Dwór w Chrustowie : powieść, Jeż Teodor Tomasz - str. 1
Zobacz też:
-
Kwatery prywatne
www.kwatera-iwa.pl -
Kotły
www.metalfach.com.pl -
Noclegi nad morzem łeba
www.naszemorze.pl



DWÓR W CHRUSTOWIE.
DWÓR W CHRUSTOWIE
Powieść
przez
Teod. Tom. Jeża.
Warszawa.
Nakład Michała Glücksberga Księgarza.
l876.
????????? ????????.
???????, ??? 15 ?????? 1876 ????.
Warszawa. ? Druk S. Orgelbranda Synów ul. Bednarska Nr. 20.
???????, ??? 15 ?????? 1876 ????.
Warszawa. ? Druk S. Orgelbranda Synów ul. Bednarska Nr. 20.
I.
Nie jasno tłumaczy się mi pociąg, jakiego doznaję do dworków i dworów szlacheckich. Osłaniają go tajemnicze cienie jakieś.
Gotów kto, w celu rozproszenia cieniów, wyjechać ze znanem przysłowiem o naturze wilczej.
Och! natura ta... Przez takie ona przeszła cięgi, na tyle wystawioną była prób i tyle ją zdeptało racyj, że wilczego w niej nie pozostało już chyba nic. Nie, nie natura to ciągnie mnie w tę stronę, lecz ? co innego. Dwór, dworek szlachecki ? tego mu sam djabeł odmówić nie może ? jest skończonym w sobie obrazem dobrego pędzla, przedstawia całość uroczą, od której oczu oderwać nie sposób: jest.... pięknem. Piękno posiada siłę pociągającą. Dla tego to też nawracam do domu szlacheckiego zawsze, ile razy, w peregrynacyach, które fantazya moja powieściarska po ziemi rodzinnej odbywa, okazya się nadarzy.
Pięknemi bywają i błędy, niestety! i występki, zbrodnie nawet, na obrazach zwłaszcza. Kto temu nie wierzy, niech się rozpatrzy uważnie w utworach pędzla Salvatora Rosa, w tych szczególnie pejza-
Nie jasno tłumaczy się mi pociąg, jakiego doznaję do dworków i dworów szlacheckich. Osłaniają go tajemnicze cienie jakieś.
Gotów kto, w celu rozproszenia cieniów, wyjechać ze znanem przysłowiem o naturze wilczej.
Och! natura ta... Przez takie ona przeszła cięgi, na tyle wystawioną była prób i tyle ją zdeptało racyj, że wilczego w niej nie pozostało już chyba nic. Nie, nie natura to ciągnie mnie w tę stronę, lecz ? co innego. Dwór, dworek szlachecki ? tego mu sam djabeł odmówić nie może ? jest skończonym w sobie obrazem dobrego pędzla, przedstawia całość uroczą, od której oczu oderwać nie sposób: jest.... pięknem. Piękno posiada siłę pociągającą. Dla tego to też nawracam do domu szlacheckiego zawsze, ile razy, w peregrynacyach, które fantazya moja powieściarska po ziemi rodzinnej odbywa, okazya się nadarzy.
Pięknemi bywają i błędy, niestety! i występki, zbrodnie nawet, na obrazach zwłaszcza. Kto temu nie wierzy, niech się rozpatrzy uważnie w utworach pędzla Salvatora Rosa, w tych szczególnie pejza-
żach jego, które ożywia obecność bandytów. Cóż to za arcydzieła! Na bandytów dosyć napatrzyć się nie można, tacy piękni. Pokazuje się przeto, że piękno, w części znacznej, zależy od stosownego otoczenia i odpowiedniego oświetlenia ? od otoczenia i oświetlenia, dzięki którym i złe przedstawiać się może pod postacią zachwycającą.
Rozumowanie powyższe odnosi się do piękna w ogólności, bynajmniej zaś do szlachty, pomiędzy którą a bandytami Salvatora Rozy zachodzi różnica, nie dopuszczająca porównania najmniejszego. Chciałem jeno wytłumaczyć się i usprawiedliwić z pociągu tego, jakiego doznaję na widok strzechy słomianej, przyozdobionej kominem z daszkiem i gniazdem bocianiem, a okrywającej ściany, będzie gniazdem ze swojej strony, pełnem wdzięku niewysłowionego, wygód niewypowiedzianych i harmonii rozbrzmiewającej echami przeszłości nawskroś, a wysoko poetycznej. Historya szlachty, ze światłami i cieniami swojemi, to poemat.
, Wyrobowi stanu szlacheckiego byłoby, w dziejowym sensie, do zarzucenia wiele, bardzo wiele, to jednak nie przeszkadza temu, ażeby szlachcie być nie miał postacią posągową ? osobistością dziejową, której tak było dobrze, iż utrzymała się po dziś dzień, broniąc się przeciwko okolicznościom, które ją z piedestalu strącają.
? Hej hej.... gdyby to!... ? powtarzał nieraz pan Marek Szamota, zacność wcielona w człowieka dobrej tuszy, okazalej postawy, zawiesistych wąsów i najlepszych chęci.
Pan Marek, gdyby w rzeczy samej dawne powróciły czasy, byłby, o' tem wątpić nie można, obywatelem wzorowym. I obecnie nic mu do zarzucenia
Rozumowanie powyższe odnosi się do piękna w ogólności, bynajmniej zaś do szlachty, pomiędzy którą a bandytami Salvatora Rozy zachodzi różnica, nie dopuszczająca porównania najmniejszego. Chciałem jeno wytłumaczyć się i usprawiedliwić z pociągu tego, jakiego doznaję na widok strzechy słomianej, przyozdobionej kominem z daszkiem i gniazdem bocianiem, a okrywającej ściany, będzie gniazdem ze swojej strony, pełnem wdzięku niewysłowionego, wygód niewypowiedzianych i harmonii rozbrzmiewającej echami przeszłości nawskroś, a wysoko poetycznej. Historya szlachty, ze światłami i cieniami swojemi, to poemat.
, Wyrobowi stanu szlacheckiego byłoby, w dziejowym sensie, do zarzucenia wiele, bardzo wiele, to jednak nie przeszkadza temu, ażeby szlachcie być nie miał postacią posągową ? osobistością dziejową, której tak było dobrze, iż utrzymała się po dziś dzień, broniąc się przeciwko okolicznościom, które ją z piedestalu strącają.
? Hej hej.... gdyby to!... ? powtarzał nieraz pan Marek Szamota, zacność wcielona w człowieka dobrej tuszy, okazalej postawy, zawiesistych wąsów i najlepszych chęci.
Pan Marek, gdyby w rzeczy samej dawne powróciły czasy, byłby, o' tem wątpić nie można, obywatelem wzorowym. I obecnie nic mu do zarzucenia