Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 25
względem nie ustępujesz królowej. Co to za płeć, mój Boże! Co za delikatność!
Rękę panny Aleksandry delikatnie na kolanie jej złożył, wstał, do okna się oddalił i papieros zwijając zawiązał rozmowę o kolorach.
Olesia, zrazu słuchająca przeważnie, mało pomału słówko jedno, dwa, króciutki frazesik, okres jeden drugi, ? wtrącać poczęła.
Rzecz o kolorach zainteresowała ją równie jak materya o płci, a to tem bardziej, że p. Jakób, nie wdając się bynajmniej w to, który kolor ładniejszy. a który mniej ładny, wszczął odrazu rozprawę o kombinacyi barw. o modulacyi tonów i grze cieniów.
Czas upływał szybko i niepostrzeżenie, Olesia, ani się ? jak to powiadają ? obejrzała, jak zmrok zapadł. Poproszono na herbatę do p. pułkownikowej.
? Sil vous plait ? przemówił p. Jakób ramię podając.
I poprowadził gościa przez dwa pokoje ciemnościami zalane, i wprowadził go do trzeciego, gdzie było światło, wydzielające się z dwóch świec stearynowych, stojących śród zastawy herbacianej, na stole przysuniętym do łóżka, na którem leżała pułkownikowa.
? Witajcie mi państwo! ? odezwała się jak tylko parę tę we drzwiach ujrzała.Przepraszam ciebie, Olesieczko moja kochana. Przebacz starej, która się znużyła i wytchnąć potrzebuje. Musiałam się skąpać.... muszę się wyleżeć; niech-że cię to nie gorszy, że będę wam przy herbacie towarzystwa w łóżku dotrzymywała.
? Ach! pani ? odparła panna Aleksandra.
? Chodź-że, niech cię uściskam.
Rękę panny Aleksandry delikatnie na kolanie jej złożył, wstał, do okna się oddalił i papieros zwijając zawiązał rozmowę o kolorach.
Olesia, zrazu słuchająca przeważnie, mało pomału słówko jedno, dwa, króciutki frazesik, okres jeden drugi, ? wtrącać poczęła.
Rzecz o kolorach zainteresowała ją równie jak materya o płci, a to tem bardziej, że p. Jakób, nie wdając się bynajmniej w to, który kolor ładniejszy. a który mniej ładny, wszczął odrazu rozprawę o kombinacyi barw. o modulacyi tonów i grze cieniów.
Czas upływał szybko i niepostrzeżenie, Olesia, ani się ? jak to powiadają ? obejrzała, jak zmrok zapadł. Poproszono na herbatę do p. pułkownikowej.
? Sil vous plait ? przemówił p. Jakób ramię podając.
I poprowadził gościa przez dwa pokoje ciemnościami zalane, i wprowadził go do trzeciego, gdzie było światło, wydzielające się z dwóch świec stearynowych, stojących śród zastawy herbacianej, na stole przysuniętym do łóżka, na którem leżała pułkownikowa.
? Witajcie mi państwo! ? odezwała się jak tylko parę tę we drzwiach ujrzała.Przepraszam ciebie, Olesieczko moja kochana. Przebacz starej, która się znużyła i wytchnąć potrzebuje. Musiałam się skąpać.... muszę się wyleżeć; niech-że cię to nie gorszy, że będę wam przy herbacie towarzystwa w łóżku dotrzymywała.
? Ach! pani ? odparła panna Aleksandra.
? Chodź-że, niech cię uściskam.
Podniosła się, ramiona wyciągnęła i głowę dziewczyny w dłonie ujmując, w czoło ją pocałowała.
? Moje ty złotko. Siadaj-że, ale siadaj tak, ażebym się na ciebie popatrzeć mogła.... ot tam.... o! tak, dobrze. A teraz-że ? rzekła, gdy Olesia miejsce zajęła ? powiedzcież mi, nie znudziliście się?
Ponieważ zapytanie to stosowało się zarówno do p. Aleksandry, jak do p. Jakóba, więc ten ostatni podchwycił:
? Nie wiem jak pani, co do mnie, nie tylkom się nie nudził, ale bawiłem się w towarzystwie jej doskonale, doskonale, do zachwytu.
? Aa? co?
? Zrobiłem odkrycie.. Popatrz-no się na rączki p. Aleksandry.
? Prawda! ? rzekła pułkownikowa, zwracając oczy na rękę, sięgającą w tej chwili po sucharek do koszyka. Prawda. Ja to już widziałam.
? Klassyczna.
