Zobacz też:







ten nie figurował już. Olesia znalazła ton odpowiedni do uspokajania matki; pisała obszernie, pisanie zajęło jej czas do dziesiątej, list skończyła, rozebrała się i spad poszła. Spało się jej wybornie, jak zwykle po spłakaniu się, pomimo, że nieobecność w tym samym pokoju matki zawadzała jej nieco z wieczora. Strachała się, ale zasnęła. Ńuzajutrz obudziła się późno i dziwno jej jakoś było. Przyzwyczajoną do gwaru chrustowskiego dziwiła cisza, jaka panowała. Cisza ta i dziwiła ją i bawiła. Zapytywała siebie:
? Kiedy ona przerwaną zostanie? Kto też ją przerwie? pułkownikowa czy hrabia?
Czekała. "Oczekiwanie godziny skraca. " Przeleżała w łóżku do dziesiątej i ciszę nakoniec przerwało wejście na palcach służącej.
? Dzień dobry pannie Matyldzie ? odezwała się Olesia z pod kołdry.
Panna Matylda, pułkowa pani Kawskiej towarzyszka, mająca prawo do szewronów za długoletnią wierną służbę, była to już kobieta nie młoda.
? Panienka nie śpi już? - odparła zaczepiona. Pani pułkownikowa śpi jeszcze, kazała jednak obudzić siebie, jak tylko się obudzi panienka.
? Niechże p. Matylda nie robi tego! ? zawołała Olesia, tonem wdzięcznością nabrzmiałym za atencyę taką ze strony kobiety tak poważnej. Czyż godzi się panią pułkownikową budzić dla mnie! Proszę p. Matyldy. Jam się obudziła, ale będę jeszcze spała.
Służąca wyszła, Olesia wstała i sięgnęła ręką po pończochy, nim je jednak włożyła długo pierwej własnym przypatrywała się nogom. Ruszała stopą i palcami i przypatrywała się. Potem patrzyła so-
bie na ręce, potem znów na nogi, oglądając takowe i z tej i z tej strony, niżej i wyżej. Następnie opatrywała ręce, jakby je porównywała jednę z drugą i wracała do nóg, które studyowała uważnie, spuszczając je, to znów wyciągając horyzontalnie do podłogi. Nakoniec pończochy włożyła, co nim nastąpiło, upłynęła czasu równa godzina, to znaczy: godzinę strawiła na tem, że się przypatrywała nogom i rękom własnym. Godzina ta upłynęła jej z szybkością błyskawicy ? a jak miło!
Wstała, szlafroczek poranny na siebie zarzuciła, i w tejże chwili zjawiła się p. Matylda powtórnie z filiżanką czekolady i z biszkopcikami na tacy.
Czekolady w Chrustowie nie pijano.
? Pani pułkownikowa w łóżku jeszcze, ale nie śpi już ? były panny służącej słowa. Kazała mi panience oświadczyć, że pragnie widzieć ją jak najprędzej..
? Ja nie ubrana.
? To nic. Pani pułkownikowa sama. Pan hrabia nie wyszedł jeszcze. Proszę tylko czekoladę wypić!
Olesia pośpiesznie wychyliła filiżankę i udała się do p. Kawskiej, która witała ją okazami takiej czułości, że do opisania jej pióro nasze dostatecznej siły nie posiada. Uśmiechała się do niej i wdzięczyła, rozpytywała ją o przygody nocne i unosiła się nad jej wyglądaniem porannem.
? Aleś spała przecię, spała?
? Spałam, pani kochana.
? Było ci niewygodnie?
? Bardzo wygodnie mi było.
? Powiedz prawdę, jak mnie kochasz.
? Jak panią drogą kocham, było mi jak niemożna lepiej.
? Jakże ci ładnie w tym czepeczku, w tym szlafroczku, moja Olesiu! chciałabym, żeby cię tak pan Jakób zobaczył.
? Niech Pan Bóg broni! ? żachnęło się dziewczę.
? A nie - odparła pułkownikowa przeciągle. Chciałabym tylko, ale nie chcę, o to! jeszcze czego nie stało! Niech tam pan Jakób mortyfikuje się zdrów, tworząc sobie w imaginacyi obrazy twoje: Pan Bóg z nim! Tobie jednak ubraćby się potrzeba. A jaką sukienkę włożyć zamyślasz?
? Nie wiem jeszcze.
? O! ? podchwyciła pułkownikowa. 0, to mi pięknie! Matylda mi odraportowała, żeś się raniusieńko obudziła: i na czemżeś ty cały spędziła poranek ?
