Zobacz też:







keabardy gęste i wąsy ogromne; mówiąc chrypiał, za lada co w furye wpadał i we względzie służby był najdoskonalszem i najczystszem regulaminu wcieleniem. Powiadają też, że sposobem regulaminowym córki za mąż powydawał. Do jednej odkomenderował porucznika: ......
? Żeń się... marsz!.. Na córkę także zakomenderował:
? Idź za mąż... marsz!..
Pomaszerowali przed ołtarz krokiem podwójnym.
Do drugiej w tenże sam sposób odkomenderował podporucznika.
Syna pchnął drogą karyery wojskowej, dawszy mu wychowanie takie, ażeby z drogi tej zboczyć nie mógł, ani na prawo, ani na lewo, tego bowiem był przekonania, że człowiek nie ksiądz, albo nie żołnierz, jest zaledwie półczłowiekiem. Stan duchowny i stan żołnierski były to w mniemaniu jego dwa stany wyborowe, dwa bieguny tak ludzkości niezbędne, jak ziemi niezbędnemi są owe bieguny, o które, opiera się oś ziemska. Powydawał więc córki za mąż, syna na drogę karyery wprowadził, odbył rewię ostatnią i po rewii na tamten świat odmaszerował. Po pogrzebie pułkownikowa odjechała do Gawronów, unosząc ze sobą dużo wspomnień, prawo do pobierania pensyi dożywotniej i pragnienie spokoju na resztę żywota,
Pensya dochodziła ją regularnie i akuratnie; wspomnienia jednak i pragnienie stanęly ze sobą w sprzeczności niejakiej. Pierwsze było względem drugiego neutralizatorem. Prawda, że i okoliczności przyczyniały się trochę do tego.
Gawrony, mała wioszczczyna, było to jej gniazdo rodzinne, z którego wyleciało w świat orląt pięcio-
ro, pod postacią pięciorga dzieci prezesa Jałomnickiego. Ojciec nie zostawiając im majątku dużego, dał w spadku po sobie węch delikatny, jaki dostają pieski gończe po ojcach dobrej rasy. Dzięki węchowi temu córki się powydawały i synowie pokierowali, z wyjątkiem jednego biedaka, pana Jakóba, prześladowanego najwyraźniej przez los zawistny. Podczas kiedy siostry jego łapały sobie małżonków jak, nie przymierzając, rybacy łapią szczupaki w wieńcierze, w ten sposób i groźny pułkownik wpadł w sieci byłej panny Amalii Jałomnickiej; podczas kiedy bracia zwietrzywszy posagi, zdobywali takowe przebojem, zajmując poważne w obywatelstwie stanowiska: on wysiliwszy przemysł cały, dostał harbuzów sześć i schronił się w końcu pod skrzydła siostry. Z desperacyi do wojska się zaciągnął, licząc na uroki munduru i na protekcyę pułkownika. Zdecydowany był dosługiwać się szlif generalskich. Śmierć atoli rycerskiego pani Amalii małżonka szyki mu pomieszała. Zmiarkował, że ta droga nie doprowadzi do niczego, chyba jeno do drgawek, czkawek, kurczów, pedogr, reumatyzmów ? i małżonki na wzór pani Amalii stworzonej. Podał się więc o dymissyę i w rok po pułkownikowej do Gawronów zawitał.
? I ty tu?
? A no....
? Pod moje znów skrzydła?..
? A no... była pana Jakóba odpowiedź z przyciskiem wymówiona.
? Cóż w Gawronach porabiać zamyślasz?
Pan Jakób ramionami ścisnął.
? Spodziewam się, iż nie zamierzasz przecie ojców skiby orać.,.
 
? Chybabym ją palcami drapał... Do orania potrzebny nakład...
? Prawda... Będziemy więc sobie we dwoje spokoju zażywali... Jednakowo nikogo nie mam do ekarte..
Pan Jakób westchnął głęboko.
? Cóż?..
? Oh, przyznam się tobie... kręci mi się po głowie, do klasztoru wstąpić...
? Mundur na habit, miecz na różaniec zamienić... Hm!... rzekła pułkownikowa z przekąsem, w którym politowanie brzmiało. Mój ty Jakóbciu, biedny!... Nie osobliwy był z ciebie ułan, niema więc nadziei, ażebyś osobliwym być mógł księdzem...
? Cóż pocznę ? zawołał pan Jakób tonem energii, zdradzającej postanowienie nieniezłomne.