? A nóżki! - podchwyciła p. Kawska! ? Oh, gdybyś pan brat nóżki oglądał, to dopiero, ty co znawca jesteś, miałbyś się ekstazyować nad czem. Ale ? tu półżartobliwie palcem bratu pogroziła ? od nóżek, wara! Mogą ci się śnić. O! wiedziałam ja, kogo sobie na kochankę wybrać. Bo, nie wiesz może, Jakóbciu, że to moja kochanka, kochaneczka, ten aniołeczek. Rozkochałam się w niej na zabój, mości panie.
? Pani pułkownikowa taka łaskawa ? odezwała się Olesia tonem wdzięcznością nabrzmiałym.
? Patrz-no na nią, panie bracie! Patrzeć się pozwalam, ale zresztą, wara! Czemuż ty nic nie jesz? Bierz, nabieraj, regaluj się: oto kurczątko, tam sałatka, chleb, bułeczki, nie żenuj się. U mnie nie
? Moje ty złotko. Siadaj-że, ale siadaj tak, ażebym się na ciebie popatrzeć mogła.... ot tam.... o! tak, dobrze. A teraz-że ? rzekła, gdy Olesia miejsce zajęła ? powiedzcież mi, nie znudziliście się?
Ponieważ zapytanie to stosowało się zarówno do p. Aleksandry, jak do p. Jakóba, więc ten ostatni podchwycił:
? Nie wiem jak pani, co do mnie, nie tylkom się nie nudził, ale bawiłem się w towarzystwie jej doskonale, doskonale, do zachwytu.
? Aa? co?
? Zrobiłem odkrycie.. Popatrz-no się na rączki p. Aleksandry.
? Prawda! ? rzekła pułkownikowa, zwracając oczy na rękę, sięgającą w tej chwili po sucharek do koszyka. Prawda. Ja to już widziałam.
? Klassyczna.
? A nóżki! - podchwyciła p. Kawska! ? Oh, gdybyś pan brat nóżki oglądał, to dopiero, ty co znawca jesteś, miałbyś się ekstazyować nad czem. Ale ? tu półżartobliwie palcem bratu pogroziła ? od nóżek, wara! Mogą ci się śnić. O! wiedziałam ja, kogo sobie na kochankę wybrać. Bo, nie wiesz może, Jakóbciu, że to moja kochanka, kochaneczka, ten aniołeczek. Rozkochałam się w niej na zabój, mości panie.
? Pani pułkownikowa taka łaskawa ? odezwała się Olesia tonem wdzięcznością nabrzmiałym.
? Patrz-no na nią, panie bracie! Patrzeć się pozwalam, ale zresztą, wara! Czemuż ty nic nie jesz? Bierz, nabieraj, regaluj się: oto kurczątko, tam sałatka, chleb, bułeczki, nie żenuj się. U mnie nie
tak jak u was, herbata osobno, kolacya osobno.
Olesia jadła półgębkiem. Wciągu herbaty przyniesiono list od p. Tulickiej.
? O! ? zawołała pułkownikowa ? już cię matka ściga. Co to za matka! Wiesz panie bracie drugiej matki takiej i drugiej córki takiej, ze świecą nie znajdziesz. Obawiam się jednak, ażeby pomiędzy jej matką a mną do poróżnienia, do kłótni, a kto wie może i do bójki nie przyszło. Bo ja - tu zaciśnione w kułaki pięści podniosła ? o swoją Olesię bić się gotowa. ? Zwracając zaś mowę do Olesi, dodała: Wstrzymaj się z czytaniem listu aż od herbaty wstaniesz i do swojego pokoju odejdziesz, bo cię list ten znuży i apetytu pozbawi. Po herbacie nie będę cię długo zatrzymywała.
Panna Aleksandra wsunęła list w zanadrze.
Pułkownikowa ustawicznie gadała, w guście tym, jakiego próbkę przytoczyliśmy powyżej. Gadając jadła i herbatą jedzenie popijała. Ciągnęło się to z pół godziny, może dłużej nieco. Wkońcu ze stołu zebrano i pani domu, zwracając się do panny Tulickiej, zawołała:
? Teraz opuszczam ciebie! Najprzód jednak, muszę cię Wyściskać, muszę przytknąć do moich gnatów starych. Chodź, pięknotko ty moja! chodź w starej baby objęcia!
Wyciągnęła ramiona, powtórnie jej głowę w dłonie ujęła i powtórnie na jej czole pocałunek powietrzny złożyła.
