Zobacz też:







aniżeli gołąb na dachu. " Pułkownikowa tedy wolała tymczasowie dla pana Jakóba Olesię ze sperandą skromną na Chrustów, aniżeli Ewunię ze sperandami na najświetniejsze sukcessye w świecie.
Pomiędzy panią Kawską a panią Tulicką, zawiązał się stosunek poufnej zażyłości opartej na wspólnej dla Olesi admiracyi.
Jedna i druga unosiły się nad aniołem tym. Był to niby wspólny ich obydwóch skarb.
? Dobrze pani dobrodziejka robi, że się z wydawaniem jej za mąż nie śpieszy ? bywały słowa pułkownikowej.
? Czegóż się mam śpieszyć! Prawie dziecko jeszcze.
? A jak to się świetnie stało, żeśmy ją Zgrzebłowiczowi sprzątnęły.
? Ach! prawda.... chociaż zdecydowaną byłam dać mu odprawę bez ceremonii najmniejszej.
? No tak... lepiej jednak, że się wszelkiego afiszowania uniknęło.
Wyraz "afiszowanie" służył za postrach dla pani Tulickiej. Pułkownikowa poznała to i wyrazu tego używała odpowiednio. Kiedy naprzykład chciała Olesię zabrać do Gawronów prosiła o nią w sposób następujący:
? Niechże mi ją pani kochana na dni parę pożyczy. U mnie jej, jak u pana Boga za drzwiami: nie afiszuje się.
I pani Tulicka pożyczała córkę. Ta zaś ostatnia pożyczała się z ochotą wielką, a za powrotem z Gawronów, zwierzała się przed rówiennicą swoją Ewunia, tak z wrażeń, jakich tam doznawała jako też i z nowych na rzeczy poglądów, które zdobywała.
? Wiesz moja droga ? powiadała ? poznałam różnicę pomiędzy światami... Światy się dzielą: na najniższy, wyższy, jeszcze wyższy i najwyższy... Nie potrafię powiedzieć ci ile jest stopni, ale to pewna, że stopnie są i że na każdym życie inne, atmosfera coraz to czystsza, lżejsza i milsza. Poznałam przedstawiciela świata wyższego, aniżeli nasz Chrustowski...
? Któż to? ? zapytywała panna Ewa.
Zapytywała długo nadaremnie aż w końcu panna Aleksandra nazwała jej przedstawiciela owego:
? Hrabia Jakób Jałomnicki...
? Cóż ty powiadasz! ? zawołała ? ten gamoń?
--- On się tak wydaje z punktu widzenia światka Chrustowskiego tak jak Staś wydawać się zapewne musi z punktu widzenia, dajmy na to, ekonomskiego Jestto jednak człowiek wartości niemałej.
Panna Ewa zanotowała sobie w pamięci słowa powyższe i doznała we względzie Pana Jakóba pociągu jakiegoś, który był, powiedzieć pośpieszamy, prostą ciekawością.
I ona przeczuwała światy inne, dla tego, że świat chrustowski zaspokojenia jej nie dawał. Zdarzył się jej w odniesieniu do onego ten wypadek, że wystrzeliła nadeń głową. Był to wypadek, który nazwaćbyśmy mogli nadzwyczajnym. Panna Ewa nie uczyła się ani więcej ani czego innego jeno tego samego czego się uczyła Henryka i Aleksandra, nie czytała ani więcej ani czego innego, jeno to samo co czytała jedna i druga. Podczas jednak kiedy jednej nauka i czytanie przez umysł się przelewały jak woda przez sito, podczas kiedy druga podchwytywała i przyswajała sobie stronę jedynie formalną,
ona, parta  ciekawością, podnosiła obsłony zaglądała do środka, poszukiwała treści i znajdowała takową w najbłahszej nieraz książce. W ten sposób umysł jej bogacił się w postulaty naukowe, oczekujące na zaspokojenie, zarazem zaś i rozwijał się dzięki tymże samym postulatom zmuszającym ją do myślenia Stąd myśli jej osnuwały się około punktów treściwych nieznanych wcale w świecie chrustowskim.
Nie dziw więc, że przedstawiciel świata innego zainteressował ją.