? Co... hm... pomyślała pułkownikowa przez chwilę, W każdym razie nie masz czego się śpieszyć... Poczekaj... Rok, dwa, a chociażby i lat dziesięć, różnicy nie stanowią... chyba, żeś poczuł w sobie nagle do habita pociąg... chyba, że obudziło się w tobie powołanie...
? Pociąg?.. powołanie?.. a!. Podając się do dymissyi, zamierzałem wraz z otrzymaniem takowej w łeb sobie wypalić; alem się rozmyślił i powziąłem zamiar...
? W murach się klasztornych zagrzebać ? dokończyła pani Kawska. To lepsze od tamtego, ale jak powiadam, nic nie nagli... Wolałbyś jednak zamiast kapucynem, zostać małżonkiem ciepłej wdówki jakiej, albo panienki z posażkiem...
? Sześć razy tego próbowałem...
? I broń składasz... Sluchajże, Jakóbciu, co ci powiem. Tyś zanadto... zanadto... no?... poczciwy...
Tak, tyś zanadto poczciwy... za zbyt honorowy... Nie umiałeś tak jak Alfred i Konstanty (imiona braci pułkownikowej), włazić oknem, kiedy cię wyrzucano drzwiami... Byłeś skromny, lękliwy, nie umiałeś sprzedawać towaru, który na sprzedaż miałeś, żal mi ciebie... Poczekajże, klasztor nie ucieknie. Idź do niego, śpiesząc się powoli, a kto wie czy nie uda się z drogi zboczyć do ciepłego jakiego kącika i w takowym osiąść... Trafiają się wypadki nadzwyczajne... Ty nosisz nazwisko piękne... Są Jałomniccy hrabiowie.. Alfred i Konstanty ten tytuł noszą... To coś znaczy...
Taką było okoliczność, która pułkownikowej przeszkodziła w zaspokojeuiu pragnienia spokoju, jakie ogarnęło ją po śmierci męża.
Był to jednak pretekst tylko. Chwyciła się go, nie dla tego bynajmniej, żeby pana Jakóba od zamiaru odprowadzić, ale dla tego, że spokój w którym rok cały spędziła, tak jej dokuczył, iż rady sobie dać nie mogła. Zaczęła już była szwendać się po okolicy. Nie miała jednak nic w ręku. Nie posiadała osnowy żadnej, na którejby tkać mogła. Z tego powodu przybycie pana Jakóba powitała z radością i nie dla niego, lecz dla siebie wpleść się postarała w tę girlandę, która się do koła Gawronów wiła pod postacią towarzyskiego życia szlachty sąsiedniej. Byt niezależny, wiek, kolligacye, tytuł zresztą ? drzwi jej wszędzie otwierały. Do tych warunków dołączyć umiała inne, nie mniej ważne. Była to kobieta, choć ją do rany przykładał, taka wyrozumiała na słabości natury ludzkiej, taka współczująca w smutkach i dolegliwościach, tak umiejąca radości wszelkie podzielać, taka usłużna, taka, słowem jednem, przylepka. Przytem posiadała zdol-
ność stosowania się nietylko do płci, do wieków i do temperamentów, ale oraz i do przekonań. Potrafiła być z republikaninem republikanką, z monarchistą monarchistką, z bezwyznaniowcem bezwyznaniówką, z ultramontaninem ultramontanką, a przychodziło jej to z taką łatwością, jakby się urodziła w przekonaniu, które w danej chwili wyznawała. Nie potrafiła jednego tylko przemódz na sobie: kultu dla panów, gdy się przypadkiem w obec nich w towarzystwie chudopachołka znalazła. Wówczas zapominała się: względem pana przybierała ton poufałości dobrego tonu, na chudopachołka przez ramię spoglądała. Ale wnet to wynagradzała % procentom, jak tylko się pierwsza sposobność nadarzyła.
? Kochana pułkownikowa!.. tak ją powszechnie zwano.
Szczególnie dzieci lubiła i do panien młodych czuła pociąg niepowściągniony.
Dzieci się jednak do niej nie garnęły, pomimo że wabiła je cukierkami i zabawkami. Dzieci i psy, (powiadają) posiadają instynkta, wskazujące im ludzi uczciwych. Panienki wszakże lgnęły do kochanej pułkownikowej, dla półsłówek, dla min, dla insynuacyj jakichci, które ona na ich usługi w ogromnej ilości miała, a od których im rumieńce na policzki występowały.
Posiadała także i u młodzieży względy, pochodzące ztąd iż pewnego rodzaju protekcyą, otoczoną powagą kobiety wiekowej, zboczenia ich osłaniała. Grzeszki ich nazywała cukierkami, groziła im palcem na nosie i przemawiała do nich: ty.
? Ja stara ? były jej słowa. Jadłam chleb