Zobacz też:







z pieca nie jednego i wiem, o czem nie wiecie wy sami. Oj, wiem!..
Kiwała głową z ukosa i zalotnie mrugała. Giest ten oryginalnie odbijał od minki dobrotliwym półuśmieszkiem wiecznie okraszonej i od jej siwych gładko nad czołem zaczesanych włosów, na których spoczywał czepeczek, włożony i przystrojony bez najmniejszej pretensyi. Z uśmiechem zalotnym do twarzy było babulce. Fizjognomista jednak, jakiego ani Gawronów, ani Chrustowa okolica nie posiadała, dostrzegłby w takowym nie zalotność, lecz coś innego, mianowicie zaś ciekawość do dramatów, do komedyj i do tragedyj żywota towarzyskiego, do tych zwłaszcza, których osią był lub też byćby mógł, jeżeli nie skandal na wielką skalę, to drobniutki, malusi skandalik ? "cukierek" ? jak się wyrażała: I tak było w istocie samej. Pani Kawska wierzyła we wszystko z  wyjątkiem tej w ludziach czystości, co to się technicznie dziewiczością nazywa. Istnienia onej nie przypuszczała. Uważała to za bajeczkę, wymyśloną dla bałamucenia starych dzieci i wszędzie poszukiwała grzeszków, wszędzie takowe widziała, gotową będąc w razie, gdyby dramacik w uklejeniu się sam przez się napotykał na przeszkody niejakie, wziąść na siebie funkcyę reżyserki ? poradzić, pomódz, pchnąć w przepaść i na brzegu takowej stanąwszy, przypatrywać się z główką nieco przechyloną, z uśmieszkiem na ustach i ze złożonemi jak do modlitwy dłoniami.
Owóż ta to słodka, ta anielska, ta usłużna i kochana pani pułkownikowa stanowiła jeden z wyjątków pomiędzy gośćmi najeżdżającemi dwór w Chrustowie. Dwór w Chrustowie miał dla niej powab
z tego względu, że posiadał bogate do dramacików materyały. Trzy panienki w kwiecie wieku, dwaj młodzi ludzie próżniacy, głowa rodu wcielona w cybuch i przykuta do zielonego stolika, opiekunka z ćwieczkiem w głowie, gwar gości, ? wszystko to razem wzięte nadawało się do uklejenia czegoś smacznego. Pani Kawska zawczasu się uśmiechała i oblizywała, jak smakosz, oddający się rojeniu o potrawie, zaprawionej i podsmażonej w sposób, wytwarzający smak, od którego mu anticipative ślinka podniebienie łechce.
Nie układała jednak planików żadnych. A! Nie wdawała się w rzeczy podobne. Tak pewną była potęgi ułomności natury ludzkiej i tak na nią liczyła, że, pozostawiając rzeczy samym sobie, czekała tylko i dowiadywała się.
Dowiadywała się ? to jest: odwiedzała często Chrustów ? niekiedy w towarzystwie pana Jakóba, częściej atoli sama.
Pan Jakób ? zanotować to należy ? mianowany został hrabią Jałomnickim, dzięki nazwisku, noszonemu przez ludzi posiadających rozlegle na Litwie, na Wołyniu i w Wielkopolsce dobra, którzy ten tytuł nosili. Czy on się im należał? ? to pytanie inne. W rozbiór tej kwestyi wdawać się nie będziemy.
Pułkownikowa mile w Chrustowie widzianym była gościem. Panny na spotkanie jej wybiegały. Pani Tulicka, której podwójnie inponowała, raz jako pułkownikowa, powtóre jako hrabianka z domu, okazywała jej uprzejmość większą niż komu innemu i wylewała się przed nią, spowiadała się, wynurzała jej skrytości pragnień swoich ubierając takowe w obsłony skromności jak największej. Rzecz
naturalna, pragnienia jej innego przedmiotu nie miały, jak tylko Olesię.
? Pani droga... pani kochana ? mówiła pani Tulicka w dni parę po oznajmieniu przez Stanisława zamiarów pana Zgrzebłowicza ? moja Olesia ma dopiero lat siedmnaście.
? Więcej nie pokazuje.... odrzekła pułkownikowa na wpół do siebie.
? To jest... właściwie, nie siedmnaście lecz siedmnasty. Dla tego, nie chciałabym się śpieszyć z wypchnięciem jej za mąż. Zgrzebłowicz...
? Człek zamożny i z dobrą reputacyą.
? Tak, to prawda. Ależ to jeszcze dziecko, a to jaż....
