłam swoje, jak mi sumienie nakazywało, -
? Jeszcze raz dziękuję ? podchwyciła pułkownikowa ? a mam do dziękowania powody bardzo ważne Brat mój ? tu przybrała ton konfidencyonalny ? jest to, najlepszy, najlepszego serca człowiek, i tu dobrze (pokazała sobie na serce), i tu nie najgorzej (pokazała sobie na czoło), ale, dla tego właśnie że w sercu dobrze, łatwym jest do opętania, Nic dziwnego ? człowiek bez obowiązków. Gdyby był obowiązkiem wiązany, to, ponieważ jest człowiekiem honoru czystym jak kryształ, byłby przez to samo zagwarantowanym. Tak zaś, lękam się o niego, ażeby go nie skusiła, broń Boże, piękna twarzyczka jaka. Bo niechby się żenił, nie mam przeciwko temu nic; niechby się żenił z brzydką, z ubogą, byle z taką, pomiędzy którą a nim zachodziłaby compatibilité charakteru, temperamentu humoru i wychowania, inaczej bowiem wolałabym, żeby sobie kamień u szyi uwiązał i do wody skoczył... Niechby się żenił z ubogą, powiadam, on będzie miał dosyć na podtrzymanie splendoru hrabstwa swego, dzięki Jałomnickim litewskim; niechby się żenił z brzydką; mnie nie o gładkość lica lecz o piękność duszy w żonie iego chodzi; niechby tylko nie brał egoistki, bo, przy bogactwie i piękności, zostałby z najnieszczęśliwszych najnieszczęśliwszym.
? Mój Boże! ? westchnęła p. Tulicka, o uszy któ-
rej wzmianka od niechcenia o Jałomnickich litewskich nie obiła się bez pozostawienia śladu po sobie.
? Ja go znam, wiem ja jakiej mu żony potrzeba.Dziękuję więc pani kochanej za łaskawą a tak dobrze przyjacielską przestrogę. Będę starała się złemu zapobiedz póki czas i jeżeli można. Jeżeli można, powiadam, pan brat mój bowiem umie być niekiedy upartym. Byłoby to nieszczęście.
? Nieszczęście ? powtórzyła p. Tulicka.
? Ja Ewunię znam.
? Och! i ja znam!
? Jej by potrzeba męża takiego, jak Zgrzebłowicz.
? A! ? machnęła p. Tulicka ręką.
? Wziąłby jegomościankę krótko w cugle, w szenkle (wyraz pułkowy) i w ostrogi, i chodziłaby, jak w menażu. Co to za różnica z Olesia !
? Pani łaskawa! ? zawołała pani Tulicka w zachwyceniu. Co za różnica! jak niebo do ziemi.
W całej tej poufnej pogadance, ostatnie tylko wykrzykniki zawierały w sobie prawdę. Prawda! pomiędzy Olesia a Ewunią zachodziła różnica ogromna. Olesia, w odniesieniu do porównania, do jakiegośmy powyżej instrumentu muzycznego użyli, była kwintą już zdezelowaną. Ewunia zachowywała w sobie całą jędrność struny i była do użycia w sposób odpowiedni,
Zapragnęła mocno p. Jakóba bliżej poznać. Próbowała tego trzy razy i trzy razy niepowodzenia doznała. Aż nareszcie, brat pułkownikowej sam niejako w serce jej wlazł.
Spotkali się w ogrodzie. Panna Ewa zoczyła go zdaleka i pośpieszyła do niego.Ujrzawszy ją przed sobą, żachnął się i krzyknął:
? Ja go znam, wiem ja jakiej mu żony potrzeba.Dziękuję więc pani kochanej za łaskawą a tak dobrze przyjacielską przestrogę. Będę starała się złemu zapobiedz póki czas i jeżeli można. Jeżeli można, powiadam, pan brat mój bowiem umie być niekiedy upartym. Byłoby to nieszczęście.
? Nieszczęście ? powtórzyła p. Tulicka.
? Ja Ewunię znam.
? Och! i ja znam!
? Jej by potrzeba męża takiego, jak Zgrzebłowicz.
? A! ? machnęła p. Tulicka ręką.
? Wziąłby jegomościankę krótko w cugle, w szenkle (wyraz pułkowy) i w ostrogi, i chodziłaby, jak w menażu. Co to za różnica z Olesia !
? Pani łaskawa! ? zawołała pani Tulicka w zachwyceniu. Co za różnica! jak niebo do ziemi.
W całej tej poufnej pogadance, ostatnie tylko wykrzykniki zawierały w sobie prawdę. Prawda! pomiędzy Olesia a Ewunią zachodziła różnica ogromna. Olesia, w odniesieniu do porównania, do jakiegośmy powyżej instrumentu muzycznego użyli, była kwintą już zdezelowaną. Ewunia zachowywała w sobie całą jędrność struny i była do użycia w sposób odpowiedni,
Zapragnęła mocno p. Jakóba bliżej poznać. Próbowała tego trzy razy i trzy razy niepowodzenia doznała. Aż nareszcie, brat pułkownikowej sam niejako w serce jej wlazł.
Spotkali się w ogrodzie. Panna Ewa zoczyła go zdaleka i pośpieszyła do niego.Ujrzawszy ją przed sobą, żachnął się i krzyknął:
? Ach!
? Przepraszam ? zaczęła panienka. Przestraszyłam pana.
Nie spodziewałem się pani. Nagłe jej pojawienie się zdziwiło mnie, ztąd okrzyk.
? Szukałam pana.
? Pani? mnie? Cóż za honor dla mnie?
? Czy pan chce przechadzać się ze mną w alei, czy też woli usiąść w altanie?
? W altanie, jeżeli pani nad nią alei nie przekłada.
? Chodźmy więc.
