Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 23
Zobacz też:
-
Forum aparaty słuchowe
www.uslysz.pl -
Hyundai dealer
e-hyundai.pl -
Przewóz osób
www.rob-trans.pl



licka, Stanisław, Gucio i panna Ewa. Ta ostatnia, podczas kiedy ojciec i ciotka błogosławili, a bracia powinszowania i życzenia w formie żartobliwej składali, przypatrywała się im, mając w oczach wyraz taki, jakby obudzoną była ze snu i rozpoznawała przedmioty, których nie spodziewała się oglądać. Z oczu jej biło zadumanie zdziwieniem przeniknione. Zdawało się, jakby w duszy zapytywała siebie:
? Co to znaczy: komedya to, czy tragedya? czy też proste zmysłów złudzenie? czy może żarty? Staś taki żartobliwy! Henrysia za mąż idzie? Co to znaczy?
Zapytania p, Ewy nie miały racyi ani podstawy żadnej. Oświadczyny odbyły się formalnie Przyszli małżonkowie zamienili słowo, wykrztuszone ze strony p. Henryki, umówiono się o zaręczyny, naznaczono dzień ślubu i w chwilę później p. Tulicka, pisząc do córki, zaczęła list od wyrazów:
"Moja Olesiu, moja najdroższa, mój aniele! przyjeżdżaj! Już po wszystkiem. Zgrzebłowicz oświadczył się Henrysi, Henrysia przyjęła. Powiedz to kochanej, najlepszej pani pułkownikowej i podziękuj jej za wszystko dobre, które mi wyświadczyła. Niebezpieczeństwo minęło. Przyjeżdżaj! Jaka szkoda, żeś oświadczyn nie widziała! Było to widowisko bardzo ciekawe, o którem ci opowiem za widzeniem, tu zaś dodam tylko, że Henrysia wyglądała, jakby była chorą, a Ewunia tak patrzała, jakby siostrę zjeść chciała. Nie wyobrazisz sobie, co to za egoistka, ta Ewunia, coraz mocniej się o tem przekonywam. Przyjeżdżaj ? liczę minuty do chwili, w której cię uścisnąć będę mogła, życie moje. Olesiu moja, aniołku mój!
? Co to znaczy: komedya to, czy tragedya? czy też proste zmysłów złudzenie? czy może żarty? Staś taki żartobliwy! Henrysia za mąż idzie? Co to znaczy?
Zapytania p, Ewy nie miały racyi ani podstawy żadnej. Oświadczyny odbyły się formalnie Przyszli małżonkowie zamienili słowo, wykrztuszone ze strony p. Henryki, umówiono się o zaręczyny, naznaczono dzień ślubu i w chwilę później p. Tulicka, pisząc do córki, zaczęła list od wyrazów:
"Moja Olesiu, moja najdroższa, mój aniele! przyjeżdżaj! Już po wszystkiem. Zgrzebłowicz oświadczył się Henrysi, Henrysia przyjęła. Powiedz to kochanej, najlepszej pani pułkownikowej i podziękuj jej za wszystko dobre, które mi wyświadczyła. Niebezpieczeństwo minęło. Przyjeżdżaj! Jaka szkoda, żeś oświadczyn nie widziała! Było to widowisko bardzo ciekawe, o którem ci opowiem za widzeniem, tu zaś dodam tylko, że Henrysia wyglądała, jakby była chorą, a Ewunia tak patrzała, jakby siostrę zjeść chciała. Nie wyobrazisz sobie, co to za egoistka, ta Ewunia, coraz mocniej się o tem przekonywam. Przyjeżdżaj ? liczę minuty do chwili, w której cię uścisnąć będę mogła, życie moje. Olesiu moja, aniołku mój!
VI.
Aniołeczek nie posiadał się z żalu w pierwszym momencie rozstania się z matką. Olesia trzy razy zrywała się, probując z pojazdu wyskoczyć i byłaby to uczyniła, gdyby pułkownikowa nie wstrzymała jej za każdym razem, zaklinając na miłość matki. Ledwie nie ledwie uspokoiła się nieco i już tylko płakała, kiedy pani Kawska kazawszy woźnicy zatrzymać pojazd przy karczmie, wysiadła.