? Nie młodzik, w sile wieku. Tacy nie koniecznie się na mężów nadają, dla młodziutkich zwłaszcza panienek. Panienka młodziutka iść powinna albo za młodzika, albo też za dziada, zwłaszcza jeżeli posagu niema.
Pani Tulicka chrząknęła na ostatnie słowo i odparła:
? Co się tego tyczy, to powiedzieć nie mogę, ażeby Olesia moja, jeżeli kiedy pan Bóg miłosierny za mąż jej wyjść pozwoli, szła z rękami próżnemi.
Pułkownikowa spojrzała na nią z  ukosa oczami przymrużonemi, przeszywając ją wzrokiem na wylot.
? Uciułałam dla niej... nie wiele... coś przecież...
? Tem lepiej. Lepsze tyć, jak nic Zgrzebłowicz jednak, hm... fortuna znaczna. Pozwoli mi pani łaskawa zapytać się....
? Ale, pani najdroższa! ? zawołała pani Tulicka. ?
? Czy już się zdeklarował?
? To jest, tego, tak niby. Deklaracya wyszła nie od niego wprost, ale przez pośrednictwo.
---Czyje?
? Stasia.
? Proszę mi wybaczyć, że się tak dopytuję, ale ja.... ciekawa.... o! ciekawa.... Przyznaję się do tego otwarcie, otwartość jest słabością moją.
? I moją, pani droga.
? Ciekawość ? ciągnęła pułkownikowa ? wyrzucają nam kobietom, jako wadę.
? O! ? tonem protestu odezwała się p. Tulicka.
? Otóż ja otwarcie się do wady tej przyznaję i co więcej, powiadam i utrzymuję, że jest ona, w równej mierze, płciom obydwóm wspólna.
? Jeżeli pani łaskawa powiada....
? To bo, że mam doświadczenia nie mało. I doznałam i widziałam wiele. Bywałam w mieście i wielkiem i małem, i na wozie, jak to powiadają, i pod wozem. Wszędzie jedno, wszędzie to samo. Ciekawość odkryła przedemną tajemnice wszystkie, no, i oto teraz, kiedy mi już włosy posiwiały, radabym doświadczeniem mojem ludziom poczciwym służyć.
? O pani najdroższa!
? Doświadczenie jest towarem, tak jak wszystko zresztą. Są tacy, co je sprzedają. Ja jednakże nie sprzedaję, dla tego poprostu, że nie potrzebuję. Nie chcę się podawać za lepszą, niż w rzeczy samej jestem. Jestem otwarta, to moja słabość.
? Oh! i moja.
? U mnie, co na myśli, to i na języku.
? Och! i u mnie ? i z tego powodu, trafiają się mi przykrości niekiedy..
? Mnie zaś nigdy,
? O! ? podchwyciła p. Tulicka ? bo pani ? pani kochana ? kobieta wyjątkowa.
? Gdzież tam! ja.
? Niech mi pani droga pozwoli. Z panią nie jeden mężczyzna we względzie rozumu zrównaćby się nie mógł.
? To co innego. Ja nic nie wiem o rozumie własnym.
? Ale ludzie wiedzą i czczą panią, wielbią, ubóstwiają.
? 0! o! o! ? zawołała pułkownikowa, dłoń podnosząc z akcentem protestacyi. Nie ubóstwiali mnie, kiedym młodą była i mieliby teraz występować, z musztardą po obiedzie!
? Ubóstwiają w pani dobrodziejce światło i cnoty. Ot ja, naprzykład, ? niech się pani kochana Olesi spyta.
? Dajmy temu pokój ? przerwała pułkownikowa. Jestem, jaką jestem i inną już być nie mogę. Ot a propos. Otóż. Ja się w niej kocham, proszę pani.
? Oh! ? zawołała p. Tulicka i spojrzeniem wdzięcznością przepełnionem podziękowała pułkownikowej.
? Co to za dziecko lube! Siedmnasty rok ? a ile u niej powagi, dystynkcyi i rozumu! Rozkosz prawdziwa patrzeć na nią. i jeżeli mam prawdę wyznać, tak częste bywanie moje w Chrustowie ma głównie na celu, nasycanie oczu widokiem Olesi. Otwarcie pani łaskawej powiadam: nic podobnego nie widziałam. A widziałam wiele, wiele ? tu głową pokiwała. Olesię, tak jak ona iest, nic nie dodając i nic nie ujmując, możnaby za rękę wziąść i na pokoje królewskie poprowadzić....
Pani Tulicka westchnęła głęboko, westchnęła