Olesia oczy spuściła, jakby się do winy poczuwała. Poczuwała się w rzeczy samej do winy, strawiwszy poranek na przypatrywaniu się rękom i nogom.
? A widzisz ? ciągnęła p. Kawska. Tobie się zdawało może, że, ponieważ się kocham w tobie, więc cię karcić nie będę? Jakto, godziż się ażeby panienka, obudziwszy się o dziesiątej, do jedenastej nie pomyślała, w co się ubierze? Tyś o tem, moje życie myśleć powinna z wieczora jeszcze, rano zaś potrzeba tylko myśl wieczorną uzupełnić, zaokrąglić, uakcentować. O tak! I jakże teraz będzie?
? Nie wiem, dalibóg ? odrzekła zapytana z półuśmiechem.
? A ja wiem, aha! Tyś nie myślała, ja myślałam. Włożysz dziś tę sukienkę błękitną w paski, z centkami. Czy ona ze stanikiem?
? Ze stanikiem, pani kochana.
? Stanik odpruć potrzeba i zastąpić go tuniką szamową, tą, którą widziałam kiedyś na tobie.... Wzięłaś ją ze sobą?
? Wzięłam.
? Owoż, spódnica błękitna, tunika szamoa, pasek czarny.
? Paska nie mam czarnego.
? To nic, powiem Matyldzie, to ci go wyspekuluje. Pasek czarny, szmizetka wyłożona, manszetki, w szmizetkę i manszetki przewlec potrzeba wstążkę lazurową, korale na szyję, korale na ręce. A włosy, jak je uczeszesz?
? Jak zwyczajnie, chyba ? odrzekła nieśmiało.
? I o tem nie pomyślałaś? Ja i o tera myślałam. Koafiurę ułoży ci Matylda a la Pompadour, z modyfikacyą malutką, którą ja jej podyktuję. Wysunie ci pukielek z zauszka, od niechcenia na gors spływający. Zobaczysz jak to będzie pięknie. Potrzeba tylko, żeby w uszku połyskiwał brylancik.
? Mam kolczyki brylantowe, dała mi je mama na wiązanie.
? Poczciwe matczysko ? westchęła pułkownikowa ? przeczuciem odgaduje, co się przyda tobie. Otóż, w uszku brylancik, za uszkiem pukielek, efekt olbrzymi. Jeżeli p. Jakób nie skręci się od rozkoszy, to już jego własna będzie wina, wyprawimy go w Kapucyny. Idź-że ubieraj się, ale pierwej chodź: niech cię uściskam.
W chwili tej przyniesiono list przez posłańca z Chrustowa przywieziony.
? Idź-że, idź. Matylda cię będzie fryzowała, a ty sobie tymczasem list czytaj.
Staraliśmy się jak najdokładniej opisać pierwszy
wieczór i pierwszy poranek spędzony przez pannę Tulicką w Gawronach.
Jeżeli kto. przeczytawszy ten opis, utrzymywać zechce, że nie dostała się ona z deszczu pod rynnę, albo też, z pod obucha jednego rodzaju pod obuch innego rodzaju, to powiedzieć gotówem, że, albo czytelnik czytać nie utnie, albo ja nie umiem opisywać. Pomijam to jednak Sprawa pomiędzy mną a czytelnikiem jest sprawą pomiędzy czytelnikiem a mną i nie należy tu wcale do rzeczy. Rzecz w tem, że się Olesia w Gawronach nie tylko nie nudziła, lecz na pomyślenie o nudach chwilki czasu nie miała. Jak pierwszy ten wieczór, jak pierwszy poranek, tak dzień jej każdy od świtu do zmroku był zajęty ? czy użytecznie? to inna kwestya ? był jednak zajęty, tak zajęty, że zaledwie jej starczyło czasu do odpisywania na listy matczyne. Co zaś wielkie stanowiło zajęcie, to zaprzątnienie myśli ? czem mianowicie? ? czemś nieokreślonem, a właściwie niczem niezmiernie interesującern. Tu pułkownikowa słówko jakieś rzuciła, tu znów hrabia materyę do rozmowy wynalazł i słówka te, materya ta w głowę się wlewały, spadając na mózg, jak spada woda na łotoki młyńskie.
Co to za różnica z Chrustowem?
Tam. śród tłumów, było się samotnicą.
Tu w samotności jest się śród tłumów ? wśród tłumów myśli, fantazyj, obrazów, pożądań, zadowoleń, łechtań, formujących świat nowy, o którego istnieniu córka p. Tulickiej a kuzynka pana Marka i dzieci jego, wyobrażenia nie miała.
Miała się za wychowaną dobrze, z tego względu że tyle czytała! Znała się z literaturą ojczystą i znajdowała uciechę samotną w martwem słowie;