? Poczekaj chwileczkę, moje dziecko, mam tu króciutki do załatwienia interes...
Olesia zasunęła się w głąb powozu i szlochała; pułkownikowa do izby gościnnej weszła i bachurów, które w liczbie tuzina na spotkanie jej się wysypały, zapytała o arendarza.
Dzieci jak tylko obiły się im o uszy wychodzące jej z ust wyrazy, rzuciły się do tłumnej ucieczki, jakby nie wyrazy to, lecz piorunowe rozległy się. wystrzały.
? Czekajcie!... bębny!... czy ja straszna taka!... wołała pani Kawska.
Wołała jednak napróżno. Dzieci uciekały, przewracając się jedno przez drugie i pozostawiając na placu dwoje najmłodszych, jedno na wznak, drugie plecami do góry wywróconych; które w niebogłosy wrzeszczały.
? Muzyka piękna ? rzekła pułkownikowa do siebie ? gdzież jednak arendarz ?..
Zjawił się i arendarz, idąc powoli i pantofle za sobą powłócząc.
? Sza bucher!... brzyknął, a zwracając się do pułkownikowej dodał: Ot tak to z dziećmi...
Zachowanie się żyda w obec pani Rawskiej zary-
Aniołeczek nie posiadał się z żalu w pierwszym momencie rozstania się z matką. Olesia trzy razy zrywała się, probując z pojazdu wyskoczyć i byłaby to uczyniła, gdyby pułkownikowa nie wstrzymała jej za każdym razem, zaklinając na miłość matki. Ledwie nie ledwie uspokoiła się nieco i już tylko płakała, kiedy pani Kawska kazawszy woźnicy zatrzymać pojazd przy karczmie, wysiadła.
? Poczekaj chwileczkę, moje dziecko, mam tu króciutki do załatwienia interes...
Olesia zasunęła się w głąb powozu i szlochała; pułkownikowa do izby gościnnej weszła i bachurów, które w liczbie tuzina na spotkanie jej się wysypały, zapytała o arendarza.
Dzieci jak tylko obiły się im o uszy wychodzące jej z ust wyrazy, rzuciły się do tłumnej ucieczki, jakby nie wyrazy to, lecz piorunowe rozległy się. wystrzały.
? Czekajcie!... bębny!... czy ja straszna taka!... wołała pani Kawska.
Wołała jednak napróżno. Dzieci uciekały, przewracając się jedno przez drugie i pozostawiając na placu dwoje najmłodszych, jedno na wznak, drugie plecami do góry wywróconych; które w niebogłosy wrzeszczały.
? Muzyka piękna ? rzekła pułkownikowa do siebie ? gdzież jednak arendarz ?..
Zjawił się i arendarz, idąc powoli i pantofle za sobą powłócząc.
? Sza bucher!... brzyknął, a zwracając się do pułkownikowej dodał: Ot tak to z dziećmi...
Zachowanie się żyda w obec pani Rawskiej zary-
wało na lekceważenie. Zupełnie inaczej zachowywał się w obec pana Andrzeja. Była w tem racya. Sposób w jaki dzieci Izraela traktują chrześcijan, służyć może za barometr we względzie ciężkości pieniężnej tych ostatnich, odnosząc się nietyle do pieniędzy samych, ile do możnosci w nabywaniu takowych. Pieniądze są u nich w poszanowaniu wielkiem, w większem atoli ten, co je robić umie. Ztąd pani Kawska, w mniemaniu Icka Rubinsztajna, w porównanie iść nie mogła z panem Zgrzebłowiczem. Cóż ona? na Gawronach siedziała i pensyę pobierała. Gawrony i pensya nadawały jej wartość. W nich byłaby niczem. Dla tego to na spotkanie jej nie spieszył się wcale i wyszedłszy nakoniec o bachurach z nią rozmowę zaczął.
Pułkownikowa przerwała mu:
? Znacie mnie, panie arendarz?... czy nie mam potrzeby powiadać; wam kto jestem?..
