Zobacz też:







gdy zaś tą uciechą dzielić się z kimś chciała, wówczas spotykało ją jedno z dwojga: albo natrafiała na człowieka, co jej słuchał, jak się słucha szczebiotu ptaszka, z lekceważeniem, jeżeli nie z politowaniem, lub z drwiącym na ustach uśmiechem, albo też natrafiała na człowieka, co na jej poglądy odpowiadał poglądami na psy, konie, koty, koguty i inne bestye. W towarzystwie, śród którego wzrosła, pomiędzy nią a towarzystwem owem brakło kleju. Tu zaś, pomimo że o literaturze ? nie tylko ojczystej ale żadnej ? słówka nie wspomniano, klej znajdował się w obfitości takiej i w gatunku takim, że Olesia lgnęła do pułkownikowej, lgnęła do hrabiego, czuła się śród nich z chwilą każdą coraz ta bardziej na swojem miejscu i poznawała tę istotę "wychowania dobrego, " co to miłym, pożądanym i zasobów pełnym czyni człowieka, nie mającego ani o naukach, ani o literaturze, ani o sztukach pięknych, ani o żadnej rzeczy, która jego jest, wyobrażenia najmniejszego.
Czas jej upływał, umykał ? nie nudziła się wcale Lgnęła do Gawronów, w których ją tak kochano, takiemi otaczano atencyami ? lgnęła mianowicie do hrabiego i spoufaliła się z nim, znajdując go niewyczerpanym w pomysłach, we względzie owych niców, które stale myśli jej zapełniały. Nabierała o samej sobie wyobrażenia coraz to lepszego; jej "ja" podnosiło się w niej niejako, a wszystko to dzięki hrabiemu ? temu hrabiemu, którego lekceważono w sferze chrustowskiej.
0! jakiem że ją ta sfera politowaniem przejmowała!
Kto się z nim równać mógł? Nie znajdowała niko takiego, pomiędzy tymi, co go lekceważyli; zma-
lał, skarlał w oczach jej pan Marek nawet, który dotychczas w szacunku jej zajmował stanowisko uprzywilejowana.
Wielce się jej w Gawronach podobało.
To też, gdy po trzytygodniowem bawieniu, otrzymała nareszcie od matki list zaczynający się od wyrazu "przyjeżdżaj" list ten stał się dla niej fantem, z którym w pierwszej chwili nie wiedziała co począć. Wyraz ten zmieszał ją tak, że nie czytała dalej. Pułkownikowa, w obecności której list odpieczętowała, zmieszanie jej spostrzegła
? Co to, złotko moje?... czy nie wypadek jaki?
? Pani droga....
? Cóż to jest? ? udawała strwożenie ? mama twoja może?...
Za odpowiedź całą Olesia pułkownikowej list podała i ta zaczęła:
" .....przyjeżdżaj już po wszystkiem: Zgrzebłowicz oświadczył się Henrysi, Henrysia przyjęła. Powiedz to kochanej najlepszej pani Pułkownikowej i podziękuj jej za wszystko dobre, które mi ona wyświadczyła.
? Masz go! ? zawołała pułkownikowa policzki jej drgały.
Skończywszy czytanie, ubrała oblicze w wyraz czułości ogromnej i zwróciła oczy na Olesię, która ze swojej znów strony, dowiedziawszy się, że Henrysia za mąż idzie, osłupiała.
? I tak matka wydziera mi ciebie. ? Henrysia... Zgrzebłowicz.
? A no... Ale Pan Bóg tam z nimi! Te Szamocianki nie warte kogo innego, jak Zgrzebłowiczów. No, zbieraj się jednak życie moje... odwiozę cię sama.... niema co.... Trzeba sobie łaskę mamy
 
i twoją ? rzekła z naciskiem ? na przyszłość skarbić.
Zaledwie się Olesia za drzwiami znalazła, na pana Jakóba zawołała.
? Ot i masz... wesele! ? przemówiła do niego. Radziłam babie, żeby zaafiszowała, a ona wzięła i wydała.
? Kogo za kogo? ? zapytał pan Jakób z obojętnością.
? Starszą Szamociankę za Zgrzebłowicza.
? Hm... cóż więc z tego?
? Zmiana sytuacyi wymagająca rozpatrywania się w takowej ponownego... A dalekoś ty z tą czeczotką zaszedł?
? Pozostaję zawsze w fazie preliminaryów.
Pułkownikowa nosem skrzywiła i usta ściśnięte wydęła. Pan Jakób dodał:
? Kiedyż taka gęś że rozpacz bierze! Miałbym kłopot wielki...
? A! może to i lepiej... zobaczymy. Ja pojadę do tego gniazda szlagoneryi i nie wiem czy zabawię, czy też prędko powrócę.,. Odpoczniesz tedy... Ja, widzisz, poświęcam się dla ciebie... I tobie jednak nie źle się dostało; strenowałeś się w obec błaźnicy, która, gdyby nie speranda na Chrustów, nie byłaby warta niucha tabaki.
 