? Idź-że już, idź. Domyślam się. niecierpliwości twojej przed odczytaniem listu matki.
Zadzwoniła. Weszła służąca; tej pułkownikowa zaleciła pieczę nad Olesia, która dygnąwszy na do-
Olesia jadła półgębkiem. Wciągu herbaty przyniesiono list od p. Tulickiej.
? O! ? zawołała pułkownikowa ? już cię matka ściga. Co to za matka! Wiesz panie bracie drugiej matki takiej i drugiej córki takiej, ze świecą nie znajdziesz. Obawiam się jednak, ażeby pomiędzy jej matką a mną do poróżnienia, do kłótni, a kto wie może i do bójki nie przyszło. Bo ja - tu zaciśnione w kułaki pięści podniosła ? o swoją Olesię bić się gotowa. ? Zwracając zaś mowę do Olesi, dodała: Wstrzymaj się z czytaniem listu aż od herbaty wstaniesz i do swojego pokoju odejdziesz, bo cię list ten znuży i apetytu pozbawi. Po herbacie nie będę cię długo zatrzymywała.
Panna Aleksandra wsunęła list w zanadrze.
Pułkownikowa ustawicznie gadała, w guście tym, jakiego próbkę przytoczyliśmy powyżej. Gadając jadła i herbatą jedzenie popijała. Ciągnęło się to z pół godziny, może dłużej nieco. Wkońcu ze stołu zebrano i pani domu, zwracając się do panny Tulickiej, zawołała:
? Teraz opuszczam ciebie! Najprzód jednak, muszę cię Wyściskać, muszę przytknąć do moich gnatów starych. Chodź, pięknotko ty moja! chodź w starej baby objęcia!
Wyciągnęła ramiona, powtórnie jej głowę w dłonie ujęła i powtórnie na jej czole pocałunek powietrzny złożyła.
? Idź-że już, idź. Domyślam się. niecierpliwości twojej przed odczytaniem listu matki.
Zadzwoniła. Weszła służąca; tej pułkownikowa zaleciła pieczę nad Olesia, która dygnąwszy na do-
branoc p. Jakóbowi, oddaliła się do przygotowanego dla niej pokoju.
? Aaa-ha! ziewnęła pułkownikowa, ramiona wyciągając i na głowie ręce składając. Oto dzierlatka! oto czeczotka! oto kajdaniarstwo, gadać komplimenta gąseczce takiej!
? Na cóżeś ją przywiozła? ? zapytał p. Jakób.
? A bo, dla ciebie.
? Dla mnie? ? ramionami wzruszył i papieros zwijać począł.
? Ażebyś się usposabiał do stanu duchownego, przez walczenie z pokusami. Ona niczego, warta grzechu, panie Jakóbie, a raczej, ojcze Jakóbie, hę?
? Hm.
? Czy to dla mnie papierosik zwijasz?
? Nie miałem wprawdzie tej intencyi, ale,..
? Daj-że ten papierosik mnie, zrób dla siebie i słuchaj. Czy chciałoby się tobie ? zamiast do klasztoru, do Chrustowa wleźć?
? A toż jak?
? W sposób bardzo prosty: za pomocą tej czeczotki, którą przywiozłam. Przywiozłam ją nie dla czego innego, jeno dla tego, że zwąchałam pismo nosem. Szamota od parady tylko jest Chrustowa właścicielem; rzeczywistą zaś właścicielką jest Tulicka, albo raczej ten bąbelek, dla którego mamuńcia okradłaby Pana Boga, gdyby mogła.
? Pewno?
? Fi. Ja, kiedy wiem, to wiem.
? Czemuż baba nie dywulguje, w celu zwabiania do córuni gachów?
? Dla tego, najprzód, że, pytanie: czy ma ją ona dla gachów?
? No, a jakże! dla siebie chyba?
? Aaa-ha! ziewnęła pułkownikowa, ramiona wyciągając i na głowie ręce składając. Oto dzierlatka! oto czeczotka! oto kajdaniarstwo, gadać komplimenta gąseczce takiej!
? Na cóżeś ją przywiozła? ? zapytał p. Jakób.
? A bo, dla ciebie.
? Dla mnie? ? ramionami wzruszył i papieros zwijać począł.
? Ażebyś się usposabiał do stanu duchownego, przez walczenie z pokusami. Ona niczego, warta grzechu, panie Jakóbie, a raczej, ojcze Jakóbie, hę?
? Hm.
? Czy to dla mnie papierosik zwijasz?
? Nie miałem wprawdzie tej intencyi, ale,..