Pan Jakób rzadkim bywał w Chrustowie gościem a kiedy przyjeżdżał, panna Ewa nie zwracała na niego uwagi większej, jak na gościa każdego innego. Bawiła go, jak bawiła Kaziów, Baziów, Józiów, jak bawiła panów sędziów, panów podsędków, panów komorników, jak bawiła księdza proboszcza lub księdza wikarego, sposobem pozytywki nakręconej do odegrywania wytycznych ćwiekami na walcu sztuczek. Dowiedziawszy się atoli o przedstawicielstwie jego, zaciekawiła się wielce do niego, i za pierwszą bytnością p. Jakóba w Chrustowie, przyjęła go z tym uśmiechem obiecującym i nęcącym, zapomocą którego kokietki tłumowi imponują.
Uśmiech ten odnosił się, nie do jego osoby, lecz do jego przedstawicielstwa, za pośrednictwem którego zasięgnąć pragnęła wiadomości ze świata innego.
Nie udało się jej to za pierwszym razem, nie udało się za drugim i za trzecim. Zabiegi jej, mające pozór natarczywości, nie uszły baczności obserwujących ją z boku pułkownikowej, p. Tulickiej i panny Aleksandry. Wywiązała się z tego powodu paplanina, rozłożona na warsztatów kilka.
Na jednym gadała siostra z bratem:
? Czy uważasz ty ? były słowa pierwszej ? że Szamocianka bierze się do ciebie?
? Miarkuję coś ? odrzekł zapytany.
? Powinnoby ci to pochlebiać... powolna dziewczyna.
? Hm, zapewne, ale? Przypuśćmy iżby się rozkochała.
? At... rozkochała? Jeżeliby się rozkochała, miałbyś rozrywki trochę, ale za to kłopotu dużo. Chyba, iżby.
Zamyśliła się. Pan Jakób zapytał:
? Co?
? Iżby dało się Tulicka i Szamociankę wprowadzić w położenie dwóch kotów podrażnionych, w jednym zawiązanych worku. Co myślisz Jakóbciu?
? Dałoby się to ? odparł zagabnięty, po chwilce namysłu.
? Weź-że no się ty do tego.... tylko, wiesz? ot tak.... delikatnie tylko, zgrabniutko, po ułańsku, niech to się sobie niby samo przez się zrobi.
Matka z córką, na drugim warsztacie, następującą miały pogadankę:
? Czy uważa mama kochana, Ewunia?
? Uważam, moje dziecko. Ale, co tam!
Córka odchrząknęła.
? Tak wyraźnie zastawiać na hrabiego samotrzask, to się, dalibóg, nie godzi.
? Co to nas obchodzić może!
? Zapewne, zawsze jednak, to się nie godzi.
? Ewunia, jak sobie pościele, tak się wyśpi.
? Tak, widzi jednak mama kochana, hrabia jest to człowiek serca najlepszego, szkodaby więc go było, gdyby się uwikłać dał.
? Jest jednak wytrawny, doświadczony i rozumu pełen, jak powiadasz sama.
? Zapewne, jednakże, bywają zdarzenia, że i najrozumniejsi w pułapki wpadają.
? Cóż więc, życie moje?
? Mnie się zdaje, iżby wypadało może, przestrzedz.
? I, do czego to!
? Ach, mamo! ? wybuchnęła córka. Jabym mocno na tem ucierpiała, gdyby człowiek taki dostałsię w ręce takiej egoistki.... Gdybyż go ona kochała! Ewunia jednak nie kocha i kochać nie może nikogo, z wyjątkiem samej siebie. Proszę mamy kochanej, w tym względzie sumienie samo nakazuje przestrzedz.
? Ale, kogo mianowicie? ? zapytała matka ? pułkownikową chyba?
? Niech mama, z łaski swojej, pomówi z pułkownikową, a ja....
Matka podniosła na córkę oczy. Ta odparła:
? Albo nie. Ja nic. Co mama powie pułkownikowej, to będzie może wystarczającem.
Warsztat trzeci rozciągał się pomiędzy pułkownikową a p. Tulicką.
? Proszę pani kochanej ? zaczęła ta ostatnią ? de jakiego to stopnia zepsucie w świecie posuwa się teraz! Za naszych czasów panna na wydaniu skromnie i cicho czekała, aż kto się jej trafi.... Teraz, pani dobrodziejko, teraz panny same sidła zastawiają....
Pułkownikowa uśmiechnęła się półzłośliwie, przypomniawszy sobie zapewne swoje czasy i owego wąsatego a srogiego majora, wnet jednak na-