? Jak ja mam wielmożną panią znać!.. Ja nie znam nikogo. Przy trakcie mieszkam. Tyle się przesuwa łudzi. Jakżeby człowiek spamiętać mógł wszystkich!..
? Ja tędy często przejeżdżam...
? I cóż z tego!..... bardziej mnie obchodzi wódka w kufie, jak to kto przejeżdża. Czy to jeden przejeżdża!
? Z Gawronów jestem..
? Y... mrugnął żyd brwiami ? z Gawronów... hii... hii.....
? Gawrony znacie?
? Jakżeby nie!... wioska przy trakcie tym samym.
Pułkownikowa zmiarkowała, że nie imponuje ży-
Pułkownikowa przerwała mu:
? Znacie mnie, panie arendarz?... czy nie mam potrzeby powiadać; wam kto jestem?..
? Jak ja mam wielmożną panią znać!.. Ja nie znam nikogo. Przy trakcie mieszkam. Tyle się przesuwa łudzi. Jakżeby człowiek spamiętać mógł wszystkich!..
? Ja tędy często przejeżdżam...
? I cóż z tego!..... bardziej mnie obchodzi wódka w kufie, jak to kto przejeżdża. Czy to jeden przejeżdża!
? Z Gawronów jestem..
? Y... mrugnął żyd brwiami ? z Gawronów... hii... hii.....
? Gawrony znacie?
? Jakżeby nie!... wioska przy trakcie tym samym.
Pułkownikowa zmiarkowała, że nie imponuje ży-
dowi. Zmierzyła go więc okiem od stóp do głowy, popatrzyła mu przez chwilę w oczy i tak zaczęła:
? Chciałabym z wami słów parę pomówić w interesie, który was obchodzi z bliska. Macie rachunki na Chrustowie...
Wyrazy ostatnie wymówiła, nadając im ton pół pytajacy. Żyd spojrzał na nią i odparł:
? A jeżeli mam?
? Jeden z dobrych znajomych moich ma zamiar zaproponować prezesowi sprzedaż Chrustowa...
? Ny....
Obojętność udawał, widocznem jednak było, że go zainteresowała wiadomość ta.
? Doradzam mu to... Prosił mnie o zaciągnięcie informacyi we względzie interesów.
? Jakich interesów?
? Pieniężnych, rzecz naturalna.,. Na Chrustowie, o ile mi się zdaje ciężyć muszą długi...
? Zdaje się, ja nie wiem...
? A mianowicie, ciągnęła pułkownikowa dług, pani Tulickiej....
? Paui Tulickiej? wona lokuje pieniądze swoje na kahale...
? I u prezesa.
? I tu i tam?
? Idzie to tam jakoś rachunkiem cygańskim: raz daje, znów odbiera, a zawsze liczy.
? Część zapewne składa tu, a część tara.Żyd cmoknął i w tył głową rzucił, następnie brodę sobie pogładził i odrzekł:
? To mądra jejmość. Ona z bratem taki zrobiła układ: "co twojego, to mego, a co mego, to tobie
? Chciałabym z wami słów parę pomówić w interesie, który was obchodzi z bliska. Macie rachunki na Chrustowie...
Wyrazy ostatnie wymówiła, nadając im ton pół pytajacy. Żyd spojrzał na nią i odparł:
? A jeżeli mam?
? Jeden z dobrych znajomych moich ma zamiar zaproponować prezesowi sprzedaż Chrustowa...
? Ny....
Obojętność udawał, widocznem jednak było, że go zainteresowała wiadomość ta.
? Doradzam mu to... Prosił mnie o zaciągnięcie informacyi we względzie interesów.
? Jakich interesów?
? Pieniężnych, rzecz naturalna.,. Na Chrustowie, o ile mi się zdaje ciężyć muszą długi...
? Zdaje się, ja nie wiem...
? A mianowicie, ciągnęła pułkownikowa dług, pani Tulickiej....
? Paui Tulickiej? wona lokuje pieniądze swoje na kahale...
? I u prezesa.
? I tu i tam?