VII.
Pułkownikowa odwiozła Olesię i wręczyła skarb ten matce ? która przy tej okazyi rozrzewniła się ogromnie ? przenocowała w Chrustowie i nazajutrz w Gawronach z powrotem była.
? Zrekognoskowałam teren.. działać potrzeba
lente i czekać. Przyznaję ci, miałeś rozum, żeś nie hazardował. Mała jest otumaniona jak rybka, co trutkę połknęła, i pływa w naszych wodach. Niechże się sobie rzeczy robią i dokonywają, jusqu'a qu'elles ne viennent ? point. Czekanie bywa heroizmem ? zakończyła senteocyonalnie.
Słowa powyższe stosowały się do pana Jakóba, który słuchając ich siedział na kanapie, miał nogę za nogę założoną, głowę o poręcz opartą i do góry obróconą, palił papierosa i kółka dymu pod sufit puszczał. Kiedy siostra skończyła, odrzekł krótko:
? Czekajmy...
Czekali tedy rok, drugi i trzeci. Bywają lata w wypadki tak jałowe, że choćbyś się wściekł nie wydusisz z nich nic. Takiemi właśnie były te przez które czekanie się ciągnęło. Nic i nie, chyba iżbyśmy notować chcieli rzeczy takie, jak wąsy i brody rozrastające się coraz to bujniej pod nosami i na policzkach młodych panów Szamotów. "Na bezwodziu i rak ryba" ? powiadają. Chyba więc zanotujemy to, że panna Henryka została dziewczyną, na którą zawołano: żono! Był to moment jeden i po tym momencie albo raczej od tego momentu rozpoczęły się lata żywota dla byłej panny Henryki nowego, który rychło postarzał. Pani Zgrzebłowiczowa prędko się oswoiła ze stanem małżeńskim. To zresztą i nie sztuka. Są wprawdzie takie, które w tym stanie sztuki różne pokazują; pani Henryka atoli do takich nie należała. Zostawszy panią Zgrzebłowiezową, została nią pomimo, że była Szamocianką de domo, na seryo.
? Poziomy umysł ? ktoś powiedzieć gotów.
Tak ? poziomy. W niej nie było zaczynu owego,co to urabia pogląd szerszy, zaczynu, nie przytra-
fiającego się tak bardzo często w istotach płci męzkiej, posługującej się dla wyrobienia swego mnóstwem środków pomocniczych, ażeby nas nieobecność ta w istocie płci niewieściej dziwić nadzwyczajnie miała. Nie dziwmy się temu. Są natury a natury, temperamenta a temperamenta. Pani Zgrzebłowiczowa miała niejakie prawo uważać się pod pewnemi względami za wyższą od małżonka, jaki jej z losu wypadł: była lepszego niż on rodu, była oczytaną, umiała po francuzku, grała na fortepianie; on o tem wszystkiem pojęcia nie miał, a nawet co się wiadomości potocznych tyczy, takich iak geografia, historya, stał od niej niżej ? w jednej arytmetyce do reguły procentowej włącznie był mocny; ? jednakże poszła mu w ład odrazu i szła jednym trybem z roku na rok, zaspakajając się zupełnie czterema ścianami domowego świata. Taką była jej natura, taki temperament. Chimerować, kaprysić, dąsać się, pretensye do męża tworzyć, dokuczać mu ? jakoś to jej nie przychodziło, a to dla tego po prostu, że w tem najmniejszej nie znajdowała przyjemności. Zastosowała się i do męża i do starej jejmości; pod kierownictwem tej ostatniej nauczyła się ser ogrzewać, masło bić, kury sadzić, gęsi tuczyć, wieprze sprawiać, zajmowało ją to, wciągnęła się do gospodarstwa i została kobietą poziomą, powszednią, taką, jakiej na żonę życzymy każdemu człowiekowi poczciwemu, taką, jakiej ideał, tkwiąc ludziom ćwiekiem we łbach, przeszkadzał im dawniej uznać w kobiecie duszę ludzką, a dzisiaj przeszkadza przypuścić ją do równości praw obywatelskich.
Och! te ideały....
Pani Henryka Zgrzebłowiczowa, w rzeczy samej