Wsunęła mu rękę pod pachę i poprowadziła go tam, gdzie nad ławeczką darniową wisiały prątki brzozy płaczącej, otoczonej w półkole krzewami, formującemi zacisze, ustronne i romantyczne.
Pan Jakób kroczył z zacięciem szarmanckiem, pociągając kamizelkę i chrząkając. Obok niego, wiotka i smukła postać panny Ewy odbijała mocno.
Przyszli.
? Altana! ? rzekł. A, imitacya altany. Ta brzoza płacząca nie jest bez wdzięku, bez wdzięku dzikiego.
? Panna Ewa usiadła i odezwała się:
? Proszę pana.
I ukazała mu ręką miejsce obok siebie.
Usiadając p. Jakób mówił:
? Przysiągłbym, że pani siaduje tu często.
? Tobyś pan krzywoprzysięztwa się dopuścił. W altance tej rzadkim jestem gościem, wchodzę do niej w razach tylko wyjątkowych, jak obecnie, kiedy panowie zajęci są preferansikiem, panie zajęte rozmową ? i niezajętymi niczem jesteśmy tylko: pan i ja. Długom na tę chwilę czekała.
? Przepraszam ? zaczęła panienka. Przestraszyłam pana.
Nie spodziewałem się pani. Nagłe jej pojawienie się zdziwiło mnie, ztąd okrzyk.
? Szukałam pana.
? Pani? mnie? Cóż za honor dla mnie?
? Czy pan chce przechadzać się ze mną w alei, czy też woli usiąść w altanie?
? W altanie, jeżeli pani nad nią alei nie przekłada.
? Chodźmy więc.
Wsunęła mu rękę pod pachę i poprowadziła go tam, gdzie nad ławeczką darniową wisiały prątki brzozy płaczącej, otoczonej w półkole krzewami, formującemi zacisze, ustronne i romantyczne.
Pan Jakób kroczył z zacięciem szarmanckiem, pociągając kamizelkę i chrząkając. Obok niego, wiotka i smukła postać panny Ewy odbijała mocno.
Przyszli.
? Altana! ? rzekł. A, imitacya altany. Ta brzoza płacząca nie jest bez wdzięku, bez wdzięku dzikiego.
? Panna Ewa usiadła i odezwała się:
? Proszę pana.
I ukazała mu ręką miejsce obok siebie.
Usiadając p. Jakób mówił:
? Przysiągłbym, że pani siaduje tu często.
? Tobyś pan krzywoprzysięztwa się dopuścił. W altance tej rzadkim jestem gościem, wchodzę do niej w razach tylko wyjątkowych, jak obecnie, kiedy panowie zajęci są preferansikiem, panie zajęte rozmową ? i niezajętymi niczem jesteśmy tylko: pan i ja. Długom na tę chwilę czekała.
Prosty, naturalny i śmiały wyrażania się jej sposób, strącał p. Jakóba z tego punktu równowagi, na którym trzymać się zwykli mistrze gadania o niczem. Dla nadania sobie kontenansu, musiał chrząkać i kamizelkę pociągać. Nie uważał za właściwe zapytać jej, co miała za powód do oczekiwania na chwilę spotkania się z nim sam na sam. Zakrawałoby to na zagajenie rozmowy o interesach. Szukał więc ratunku w ogólnikach.
? Och! cóż to za szczęście dla mnie, co zazaszczyt! ? zawołał.
? Długom czekała na chwilę pomówienia z panem.
? Pani!
? Pomówienia w interesie.
? Znam go! ? pomyślał sobie p. Jakób, Tegom się właśnie lękał.
? Pragnę poznać przez pana świat ten, którego pan przedstawicielem jesteś.
Pan Jakób spojrzał na nią wzrokiem wyrazu zapytania i zdumienia pełnym a powiadającym: nie rozumiem. Panna Ewa mówiła dalej:
? Żądanie moje wyda się panu oryginalnem, jeżeli nie dziwacznem.... Wytłómaczę się więc z niego. Pokutuje we mnie zapytań dużo, bardzo dużo, czekam na nie odpowiedzi i znaleźć takowych nie mogę. W świecie naszym, chrustowskim, zapytań tych istnienia nawet nie podejrzewają, a kiedy je stawiam, odpowiadają mi na nie najczęściej szyderstwem. Szyderstwo nie jest odpowiedzią zadawalniającą, pan to zapewne sam przyzna. Co jednak gorzej, przekonałam się, że stanowi ono parti pris, jakbym była istotą, nie zasługującą na odpowiedzi
? Och! cóż to za szczęście dla mnie, co zazaszczyt! ? zawołał.
? Długom czekała na chwilę pomówienia z panem.
? Pani!
? Pomówienia w interesie.
? Znam go! ? pomyślał sobie p. Jakób, Tegom się właśnie lękał.
? Pragnę poznać przez pana świat ten, którego pan przedstawicielem jesteś.
Pan Jakób spojrzał na nią wzrokiem wyrazu zapytania i zdumienia pełnym a powiadającym: nie rozumiem. Panna Ewa mówiła dalej:
? Żądanie moje wyda się panu oryginalnem, jeżeli nie dziwacznem.... Wytłómaczę się więc z niego. Pokutuje we mnie zapytań dużo, bardzo dużo, czekam na nie odpowiedzi i znaleźć takowych nie mogę. W świecie naszym, chrustowskim, zapytań tych istnienia nawet nie podejrzewają, a kiedy je stawiam, odpowiadają mi na nie najczęściej szyderstwem. Szyderstwo nie jest odpowiedzią zadawalniającą, pan to zapewne sam przyzna. Co jednak gorzej, przekonałam się, że stanowi ono parti pris, jakbym była istotą, nie zasługującą na odpowiedzi