? Daj-że ten papierosik mnie, zrób dla siebie i słuchaj. Czy chciałoby się tobie ? zamiast do klasztoru, do Chrustowa wleźć?
? A toż jak?
? W sposób bardzo prosty: za pomocą tej czeczotki, którą przywiozłam. Przywiozłam ją nie dla czego innego, jeno dla tego, że zwąchałam pismo nosem. Szamota od parady tylko jest Chrustowa właścicielem; rzeczywistą zaś właścicielką jest Tulicka, albo raczej ten bąbelek, dla którego mamuńcia okradłaby Pana Boga, gdyby mogła.
? Pewno?
? Fi. Ja, kiedy wiem, to wiem.
? Czemuż baba nie dywulguje, w celu zwabiania do córuni gachów?
? Dla tego, najprzód, że, pytanie: czy ma ją ona dla gachów?
? No, a jakże! dla siebie chyba?
? Dla siebie. Baba tak ten skarb swój kocha i taka o niego zazdrosna, że dziewczyny nie odda, chyba sforsowana. Trzeba ci było widzieć grymasy, jakie wyprawiała kiedym ją do Gawronów zabierała. Fiuu, o też to było!
? Nie rozumiem jeszcze jednak ? podchwycił p. Jakób ? dla czego się z posagiem ukrywa.
? Dla tego że Szamota stary żyje, rozumiesz?
? Uhm.
? Baba chytra, wąż, lis, nie przechytrzy jednak mnie. Przejrzałam ją na wylot i, mości bracie, pomyślałam nawet o tobie. Masz. Kończ dzieło przez kochającą cię siostrę rozpoczęte, tymczasem zaś, siadaj tam, naprzeciwko i zagrajmy w ekarte.
Brat i siostra, zasiadłszy jedno naprzeciw drugiego, zabawiać się poczęli.
Olesia w tej chwili list matki odczytywała i płakała W płaczu tym jej jednak widną była odmiana pewna w stosunku do pierwotnego. Nie wydzierał się już z głębi duszy, nie zanosiła się, łzy płynęły spokojnie ? płynęły i ustawały, przerywane myślami jakiemiś, przychodzącemi z roku niby i wtrącającemi się do smutku. Zasiadła do odpisywania matce i zaczęła:
? "Mamuniu moja najdroższa. Ja nie z tobą.... ach!"
Po "ach" ani rusz dalej. Zaczęła z tonu zanadto wysokiego. Musiała przemazać i na drugiej ćwiartce rozpoczynać na nowo.
? "Mamuniu moja najsłodsza. ? Zajechałyśmy szczęśliwie do Gawronów. "
Dalej znów, ani rusz. Tym razem ton okazał się zanadto nizki, wyraz zaś "Gawrony" strasznie, rozpaczliwie prozaiczny. Na trzeciej ćwiartce wyraz
? Nie rozumiem jeszcze jednak ? podchwycił p. Jakób ? dla czego się z posagiem ukrywa.
? Dla tego że Szamota stary żyje, rozumiesz?
? Uhm.
? Baba chytra, wąż, lis, nie przechytrzy jednak mnie. Przejrzałam ją na wylot i, mości bracie, pomyślałam nawet o tobie. Masz. Kończ dzieło przez kochającą cię siostrę rozpoczęte, tymczasem zaś, siadaj tam, naprzeciwko i zagrajmy w ekarte.
Brat i siostra, zasiadłszy jedno naprzeciw drugiego, zabawiać się poczęli.
Olesia w tej chwili list matki odczytywała i płakała W płaczu tym jej jednak widną była odmiana pewna w stosunku do pierwotnego. Nie wydzierał się już z głębi duszy, nie zanosiła się, łzy płynęły spokojnie ? płynęły i ustawały, przerywane myślami jakiemiś, przychodzącemi z roku niby i wtrącającemi się do smutku. Zasiadła do odpisywania matce i zaczęła:
? "Mamuniu moja najdroższa. Ja nie z tobą.... ach!"
Po "ach" ani rusz dalej. Zaczęła z tonu zanadto wysokiego. Musiała przemazać i na drugiej ćwiartce rozpoczynać na nowo.
? "Mamuniu moja najsłodsza. ? Zajechałyśmy szczęśliwie do Gawronów. "
Dalej znów, ani rusz. Tym razem ton okazał się zanadto nizki, wyraz zaś "Gawrony" strasznie, rozpaczliwie prozaiczny. Na trzeciej ćwiartce wyraz