? Idzie to tam jakoś rachunkiem cygańskim: raz daje, znów odbiera, a zawsze liczy.
? Część zapewne składa tu, a część tara.Żyd cmoknął i w tył głową rzucił, następnie brodę sobie pogładził i odrzekł:
? To mądra jejmość. Ona z bratem taki zrobiła układ: "co twojego, to mego, a co mego, to tobie
zasię do tego. " Jeżeli kto, to ona prezesa z kijem w świat wyprawi.
? Sa jednak i długi żydowskie.
? To też są, ale.... wszystkie u niej w kieszeni.
? Nie wiadomo wam, panie Icku, ile tego?
Żyd ramionami ścisnął, odpowiadając:
? To, wiadomo tylko, Panu Bogu jednemu i pani Tulickiej drugiej. Wona. wona ? rzekł z naciskiem ? ma prezesa w kieszeni. 0, to jejmość I
Tu się palcem w czoło stuknął.
? A taka niepokaźna! ? wtrąciła pułkownikowa.
? Wona niepokaźna? ? Pokaźna wona! Pokaże wona na końcu!
? Dziękuję wam za informacye.
? A ? podchwycił żyd ? a, ny? ten wielmożnej pani dobrv znajomy, to won niby chciałby Chrustów kupie?
? Nie jest jeszcze zdecydowany, jednakże zdecyduje się może.
Dodawać nie potrzebujemy, że znajomy ów był postacią zmyśloną, wynalezioną na to jedynie, ażeby służyła jako klucz do rozwiązania zagadki odnoszącej się do posagu Olesi. Pani Kawska rozjaśniła sobie sytuacyę nieco. Dowiedziała się, że szlochający aniołek posiada skrzydełka, które troskliwa mama starannie ukrywa, a nie bez racyi. Racya wysuwała rogi, wyłaziła niby szydło z worka. Pani Kawska, niewiasta doświadczona, domyśliła się, co p. Tulickiej zawadzało wykazywać wiano córki.
Pozostawiamy w cieniu materyę tę delikatną i towarzyszymy pułkownikowej do pojazdu, w którym, pozostawiona w towarzystwie furmana i lokaja Olesia, płakała, płakała aż nakoniec łez jej za powiekami zabrakło, więc wpatrywała się opuchłemi od
? Sa jednak i długi żydowskie.
? To też są, ale.... wszystkie u niej w kieszeni.
? Nie wiadomo wam, panie Icku, ile tego?
Żyd ramionami ścisnął, odpowiadając:
? To, wiadomo tylko, Panu Bogu jednemu i pani Tulickiej drugiej. Wona. wona ? rzekł z naciskiem ? ma prezesa w kieszeni. 0, to jejmość I
Tu się palcem w czoło stuknął.
? A taka niepokaźna! ? wtrąciła pułkownikowa.
? Wona niepokaźna? ? Pokaźna wona! Pokaże wona na końcu!
? Dziękuję wam za informacye.
? A ? podchwycił żyd ? a, ny? ten wielmożnej pani dobrv znajomy, to won niby chciałby Chrustów kupie?
? Nie jest jeszcze zdecydowany, jednakże zdecyduje się może.
Dodawać nie potrzebujemy, że znajomy ów był postacią zmyśloną, wynalezioną na to jedynie, ażeby służyła jako klucz do rozwiązania zagadki odnoszącej się do posagu Olesi. Pani Kawska rozjaśniła sobie sytuacyę nieco. Dowiedziała się, że szlochający aniołek posiada skrzydełka, które troskliwa mama starannie ukrywa, a nie bez racyi. Racya wysuwała rogi, wyłaziła niby szydło z worka. Pani Kawska, niewiasta doświadczona, domyśliła się, co p. Tulickiej zawadzało wykazywać wiano córki.
Pozostawiamy w cieniu materyę tę delikatną i towarzyszymy pułkownikowej do pojazdu, w którym, pozostawiona w towarzystwie furmana i lokaja Olesia, płakała, płakała aż nakoniec łez jej za powiekami zabrakło, więc wpatrywała się opuchłemi od